Otworzyłam drzwi wychodząc na świeże powietrze. Poniedziałki same w
sobie bywają ciężkie, doliczając do nich 8 godzin pracy i z równania
wychodzi okropny dzień. Ruszyłam przed siebie energicznym krokiem by jak
najszybciej znaleźć się w domu. Tuż za zakrętem o mało nie wpadłam na
wysokiego mężczyznę. Zatrzymałam się momentalnie przed nim i uniosłam
głowę do góry. Przywitał mnie niepewny uśmiech i wesołe, niebieskie oczy
o pięknym odcieniu ciemnego jeziora.
- Przepraszam. - uśmiechnął się do mnie szerzej i odsunął na bok.
- Nic się nie stało. - odpowiedziałam również się uśmiechając. Szatyn i
jego cudowne oczy od razu przypadli mi do gustu. Chłopak wyglądał na mój
wiek, być może był tylko o rok lub dwa starszy ode mnie.
- Wybaczy pani ale spieszę się na rozmowę kwalifikacyjną. - i wskazał ruchem głowy budynek z którego wyszłam, a ja dopiero zwróciłam uwagę, że był ubrany w garnitur, a w ręce trzymał jakąś aktówkę.
- Tam? - zapytałam zaskoczona.
- Tak, a czemu się pani tak dziwi?
- Pracuje tam. - popatrzyłam na niego znów się uśmiechając.
- Więc może będziemy pracować razem. - puścił mi oczko.
- Powodzenia. - już miałam odchodzić, ale złapał mnie za rękę.
- Wojtek jestem.
- Weronika.
Uśmiechnął się i puścił moją dłoń.
- Miło było cie poznać. Muszę już iść. - rzucił i odszedł w przeciwnym kierunku.
Z szerokim uśmiechem wracałam do domu. Spotkanie z chłopakiem wprawiło
mnie w lepszy nastrój, dzięki czemu zapomniałam o znienawidzonym
poniedziałku. Miałam tylko nadzieję, że zostaniemy kolegami z pracy.
*
Wieczorem razem z Anką postanowiłyśmy wyjść gdzieś na drinka. Byłam
zmęczona po całym dniu i chciałam trochę się rozerwać. Zrobiłam staranny
makijaż, wyprostowałam włosy i ubrałam się w podkreślające figurę
ciuchy. W rynku zobaczyłyśmy nowy lokal w którym jeszcze nie byłyśmy,
więc weszłyśmy do środka. Zajęłyśmy stolik w głębi klubu i zamówiłyśmy
drinki. Na moje szczęście nie było tłoku, bo większość ludzi wolała
spędzić poniedziałkowy wieczór w domu przed tv. Właśnie w najlepsze
plotkowałam z Anią kiedy przy barze zobaczyłam Wojtka. On też mnie
zobaczył, uśmiechnął się i zaczął iść w naszą stronę.
- Witam ponownie. - powiedział kiedy zatrzymał się już przy nas.
- Cześć. Co tam z pracą?
- Mam ją! - ucieszył się.
- Gratuluję. Więc mamy za co wypić. O przepraszam, Wojtku poznaj Anie -
wskazałam na blondynkę, która do tej pory siedziała cicho - Ania to
Wojtek, mój nowy kolega z pracy.
Uścisnęli sobie dłonie i wymienili grzecznościami, a potem szatyn
dosiadł się do naszego stolika i opowiedzieliśmy Ani jak właściwie się
poznaliśmy. Muszę przyznać, że Wojtek w białej koszulce i zwykłych
dżinsach spodobał mi się jeszcze bardziej niż ten w garniturze. Z
zaciekawieniem słuchałam jak opowiadał nam o swojej poprzedniej pracy,
hobby i czasie wolnym.
- Tyle tego wszystkiego, a kiedy masz czas dla dziewczyny? - zagadnęła blondynka.
- Nie mam dziewczyny. - wzruszył ramionami i kątem oka spojrzał na mnie.
Szybko odwróciłam wzrok i upiłam ze szklanki kolorowy napój.
- Zatańczy któraś pani ze mną? - odezwał się po chwili.
- Ja muszę do toalety - skłamałam - ale Ania to mistrzyni parkietu.
Dziewczyna nawet nie zdążyła zaprotestować, a już była wyciągana na
środek clubu a ja poszłam do łazienki. Umyłam ręce i postanowiłam
zobaczyć, która godzina. Wyjęłam z kieszeni telefon i zobaczyłam SMS-a od
Łukasza.
Cześć. Czy jest szansa, że dziś znów dałabyś się wyciągnąć na spacer?
Nie musiałam długo zastanawiać się nad odpowiedzią. Mimo, że bardzo
miło spędzałam czas w towarzystwie Wojtka i Ani to nie potrafiłam
odmówić Ziomkowi.
Za 5 minut na rynku?
Za 10 ;)
Będę czekać :)
Wróciłam do naszego stolika i dokończyłam drinka. Ania z Wojtkiem nadal szaleli na parkiecie, więc postanowiłam pójść za siebie zapłacić, w końcu nie wiedziałam czy wrócę jeszcze do klubu. Kiedy wróciłam od baru moi towarzysze siedzieli już na swoich miejscach.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytała blondynka patrząc jak ubieram płaszcz.
- Nie obrazicie się jak zostawię was na chwilę?
- Nie, ale coś się stało? - zapytał Wojtek.
- Nie, po prostu muszę się z kimś zobaczyć.
Anka spojrzała na mnie ze zrozumieniem, za to Wojtek chyba nie był zadowolony.
- Miłej zabawy! - rzuciłam szybko i wyszłam na mroźne powietrze.
Nie miałam pojęcia gdzie pojawi się Łukasz, więc po prostu postanowiłam zrobić sobie spacer po rynku, gdzieś musiałam na niego wpaść. Moje przeczucie mnie nie myliło, bo po kilku krokach w oddali zauważyłam jego sylwetkę zbliżającą się w moją stronę.
Uśmiechnęłam się delikatnie gdy był już niedaleko.
- Cześć piękna! - powiedział , a na moim policzku zakwitł rumieniec. Czyż nie tak przywitał mnie w moim śnie?
- Cześć wielkoludzie. - przez chwilę przyglądałam się jego twarzy - Stało się coś? Wyglądasz na zdenerwowanego.
Łukasz westchnął głośno i pokazał głową żebyśmy się przeszli.
- Byłaś na jakiejś imprezie? Naprawdę bardzo ładnie wyglądasz.
- Nie zmieniaj tematu!
- Nie zmieniam , stwierdzam tylko fakt. - wzruszył ramionami, ale widząc moją zaciętą minę dał za wygraną - Przyszedłem się pożegnać.
- Pożegnać? - zatrzymałam się i spojrzałam w jego oczy.
- Wiem, miałem zostać dłużej, ale dostałem pewien telefon. Muszę lecieć jutro. Czeka mnie masa roboty, pełno spraw związanych z rehabilitacją, mieszkaniem, klubem. - znów westchnął.
- Z mieszkaniem? Sprzedajesz je? - nic z tego nie rozumiałam.
Łukasz klepnął się dłonią w czoło i spojrzał na mnie dziwnie.
- Miałem nic nie mówić. Cholera, wszystko zaczyna mi się wymykać spod kontroli.
- Nie musisz mi mówić jak nie chcesz...
- To nie tak... A właściwie to już nie długo dowiesz się o co chodzi. - kąciki jego ust uniosły się lekko.
W tym momencie rozdzwoniła się moja komórka.
- Przepraszam - rzuciłam do Łukasza i odebrałam - Słucham.
- Werka ja uciekam już do domu, Wojtek mnie odprowadzi.
- W porządku.
- Ty też długo nie plątaj się po mieście. Aha dasz mi na chwilę Łukasza?
Zdziwiłam się, ale bez protestu podałam telefon rozgrywającemu i szepnęłam "Ania". Przez chwilę słuchał co blondynka ma mu do powiedzenia.
- Nie ma problemu, nic się nie martw. Na razie. - oddał mi komórkę i uśmiechnął się.
- Co jest? - zapytałam.
- Mam cię odprowadzić pod same drzwi.
- Miło. - zaśmiałam się - Ania pewnie dalej przez Dawida boi się puszczać mnie gdziekolwiek samą. - wywróciłam oczami.
Żygadło spojrzał na mnie jeszcze dziwniej niż wcześniej i z wysoko uniesionymi brwiami zapytał:
- Dlaczego się o ciebie boi?
Teraz to ja miałam ochotę strzelić sobie dłonią w czoło. Przecież Łukasz nic nie wiedział, a ja tak głupio przy nim palnęłam o byłym chłopaku.
- Nie ma o czym mówić. - pokręciłam głową.
- Jak ty mi nie powiesz to dowiem się od Ani. - zagroził.
Chcąc nie chcąc musiałam mu wszystko opowiedzieć. Wolałam, żeby nie musiał słuchać tej historii od blondynki, która pewnie wszystko by wyolbrzymiła. Kiedy skończyłam popatrzyłam na niego niepewnie.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej? - spojrzał na mnie gniewnie - Aaaa.. - machnął ręką - ja jestem mało ważny, ale policji to ty powinnaś powiedzieć.
- Nie! - przerwałam.
- Werka nie zachowuj się jak dziecko, to nie jest przedszkole tylko prawdziwe życie, a ten koleś jest chory. - stanął na przeciw mnie i położył swoje ręce na moich ramionach.
- Nic mi nie zrobił... - odwróciłam wzrok.
- Ale mógł i dalej może. - powiedział ze złością.
- Dam sobie radę, dobrze? Jeśli to się powtórzy pójdę na policję, a teraz zostawmy już ten temat.
- Dzisiaj dam ci spokój, ale nie odpuszczę. Zapamiętaj to.
Pokiwałam tylko posłusznie głową i pozwoliłam odprowadzić się do domu.
czwartek, 6 lutego 2014
sobota, 1 lutego 2014
For tonight let's just pretend
Pchnęłam przed sobą drzwi i w końcu po 8 godzinach ciężkiej pracy mogłam
wyjść na zimne powietrze i wrócić do domu. Jednak zaraz po
przekroczeniu progu zatrzymałam się i spojrzałam na plac przed
budynkiem. Mężczyzna, który stał do mnie tyłem w tym momencie odwrócił
się, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Siatkarz rozłożył
swoje ręce, a ja podbiegłam do niego i wpadłam w bezpieczny uścisk.
Mocno wciągnęłam powietrze wypełnione jego perfumami.
- Cześć piękna! - usłyszałam nad sobą, cudowny, głęboki głos.
- Cześć. - szepnęłam nieśmiało, zawstydzona tym komplementem.
- Porywam cie. - zaśmiał się cicho i splótł nasze palce, ale nie ruszył się czekając aż się od niego oderwę.
Niechętnie to zrobiłam, ale szybko się uśmiechnęłam widząc ciepłe iskierki w oczach Łukasza.
- Gdzie mnie zabierasz? - zapytałam zaciekawiona, ciągle obserwując jego twarz.
- Niespodzianka. Mam nadzieję, że masz jakąś wieczorową sukienkę? - spojrzał na mnie unosząc lekko brew.
Zaśmiałam się cicho, gdyż widok takiego Łukasza wydawał mi się bardzo zabawny.
- Coś się znajdzie. - odpowiedziałam już poważnie.
- To dobrze. No to jedziemy.
Przeszliśmy kilka kroków i zobaczyłam czekającą na nas taksówkę. Rozgrywający otworzył mi drzwi, więc szybko wsunęłam się do środka. Po kilku sekundach dołączył do mnie i ruszyliśmy do mojego mieszkania.
- Proszę zaczekać, zajmie nam to góra 15 minut. - Łukasz zwrócił się do kierowcy kiedy wysiadaliśmy.
- Taki jesteś pewny? - zapytałam z chytrym uśmieszkiem, wchodząc do mieszkania.
- Nie masz wyjścia. - popatrzył na mnie bezradnie, a po chwili się roześmiał.
- Chcesz żebym dokonała niemożliwego. - rzuciłam wchodząc po schodach na górę - Rozgość się, a ja zobaczę co da się zrobić.
Gdy byłam już na górze chwyciłam z szafy ulubioną czarną sukienkę, z koronką na plecach oraz bieliznę i rajstopy. Wzięłam błyskawiczny prysznic, pomijając mycie włosów, ubrałam na siebie przygotowane rzeczy i poprawiłam swój poranny makijaż dodając do niego kreskę na górnej powiece i czerwoną szminkę. Włosy wypuściłam z upięcia i lekko podkręciłam końcówki lokówką. Na zakończenie spojrzałam w lustro i puściłam do siebie oczko. W pokoju ubrałam jeszcze szpilki i powoli zeszłam na dół. Na mój widok Łukasz wstał z kanapy i zlustrował mnie z góry na dół. Muszę przyznać, że pod jego spojrzeniem czułam się jakbym nie miała na sobie niczego. Podszedł do mnie zupełnie blisko, nachylił się lekko i powiedział swoim zachrypniętym głosem wprost do mojego ucha
- Masz 3 minuty spóźnienia.
Miałam ochotę go udusić, ale jeszcze bardziej chciało mi się śmiać. Dałam mu kuksańca w bok i poszłam po płaszcz, a rozgrywający poszedł za mną.
- Niech pan jedzie pod adres, który wcześniej podałem. - powiedział mój towarzysz do kierowcy i ruszyliśmy.
Oparłam się wygodnie i obserwowałam migające obrazki za szybą. Byłam na tym tak skupiona, że nawet nie wiem kiedy twarz Łukasza znalazła się obok mojej. Znów pochylił się tuż koło mojego ucha i szepnął.
- Wyglądasz obłędnie.
Spojrzałam w jego głębokie oczy i prawie zatonęłam. Nie wiem ile czasu tak trwałam, ale dopiero gdy dotarliśmy na miejsce ocknęłam się z tego transu.
Łukasz zapłacił i pomógł mi wysiąść. Taksówka odjechała a my staliśmy na przeciw jakiegoś klubu.
- Mój znajomy organizuje małą imprezę. - wyjaśnił krótko.
Po chwili byliśmy już w środku, pozbywając się naszych płaszczy. Weszliśmy na salę, która okazała się jednym, wielkim parkietem. Pod ścianami ustawione były stoliki, więc zajęliśmy jeden z nich. Obserwowałam tańczące pary, ginące w półmroku i stoliki innych osób wypełnione poświatą małych lampionów. Widok ten przysłonił mi mężczyzna, który pojawił się z butelką wina. Zostawił ją na stoliku i odszedł.
- Mam nadzieję, że napijesz się ze mną. - zwrócił się do mnie Łukasz.
Pokiwałam głową na zgodę i obserwowałam jak nalewa trunek do kieliszków. Następnie podał mi jeden i uniósł swój.
- Za cudowny wieczór. - powiedział.
- Za cudowny wieczór. - powtórzyłam i upiłam łyk - Sam wybierałeś?
- Tak. - uśmiechnął się.
- Widać, że się na tym znasz. - pokiwałam z uznaniem głową po czym wypiłam jeszcze trochę, gdyż wino było naprawdę rewelacyjne.
- Zatańcz ze mną. - poprosił.
Odstawiłam więc kieliszek i podałam mu swoją dłoń.
Siatkarz zaprowadził mnie na sam środek parkietu i zaczęliśmy nieśmiało bujać się w takt muzyki. Z każdym kolejnym kawałkiem przekonywałam się coraz bardziej, że z Łukasza wychodzi imprezowe zwierze. Nie miałam pojęcia gdzie nauczył się tak tańczyć, ale był w tym mistrzem. Po którymś z kolei szybkim numerze zdjęłam szpilki, bo nogi powoli zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa. Wróciliśmy więc do stolika i przy okazji wypiliśmy po lampce wina. Gdy rozbrzmiał kolejny utwór tym razem spokojny i nieco cichszy siatkarz spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Zatańcz ze mną. - poprosił znów.
- Przetańczyliśmy już pół wieczora. - zaśmiałam się, ale on nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Proszę. - dodał.
Pozwoliłam mu ująć się za dłoń i zaprowadzić na środek sali. Przytuliłam się do jego klatki piersiowej, a on objął mnie i delikatnymi ruchami gładził moje plecy. Było mi tak cudownie w tym uścisku. Mimo dźwięków muzyki wyłapywałam dźwięk bicia jego serca. Była to stokroć piękniejsza muzyka niż ta która nas otaczała.
- Stań na moich butach. - szepnął rozgrywający tuż przy mojej twarzy.
Na początku nie rozumiałam po co miałabym to zrobić, ale po chwili wypełniłam jego polecenie. Swoimi stopami już bez szpilek stanęłam na jego butach, dzięki czemu znajdowałam się trochę wyżej. Spojrzałam w jego tęczówki i odnalazłam tam radość, której tak dawno tam nie spotkałam. Ogarnął mnie spokój i przylgnęłam swoim policzkiem do jego brody, a lekki zarost Łukasza łaskotał mnie delikatnie. Rozgrywający zanurzył swój nos w moje włosy, a dłońmi przycisnął mocniej do swojego ciała. Uniosłam lekko wzrok by znów popatrzeć w jego oczy. Łukasz również patrzył w moje i z każdą sekundą był coraz bliżej. Zamknęłam powieki i poczułam na swoich ustach usta rozgrywającego. Były ciepłe i delikatne. Powoli poznawaliśmy siebie w tym pocałunku, rozkoszując się nim.
Gdy otworzyłam powieki z ogromnym żalem stwierdziłam, że jestem w swoim pokoju, w swoim łóżku, a dźwięk budzika przenika wszystko w około.
Bummm! :)
Rozdział dla Story Volleyball, która chciała trochę więcej optymizmu.
Inaczej się nie dało, sorry :P
- Cześć piękna! - usłyszałam nad sobą, cudowny, głęboki głos.
- Cześć. - szepnęłam nieśmiało, zawstydzona tym komplementem.
- Porywam cie. - zaśmiał się cicho i splótł nasze palce, ale nie ruszył się czekając aż się od niego oderwę.
Niechętnie to zrobiłam, ale szybko się uśmiechnęłam widząc ciepłe iskierki w oczach Łukasza.
- Gdzie mnie zabierasz? - zapytałam zaciekawiona, ciągle obserwując jego twarz.
- Niespodzianka. Mam nadzieję, że masz jakąś wieczorową sukienkę? - spojrzał na mnie unosząc lekko brew.
Zaśmiałam się cicho, gdyż widok takiego Łukasza wydawał mi się bardzo zabawny.
- Coś się znajdzie. - odpowiedziałam już poważnie.
- To dobrze. No to jedziemy.
Przeszliśmy kilka kroków i zobaczyłam czekającą na nas taksówkę. Rozgrywający otworzył mi drzwi, więc szybko wsunęłam się do środka. Po kilku sekundach dołączył do mnie i ruszyliśmy do mojego mieszkania.
- Proszę zaczekać, zajmie nam to góra 15 minut. - Łukasz zwrócił się do kierowcy kiedy wysiadaliśmy.
- Taki jesteś pewny? - zapytałam z chytrym uśmieszkiem, wchodząc do mieszkania.
- Nie masz wyjścia. - popatrzył na mnie bezradnie, a po chwili się roześmiał.
- Chcesz żebym dokonała niemożliwego. - rzuciłam wchodząc po schodach na górę - Rozgość się, a ja zobaczę co da się zrobić.
Gdy byłam już na górze chwyciłam z szafy ulubioną czarną sukienkę, z koronką na plecach oraz bieliznę i rajstopy. Wzięłam błyskawiczny prysznic, pomijając mycie włosów, ubrałam na siebie przygotowane rzeczy i poprawiłam swój poranny makijaż dodając do niego kreskę na górnej powiece i czerwoną szminkę. Włosy wypuściłam z upięcia i lekko podkręciłam końcówki lokówką. Na zakończenie spojrzałam w lustro i puściłam do siebie oczko. W pokoju ubrałam jeszcze szpilki i powoli zeszłam na dół. Na mój widok Łukasz wstał z kanapy i zlustrował mnie z góry na dół. Muszę przyznać, że pod jego spojrzeniem czułam się jakbym nie miała na sobie niczego. Podszedł do mnie zupełnie blisko, nachylił się lekko i powiedział swoim zachrypniętym głosem wprost do mojego ucha
- Masz 3 minuty spóźnienia.
Miałam ochotę go udusić, ale jeszcze bardziej chciało mi się śmiać. Dałam mu kuksańca w bok i poszłam po płaszcz, a rozgrywający poszedł za mną.
- Niech pan jedzie pod adres, który wcześniej podałem. - powiedział mój towarzysz do kierowcy i ruszyliśmy.
Oparłam się wygodnie i obserwowałam migające obrazki za szybą. Byłam na tym tak skupiona, że nawet nie wiem kiedy twarz Łukasza znalazła się obok mojej. Znów pochylił się tuż koło mojego ucha i szepnął.
- Wyglądasz obłędnie.
Spojrzałam w jego głębokie oczy i prawie zatonęłam. Nie wiem ile czasu tak trwałam, ale dopiero gdy dotarliśmy na miejsce ocknęłam się z tego transu.
Łukasz zapłacił i pomógł mi wysiąść. Taksówka odjechała a my staliśmy na przeciw jakiegoś klubu.
- Mój znajomy organizuje małą imprezę. - wyjaśnił krótko.
Po chwili byliśmy już w środku, pozbywając się naszych płaszczy. Weszliśmy na salę, która okazała się jednym, wielkim parkietem. Pod ścianami ustawione były stoliki, więc zajęliśmy jeden z nich. Obserwowałam tańczące pary, ginące w półmroku i stoliki innych osób wypełnione poświatą małych lampionów. Widok ten przysłonił mi mężczyzna, który pojawił się z butelką wina. Zostawił ją na stoliku i odszedł.
- Mam nadzieję, że napijesz się ze mną. - zwrócił się do mnie Łukasz.
Pokiwałam głową na zgodę i obserwowałam jak nalewa trunek do kieliszków. Następnie podał mi jeden i uniósł swój.
- Za cudowny wieczór. - powiedział.
- Za cudowny wieczór. - powtórzyłam i upiłam łyk - Sam wybierałeś?
- Tak. - uśmiechnął się.
- Widać, że się na tym znasz. - pokiwałam z uznaniem głową po czym wypiłam jeszcze trochę, gdyż wino było naprawdę rewelacyjne.
- Zatańcz ze mną. - poprosił.
Odstawiłam więc kieliszek i podałam mu swoją dłoń.
Siatkarz zaprowadził mnie na sam środek parkietu i zaczęliśmy nieśmiało bujać się w takt muzyki. Z każdym kolejnym kawałkiem przekonywałam się coraz bardziej, że z Łukasza wychodzi imprezowe zwierze. Nie miałam pojęcia gdzie nauczył się tak tańczyć, ale był w tym mistrzem. Po którymś z kolei szybkim numerze zdjęłam szpilki, bo nogi powoli zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa. Wróciliśmy więc do stolika i przy okazji wypiliśmy po lampce wina. Gdy rozbrzmiał kolejny utwór tym razem spokojny i nieco cichszy siatkarz spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Zatańcz ze mną. - poprosił znów.
- Przetańczyliśmy już pół wieczora. - zaśmiałam się, ale on nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Proszę. - dodał.
Pozwoliłam mu ująć się za dłoń i zaprowadzić na środek sali. Przytuliłam się do jego klatki piersiowej, a on objął mnie i delikatnymi ruchami gładził moje plecy. Było mi tak cudownie w tym uścisku. Mimo dźwięków muzyki wyłapywałam dźwięk bicia jego serca. Była to stokroć piękniejsza muzyka niż ta która nas otaczała.
- Stań na moich butach. - szepnął rozgrywający tuż przy mojej twarzy.
Na początku nie rozumiałam po co miałabym to zrobić, ale po chwili wypełniłam jego polecenie. Swoimi stopami już bez szpilek stanęłam na jego butach, dzięki czemu znajdowałam się trochę wyżej. Spojrzałam w jego tęczówki i odnalazłam tam radość, której tak dawno tam nie spotkałam. Ogarnął mnie spokój i przylgnęłam swoim policzkiem do jego brody, a lekki zarost Łukasza łaskotał mnie delikatnie. Rozgrywający zanurzył swój nos w moje włosy, a dłońmi przycisnął mocniej do swojego ciała. Uniosłam lekko wzrok by znów popatrzeć w jego oczy. Łukasz również patrzył w moje i z każdą sekundą był coraz bliżej. Zamknęłam powieki i poczułam na swoich ustach usta rozgrywającego. Były ciepłe i delikatne. Powoli poznawaliśmy siebie w tym pocałunku, rozkoszując się nim.
Gdy otworzyłam powieki z ogromnym żalem stwierdziłam, że jestem w swoim pokoju, w swoim łóżku, a dźwięk budzika przenika wszystko w około.
Bummm! :)
Rozdział dla Story Volleyball, która chciała trochę więcej optymizmu.
Inaczej się nie dało, sorry :P
wtorek, 28 stycznia 2014
Midnight memories
Muszę przyznać, że moje zdziwienie było jeszcze większe kiedy o godzinie
20:00 zadzwonił mój telefon, a osobą, która chciała ze mną porozmawiać
okazał się Łukasz. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do
ucha.
- Słucham. - powiedziałam.
- Cześć. Nie przeszkadzam?
- Nie.
- Jestem właśnie niedaleko twojego mieszkania. Miałabyś może ochotę na krótki spacer? Wiem, jest późno, ale zależy mi. - powiedział to takim tomem, że mimo iż byłam już w piżamie, zawinięta ciepłym kocem i ostatnią rzeczą na jaką miałam teraz ochotę było wychodzenie na zimowe powietrze, zgodziłam się bez wahania.
- Tylko się ubiorę i zaraz wyjdę.
- Będę czekał. - odpowiedział i rozłączył się.
Jak oparzona wypadłam z łóżka i zaczęłam ubierać na siebie najcieplejsze rzeczy. Grube bawełniane skarpety, taki sam sweter oraz ciepłą bluzkę i czarne rurki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i przygładziłam niesforne kosmyki. Zaraz potem zbiegłam po schodach i zaczęłam ubierać kurtkę i kozaki. Dopiero wtedy dopadły mnie wątpliwości co do tego wyjścia. W końcu nasze spotkanie na hali wcale nie należało do najmilej przeze mnie wspominanych. Ten dystans który pojawił się nagle nie wiadomo skąd nie był przyjemny. Pokręciłam głową jakbym chciała odpędzić od siebie negatywne myśli. W końcu Łukasz przechodził teraz ciężki okres, a afiszowanie się ze swoją ''znajomą'' jak to powiedział, na oczach kibiców nie było najlepszym pomysłem. Zadziwiające było dla mnie to, jak dobrze potrafię wczuć się w jego osobę. Jednak to wcale nie zmieniało faktu, że ciągle jest dla mnie zagadką i potrafi mnie zaskakiwać.
Ubrawszy czapkę i rękawiczki wyszłam z domu i zobaczyłam rozgrywającego, który czekał na mnie na chodniku. Podeszłam do niego w ciszy.
- Cieszę się, że się zgodziłaś. Może pójdziemy na rynek? - dziś nie tylko jego oczy były smutne, ale i w głosie było coś takiego, że z miejsca miałam ochotę go przytulić.
- Jeśli chcesz.
Powoli ruszyliśmy w wybranym kierunku, a ja czekałam na jego słowa.
- Przepraszam cie, że ta nasza rozmowa na hali tak wyglądała. Nie mam teraz łatwo. Dziennikarze dowiedzieli się o wszystkim i aż dziwne, że nikt jeszcze nie przyszedł ze mną porozmawiać, ale to kwestia czasu.
- Wiem, rozumiem i nie mam ci niczego za złe.
- Wiesz myślałem, że będzie gorzej. - nieoczekiwanie zmienił temat - Myślałem, że to będzie się ciągnąć miesiącami, a okazuje się, że już w następnym tygodniu będę wolnym człowiekiem. - prychnął.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Nigdy nie byłam w jego sytuacji, więc zapewnianie, że wiem co czuje było co najmniej nie na miejscu.
- Wolisz, żeby tak było? Czy czułbyś się lepiej gdyby to trwało, a ty miałbyś czas na dojście do siebie? - zapytałam.
- O wiele lepiej, że to już. Im szybciej zacznę układać życie na nowo tym lepiej. Nawet Krzysiek tak powiedział. Jest moim prawdziwym przyjacielem i mądrym facetem, dlatego wiem, że ma rację. Szybko stanę na nogi i nie dam nikomu satysfakcji z tego, że się potknąłem. - w jego oczach zobaczyłam jakiś błysk.
Uśmiechnęłam się więc delikatnie i o dziwo Łukasz zrobił to samo.
- Mogę cie o coś zapytać? - odezwałam się dopiero po jakimś czasie.
- Oczywiście.
- Mówiłeś, że musisz coś tu załatwić, to jakaś tajemnica? - spojrzałam na niego.
- Owszem tajemnica, ale mogę ci powiedzieć, że jeśli się uda to będzie miła niespodzianka. - z zaciekawieniem popatrzyłam na jego twarz i odkryłam, że jego oczy się cieszą. Chyba pierwszy raz mówił o czymś z taką radością.
- Nie bądź taki - zrobiłam smutną minę - powiedz coś więcej.
Łukasz pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się. Przechodziliśmy właśnie obok ławki, więc postanowiliśmy usiąść.
- Nie dobry jesteś, naprawdę. - westchnęłam i potarłam zmarznięte policzki.
Siatkarz skwitował to tylko krótkim śmiechem. Chwilę patrzył na mnie po czym zapytał
- Tęskniłaś?
Opuściłam wzrok i zastanowiłam się nad odpowiedzią.
- Tak.. - odezwałam się w końcu.
- Brakowało mi ciebie. Nie miałem z kim swobodnie porozmawiać.
- Mogłeś zadzwonić. - zauważyłam.
- Mogłem, tylko że nie miałem na to za wiele czasu. Poza tym nie chciałbym również mieszać w twoim życiu.
Już chciałam coś odpowiedzieć, ale powstrzymał mnie.
- To prawda. Wciągnąłem cie w swoje problemy... - westchnął.
- A ja bardzo chętnie ci pomogę jeśli tylko będę mogła. - uśmiechnęłam się.
- Dziękuję. Chodź, wracajmy. Nie chce żebyś marzła. - powiedział ciepło, wstał i podał mi rękę, którą ujęłam i także wstałam.
Z rozczarowaniem zauważyłam, że dziś nie ma szans byśmy wracali trzymając się za ręce. Dobrze to rozumiałam, ale brakowało mi tego prostego gestu.
- Prezenty na święta już zakupiłaś? - zagadnął.
- Tak, wczoraj załatwiłam wszystko. - zamilkłam na chwilę i spojrzałam na rozgrywającego - Chociaż nie, brakuje mi ostatniego prezentu.
Łukasz popatrzył na mnie tak jakby domyślił się co chodzi mi po głowie.
- Zobaczymy się po świętach? - zapytał.
- Jeśli będziesz w Polsce. - wzruszyłam ramionami.
- Tego jeszcze nie wiem. Ale pomyślimy. - po jego twarzy przebiegł cień uśmiechu.
Te jego zagadkowe odpowiedzi sprawiały, że jeszcze więcej myślałam o tym co ma na myśli. To, że jestem osobą niecierpliwą wcale nie pomagało.
Resztę drogi pokonaliśmy rozmawiając o postępach w rehabilitacji, a Łukasz dodatkowo opowiadał jak wiele motywacji dają mu kibice. Z zadowoleniem zauważyłam, że znacznie poprawiło mu to humor, co udzieliło się także mi.
Pożegnaliśmy się pod moim mieszkaniem, nie umawiając się na następne spotkanie. Nie martwiło mnie to jednak, bo dobrze wiedziałam, że jeśli tylko będę go potrzebować wystarczy jeden telefon. Cieszyłam się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, a nasza przyjaźń umacniała się coraz bardziej.
Taki tam niezobowiązujący rozdział dzisiaj :)
Ale serio, serio Łukasz planuje nie lada niespodziankę ;)
Wybaczcie, że krótko, ale chyba w najbliższym czasie tak będzie. Krótko, ale częściej.
Może być? Trzymajcie się miśki :)
- Słucham. - powiedziałam.
- Cześć. Nie przeszkadzam?
- Nie.
- Jestem właśnie niedaleko twojego mieszkania. Miałabyś może ochotę na krótki spacer? Wiem, jest późno, ale zależy mi. - powiedział to takim tomem, że mimo iż byłam już w piżamie, zawinięta ciepłym kocem i ostatnią rzeczą na jaką miałam teraz ochotę było wychodzenie na zimowe powietrze, zgodziłam się bez wahania.
- Tylko się ubiorę i zaraz wyjdę.
- Będę czekał. - odpowiedział i rozłączył się.
Jak oparzona wypadłam z łóżka i zaczęłam ubierać na siebie najcieplejsze rzeczy. Grube bawełniane skarpety, taki sam sweter oraz ciepłą bluzkę i czarne rurki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i przygładziłam niesforne kosmyki. Zaraz potem zbiegłam po schodach i zaczęłam ubierać kurtkę i kozaki. Dopiero wtedy dopadły mnie wątpliwości co do tego wyjścia. W końcu nasze spotkanie na hali wcale nie należało do najmilej przeze mnie wspominanych. Ten dystans który pojawił się nagle nie wiadomo skąd nie był przyjemny. Pokręciłam głową jakbym chciała odpędzić od siebie negatywne myśli. W końcu Łukasz przechodził teraz ciężki okres, a afiszowanie się ze swoją ''znajomą'' jak to powiedział, na oczach kibiców nie było najlepszym pomysłem. Zadziwiające było dla mnie to, jak dobrze potrafię wczuć się w jego osobę. Jednak to wcale nie zmieniało faktu, że ciągle jest dla mnie zagadką i potrafi mnie zaskakiwać.
Ubrawszy czapkę i rękawiczki wyszłam z domu i zobaczyłam rozgrywającego, który czekał na mnie na chodniku. Podeszłam do niego w ciszy.
- Cieszę się, że się zgodziłaś. Może pójdziemy na rynek? - dziś nie tylko jego oczy były smutne, ale i w głosie było coś takiego, że z miejsca miałam ochotę go przytulić.
- Jeśli chcesz.
Powoli ruszyliśmy w wybranym kierunku, a ja czekałam na jego słowa.
- Przepraszam cie, że ta nasza rozmowa na hali tak wyglądała. Nie mam teraz łatwo. Dziennikarze dowiedzieli się o wszystkim i aż dziwne, że nikt jeszcze nie przyszedł ze mną porozmawiać, ale to kwestia czasu.
- Wiem, rozumiem i nie mam ci niczego za złe.
- Wiesz myślałem, że będzie gorzej. - nieoczekiwanie zmienił temat - Myślałem, że to będzie się ciągnąć miesiącami, a okazuje się, że już w następnym tygodniu będę wolnym człowiekiem. - prychnął.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Nigdy nie byłam w jego sytuacji, więc zapewnianie, że wiem co czuje było co najmniej nie na miejscu.
- Wolisz, żeby tak było? Czy czułbyś się lepiej gdyby to trwało, a ty miałbyś czas na dojście do siebie? - zapytałam.
- O wiele lepiej, że to już. Im szybciej zacznę układać życie na nowo tym lepiej. Nawet Krzysiek tak powiedział. Jest moim prawdziwym przyjacielem i mądrym facetem, dlatego wiem, że ma rację. Szybko stanę na nogi i nie dam nikomu satysfakcji z tego, że się potknąłem. - w jego oczach zobaczyłam jakiś błysk.
Uśmiechnęłam się więc delikatnie i o dziwo Łukasz zrobił to samo.
- Mogę cie o coś zapytać? - odezwałam się dopiero po jakimś czasie.
- Oczywiście.
- Mówiłeś, że musisz coś tu załatwić, to jakaś tajemnica? - spojrzałam na niego.
- Owszem tajemnica, ale mogę ci powiedzieć, że jeśli się uda to będzie miła niespodzianka. - z zaciekawieniem popatrzyłam na jego twarz i odkryłam, że jego oczy się cieszą. Chyba pierwszy raz mówił o czymś z taką radością.
- Nie bądź taki - zrobiłam smutną minę - powiedz coś więcej.
Łukasz pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się. Przechodziliśmy właśnie obok ławki, więc postanowiliśmy usiąść.
- Nie dobry jesteś, naprawdę. - westchnęłam i potarłam zmarznięte policzki.
Siatkarz skwitował to tylko krótkim śmiechem. Chwilę patrzył na mnie po czym zapytał
- Tęskniłaś?
Opuściłam wzrok i zastanowiłam się nad odpowiedzią.
- Tak.. - odezwałam się w końcu.
- Brakowało mi ciebie. Nie miałem z kim swobodnie porozmawiać.
- Mogłeś zadzwonić. - zauważyłam.
- Mogłem, tylko że nie miałem na to za wiele czasu. Poza tym nie chciałbym również mieszać w twoim życiu.
Już chciałam coś odpowiedzieć, ale powstrzymał mnie.
- To prawda. Wciągnąłem cie w swoje problemy... - westchnął.
- A ja bardzo chętnie ci pomogę jeśli tylko będę mogła. - uśmiechnęłam się.
- Dziękuję. Chodź, wracajmy. Nie chce żebyś marzła. - powiedział ciepło, wstał i podał mi rękę, którą ujęłam i także wstałam.
Z rozczarowaniem zauważyłam, że dziś nie ma szans byśmy wracali trzymając się za ręce. Dobrze to rozumiałam, ale brakowało mi tego prostego gestu.
- Prezenty na święta już zakupiłaś? - zagadnął.
- Tak, wczoraj załatwiłam wszystko. - zamilkłam na chwilę i spojrzałam na rozgrywającego - Chociaż nie, brakuje mi ostatniego prezentu.
Łukasz popatrzył na mnie tak jakby domyślił się co chodzi mi po głowie.
- Zobaczymy się po świętach? - zapytał.
- Jeśli będziesz w Polsce. - wzruszyłam ramionami.
- Tego jeszcze nie wiem. Ale pomyślimy. - po jego twarzy przebiegł cień uśmiechu.
Te jego zagadkowe odpowiedzi sprawiały, że jeszcze więcej myślałam o tym co ma na myśli. To, że jestem osobą niecierpliwą wcale nie pomagało.
Resztę drogi pokonaliśmy rozmawiając o postępach w rehabilitacji, a Łukasz dodatkowo opowiadał jak wiele motywacji dają mu kibice. Z zadowoleniem zauważyłam, że znacznie poprawiło mu to humor, co udzieliło się także mi.
Pożegnaliśmy się pod moim mieszkaniem, nie umawiając się na następne spotkanie. Nie martwiło mnie to jednak, bo dobrze wiedziałam, że jeśli tylko będę go potrzebować wystarczy jeden telefon. Cieszyłam się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, a nasza przyjaźń umacniała się coraz bardziej.
Taki tam niezobowiązujący rozdział dzisiaj :)
Ale serio, serio Łukasz planuje nie lada niespodziankę ;)
Wybaczcie, że krótko, ale chyba w najbliższym czasie tak będzie. Krótko, ale częściej.
Może być? Trzymajcie się miśki :)
sobota, 25 stycznia 2014
Prędzej czy później to wszystko wróci
Ze snu wyrwało mnie pukanie do drzwi pokoju. Spojrzałam na zegarek i
przeciągle ziewnęłam. Zaskoczona stwierdziłam, że jest to niedzielny
poranek, bardzo wczesny niestety, bo była godzina 7:25. Tłumiąc kolejne
ziewnięcie powiedziałam ''proszę''. Do pokoju weszła Ania w szlafroku i z
radością rzuciła się w moim kierunku.
- Wstawaj śpiochu! Jedziemy na mecz! - zaczęła krzyczeć i ściągać ze mnie kołdrę.
- Co? - popatrzyłam na nią szerokimi oczami, nadal niezupełnie przytomna.
Dziewczyna dała za wygraną kołdrze i rzuciła się obok mnie na łóżko.
- Dzisiaj z Bydgoszczą gra Rzeszów - wyszczerzyła się - więc zamiast czekać na kolejny mecz, pojedziemy dzisiaj.
- A bilety masz? - kiedy tylko usłyszałam kto gra od razu oprzytomniałam.
- Mam, to znaczy prawie mam. Miejsca może nie rewelacyjne, ale czego się spodziewać na dzień przed. - westchnęła.
Uniosłam się na łokciach i oparłam plecami o ścianę. Spojrzałam na nią mrużąc oczy.
- Jak to prawie masz?
- No trzeba je w kasie odebrać. Przecież pocztą mi ich nie wyślą - pstryknęła mnie dla żartów w nos i uśmiechnęła się szeroko.
- A nie mogłaś mi wczoraj powiedzieć?
- Jeszcze byś zasnąć nie mogła i po co ci to? - zaśmiała się dźwięcznie, a ja pokręciłam głową z rozbawieniem.
- Jesteś niemożliwa. No dobra a teraz trzeba chyba wstawać, co? O której ten mecz? - zapytałam.
- 14:45. Masz rację trzeba iść się szykować, bo potem nie będę pędzić po ośnieżonych drogach jak wariatka. - wstała i ruszyła do drzwi - Zajmuję łazienkę, a ty robisz śniadanie. - rzuciła jeszcze przez ramię.
- Dlaczego ja? - jęknęłam.
- Ej jakiś rewanż za bilety musi być. - zaśmiała się i wyszła.
Z Zielonej Góry wyjechałyśmy o 9:30, a na miejscu byłyśmy krótko po 13. Odebrałyśmy najpierw bilety i postanowiłyśmy zjeść jeszcze jakiś obiad na mieście. Niedaleko hali znalazłyśmy małą restaurację, w której zjadłyśmy ciepły posiłek i przed 14 byłyśmy znowu pod halą. Wielu kibiców było już obecnych i tłoczyło się przy wejściu. Również udałyśmy się do środka i odszukałyśmy swoje miejsca w jednym z górnych rzędów. Siedząc już spokojnie na krzesełku obserwowałam siatkarzy pojawiających się na rozgrzewce. Muszę przyznać, że moją uwagę w większym stopniu przykuwali Resoviacy. W końcu w swoich szeregach mięli kilku reprezentantów polski. Fantastyczny i wesoły Igła, dwaj wspaniali środkowi oraz Drzyzga, który w kadrze był zmiennikiem Łukasza. I musiałam złapać się na tym, że znów myślałam o rozgrywającym. Ale szybko pomyślałam o kimś innym, bo na parkiecie zauważyłam Alka Achrema, mojego ulubionego zawodnika w Resovii.
- Naprawdę było ci to potrzebne. - powiedziała do mnie Ania.
- Miałaś świetny pomysł. Dziękuję. - spojrzałam na nią i zaraz do głowy wpadło mi pewne pytanie - Ania, a tak w ogóle to jest twój pierwszy mecz? Nic mi wcześniej nie mówiłaś.. - zamilkłam, bo dziewczyna zaczęła się ze mnie śmiać.
- Coś ty! To, że nie jeżdżę jakoś bardzo na mecze nie znaczy, że nie interesuje mnie ten sport. Poza tym kiedy tylko w Zielonej jest grany jakiś turniej to ja jestem pierwsza.
Pokiwałam ze zrozumieniem głową i znów popatrzyłam na boisko. Po rozgrzewce chłopaki ustawiali się właśnie na całej długości parkietu. Powitaliśmy ich, jak i kapitanów głośnymi brawami, a zaraz potem zostały wybrane meczowe szóstki. Po tym rozpoczął się mecz, a my zabrałyśmy się za kibicowanie. Nie nastawiałam się na ogromne emocje, zważając na to, że Transferowi w tym sezonie ewidentnie nie szło, ale muszę przyznać, że kilka akcji przyprawiało o wstrzymanie oddechu. Nie wiem dlaczego, ale czułam się jakby kilka razy ktoś mnie obserwował. Dobrze wiedziałam, że jest tu mnóstwo ludzi, którzy przelotnie mogą na mnie spojrzeć, ale to było trochę inne uczucie.
Przez Dawida chyba zaczyna mi odbijać. - pomyślałam i wróciłam do kibicowania.
Nawet nie wiem kiedy minął ten mecz. Szybkie 3:0 dla Rzeszowa było faktem, ale oglądając każde spotkanie miałam takie samo wrażenie, że czas płynie zdecydowanie za szybko.
- Zejdziemy do nich na dół?- zapytała Ania, gdy Alek odebrał już statuetkę MVP.
- No raczej. - rzuciłam i zaczęłam przedzierać się niżej.
Gdy stanęłyśmy już za bandami siatkarze nadal byli w trakcie ćwiczeń. Patrzyłam na nich z uśmiechem i zaciekawieniem. Jednak ścisk jaki zaczął panować obok nas spowodował, że wolałam stanąć trochę z tyłu. Ania również się cofnęła i rozejrzała po bokach, po czym mnie szturchnęła.
- Patrz! - pisnęła, a ja posłusznie spojrzałam w stronę, którą pokazała.
Kilka metrów od nas stał rzeszowski libero, nie był jednak sam. Mówił coś szybko i żywo gestykulował, a na przeciw niego przygarbiony, pochylający głowę w bok stał Łukasz. Wstrzymałam oddech i nieświadomie chciałam przesunąć się do przodu kiedy wpadłam na przechodzącego mężczyznę.
- Nic pani nie jest? - zapytał Alek Achrem zatrzymując się i lustrując mnie wzrokiem a moje policzki oblały się mocnym rumieńcem.
- Nic mi nie jest. Przepraszam. - wydukałam.
- Nie ma za co. - kapitan uśmiechnął się ciepło swoim najpiękniejszym uśmiechem, a moje serce na moment się zatrzymało. Już miał odchodzić kiedy zebrałam się w sobie i powiedziałam
- Gratuluje świetnego meczu i nagrody.
Nie wiem czy to możliwe, ale uśmiechnął się jeszcze szerzej, rzucił tylko krótkie ''dziękuję'' i odszedł.
Chciałam coś powiedzieć do Ani kiedy zauważyłam, że całej sytuacji przyglądali się Żygadło z Ignaczakiem.
- Ty to masz szczęście. - westchnęła dziewczyna, kiedy zauważyła, że Łukasz pokazuje mi ręką, żebym do nich podeszła.
- Idziesz ze mną. - chwyciłam ją za nadgarstek i pociągnęłam w stronę mężczyzn.
Nogi miałam jak z waty, ale starałam się o nie nie potknąć i wyglądać jak najbardziej pewnie. Siatkarze przesunęli się lekko pokonując ostatnie dzielące nas metry.
- Cześć dziewczyny. - odezwał się Łukasz.
Chórkiem odpowiedziałyśmy mu cześć co wywołało cichy chichot Krzyśka.
- Igła to moje znajome z Zielonej Góry. Weronika i Ania. - przedstawił nas.
- Miło mi Krzysiek, ale możecie mówić Igła. - z uśmiechem uścisnął nasze dłonie.
- Tak myślałem, że to was widziałem na trybunach, ale pewien nie byłem. - powiedział Ziomek.
Spojrzałam na niego uważniej i zauważyłam podkrążone oczy i smutny wyraz twarzy, który chciał ukryć za sztucznym uśmiechem.
- Świetny mecz - zwróciłam się do Igły - miło się na to patrzyło.
- Przyjedzcie do Rzeszowa, tam się miło patrzy na mecze. - zaśmiał się i machnął komuś ręką. - Muszę iść. Łukasz zadzwoń jeszcze do mnie, pogadamy na spokojnie.
Panowie uścisnęli sobie dłonie, Krzysiek skłonił się nam i truchtem wrócił na boisko, by dołączyć do kolegów przy bandach.
- To może ja też pójdę po jakiś autograf? - zastanowiła się głośno Ania, a ja byłam jej wdzięczna za ten pomysł.
- Jeśli chcesz. - odpowiedziałam.
Po chwili już jej nie było, a ja zostałam sama z Łukaszem.
- Nie spodziewałem się ciebie tu.
- To samo mogę powiedzieć o tobie. A właściwie to jestem bardzo zaskoczona. Myślałam, że jesteś w Włoszech.
- Wczoraj wróciłem do polski, gdy dzwoniłaś byłem jeszcze w samolocie. - wyjaśnił- A dzisiaj chciałem spotkać się z chłopakami.
Przez chwilę zastanawiałam się nad jego słowami.
- Kiedy znów wracasz do Włoch?
- Za tydzień. Mam pewne sprawy do załatwienia tu, a potem czeka mnie trochę pracy.
Z jednej strony ucieszył mnie ten tydzień, a z drugiej zasmucił.
- Rozmawiałeś z Igłą? - nie musiałam mówić wprost o co mi chodzi i tak wiedziałam, że zrozumie.
- Tak.
Nie powiedział nic więcej. Staliśmy tak w milczeniu, ja czekając na Anie, on w sumie nie wiem na co. Podpisał kilka zeszytów, których właścicielki ciekawie mnie obserwowały i przywitał się z kilkoma osobami, które pytały go o zdrowie.
Nie czułam się już w tej hali tak swobodnie jak przed meczem. Nie mogłam tu też porozmawiać z Łukaszem tak jakbym chciała. Wszędzie otaczały nas ciekawe spojrzenia oraz nadal pracujące kamery i aparaty. W końcu wróciła do mnie blondynka z uśmiechem na ustach i zeszytem pełnym podpisów.
- To co wracamy? - zapytała mnie spoglądając kątem oka na Łukasza.
- Tak. Jestem trochę zmęczona. - przejechałam dłonią po włosach mierzwiąc je.
- Miło było znowu cie zobaczyć. - blondynka niepewnie odezwała się do rozgrywającego.
- Was również. - i znów ten sztuczny uśmiech.
- Przyjechałeś sam? - zapytałam.
- Jestem ze znajomym. Muszę tylko na niego zaczekać.
- Dobrze, w takim razie my się już zbieramy. - spojrzałam w jego oczy.
- Na razie. - rzuciła Anka i nie czekając na odpowiedź ruszyła do wyjścia.
- Do zobaczenia. - powiedziałam i również miałam się już odwrócić, ale Łukasz przytrzymał mnie za nadgarstek.
- Znasz Alka Achrema? - uniósł lekko brwi.
- Nie, niechcący na niego wpadłam, a co?
- Nie nic... Spokojnej drogi, do zobaczenia. - puścił moją rękę, a swoje włożył do kieszeni.
Kiwnęłam tylko głową i odeszłam. Byłam zdezorientowana, całe to nasze spotkanie przebiegało dziwnie i miałam tylko nadzieję, że będę mogła porozmawiać z nim jeszcze tak jak dawniej.
- Wstawaj śpiochu! Jedziemy na mecz! - zaczęła krzyczeć i ściągać ze mnie kołdrę.
- Co? - popatrzyłam na nią szerokimi oczami, nadal niezupełnie przytomna.
Dziewczyna dała za wygraną kołdrze i rzuciła się obok mnie na łóżko.
- Dzisiaj z Bydgoszczą gra Rzeszów - wyszczerzyła się - więc zamiast czekać na kolejny mecz, pojedziemy dzisiaj.
- A bilety masz? - kiedy tylko usłyszałam kto gra od razu oprzytomniałam.
- Mam, to znaczy prawie mam. Miejsca może nie rewelacyjne, ale czego się spodziewać na dzień przed. - westchnęła.
Uniosłam się na łokciach i oparłam plecami o ścianę. Spojrzałam na nią mrużąc oczy.
- Jak to prawie masz?
- No trzeba je w kasie odebrać. Przecież pocztą mi ich nie wyślą - pstryknęła mnie dla żartów w nos i uśmiechnęła się szeroko.
- A nie mogłaś mi wczoraj powiedzieć?
- Jeszcze byś zasnąć nie mogła i po co ci to? - zaśmiała się dźwięcznie, a ja pokręciłam głową z rozbawieniem.
- Jesteś niemożliwa. No dobra a teraz trzeba chyba wstawać, co? O której ten mecz? - zapytałam.
- 14:45. Masz rację trzeba iść się szykować, bo potem nie będę pędzić po ośnieżonych drogach jak wariatka. - wstała i ruszyła do drzwi - Zajmuję łazienkę, a ty robisz śniadanie. - rzuciła jeszcze przez ramię.
- Dlaczego ja? - jęknęłam.
- Ej jakiś rewanż za bilety musi być. - zaśmiała się i wyszła.
Z Zielonej Góry wyjechałyśmy o 9:30, a na miejscu byłyśmy krótko po 13. Odebrałyśmy najpierw bilety i postanowiłyśmy zjeść jeszcze jakiś obiad na mieście. Niedaleko hali znalazłyśmy małą restaurację, w której zjadłyśmy ciepły posiłek i przed 14 byłyśmy znowu pod halą. Wielu kibiców było już obecnych i tłoczyło się przy wejściu. Również udałyśmy się do środka i odszukałyśmy swoje miejsca w jednym z górnych rzędów. Siedząc już spokojnie na krzesełku obserwowałam siatkarzy pojawiających się na rozgrzewce. Muszę przyznać, że moją uwagę w większym stopniu przykuwali Resoviacy. W końcu w swoich szeregach mięli kilku reprezentantów polski. Fantastyczny i wesoły Igła, dwaj wspaniali środkowi oraz Drzyzga, który w kadrze był zmiennikiem Łukasza. I musiałam złapać się na tym, że znów myślałam o rozgrywającym. Ale szybko pomyślałam o kimś innym, bo na parkiecie zauważyłam Alka Achrema, mojego ulubionego zawodnika w Resovii.
- Naprawdę było ci to potrzebne. - powiedziała do mnie Ania.
- Miałaś świetny pomysł. Dziękuję. - spojrzałam na nią i zaraz do głowy wpadło mi pewne pytanie - Ania, a tak w ogóle to jest twój pierwszy mecz? Nic mi wcześniej nie mówiłaś.. - zamilkłam, bo dziewczyna zaczęła się ze mnie śmiać.
- Coś ty! To, że nie jeżdżę jakoś bardzo na mecze nie znaczy, że nie interesuje mnie ten sport. Poza tym kiedy tylko w Zielonej jest grany jakiś turniej to ja jestem pierwsza.
Pokiwałam ze zrozumieniem głową i znów popatrzyłam na boisko. Po rozgrzewce chłopaki ustawiali się właśnie na całej długości parkietu. Powitaliśmy ich, jak i kapitanów głośnymi brawami, a zaraz potem zostały wybrane meczowe szóstki. Po tym rozpoczął się mecz, a my zabrałyśmy się za kibicowanie. Nie nastawiałam się na ogromne emocje, zważając na to, że Transferowi w tym sezonie ewidentnie nie szło, ale muszę przyznać, że kilka akcji przyprawiało o wstrzymanie oddechu. Nie wiem dlaczego, ale czułam się jakby kilka razy ktoś mnie obserwował. Dobrze wiedziałam, że jest tu mnóstwo ludzi, którzy przelotnie mogą na mnie spojrzeć, ale to było trochę inne uczucie.
Przez Dawida chyba zaczyna mi odbijać. - pomyślałam i wróciłam do kibicowania.
Nawet nie wiem kiedy minął ten mecz. Szybkie 3:0 dla Rzeszowa było faktem, ale oglądając każde spotkanie miałam takie samo wrażenie, że czas płynie zdecydowanie za szybko.
- Zejdziemy do nich na dół?- zapytała Ania, gdy Alek odebrał już statuetkę MVP.
- No raczej. - rzuciłam i zaczęłam przedzierać się niżej.
Gdy stanęłyśmy już za bandami siatkarze nadal byli w trakcie ćwiczeń. Patrzyłam na nich z uśmiechem i zaciekawieniem. Jednak ścisk jaki zaczął panować obok nas spowodował, że wolałam stanąć trochę z tyłu. Ania również się cofnęła i rozejrzała po bokach, po czym mnie szturchnęła.
- Patrz! - pisnęła, a ja posłusznie spojrzałam w stronę, którą pokazała.
Kilka metrów od nas stał rzeszowski libero, nie był jednak sam. Mówił coś szybko i żywo gestykulował, a na przeciw niego przygarbiony, pochylający głowę w bok stał Łukasz. Wstrzymałam oddech i nieświadomie chciałam przesunąć się do przodu kiedy wpadłam na przechodzącego mężczyznę.
- Nic pani nie jest? - zapytał Alek Achrem zatrzymując się i lustrując mnie wzrokiem a moje policzki oblały się mocnym rumieńcem.
- Nic mi nie jest. Przepraszam. - wydukałam.
- Nie ma za co. - kapitan uśmiechnął się ciepło swoim najpiękniejszym uśmiechem, a moje serce na moment się zatrzymało. Już miał odchodzić kiedy zebrałam się w sobie i powiedziałam
- Gratuluje świetnego meczu i nagrody.
Nie wiem czy to możliwe, ale uśmiechnął się jeszcze szerzej, rzucił tylko krótkie ''dziękuję'' i odszedł.
Chciałam coś powiedzieć do Ani kiedy zauważyłam, że całej sytuacji przyglądali się Żygadło z Ignaczakiem.
- Ty to masz szczęście. - westchnęła dziewczyna, kiedy zauważyła, że Łukasz pokazuje mi ręką, żebym do nich podeszła.
- Idziesz ze mną. - chwyciłam ją za nadgarstek i pociągnęłam w stronę mężczyzn.
Nogi miałam jak z waty, ale starałam się o nie nie potknąć i wyglądać jak najbardziej pewnie. Siatkarze przesunęli się lekko pokonując ostatnie dzielące nas metry.
- Cześć dziewczyny. - odezwał się Łukasz.
Chórkiem odpowiedziałyśmy mu cześć co wywołało cichy chichot Krzyśka.
- Igła to moje znajome z Zielonej Góry. Weronika i Ania. - przedstawił nas.
- Miło mi Krzysiek, ale możecie mówić Igła. - z uśmiechem uścisnął nasze dłonie.
- Tak myślałem, że to was widziałem na trybunach, ale pewien nie byłem. - powiedział Ziomek.
Spojrzałam na niego uważniej i zauważyłam podkrążone oczy i smutny wyraz twarzy, który chciał ukryć za sztucznym uśmiechem.
- Świetny mecz - zwróciłam się do Igły - miło się na to patrzyło.
- Przyjedzcie do Rzeszowa, tam się miło patrzy na mecze. - zaśmiał się i machnął komuś ręką. - Muszę iść. Łukasz zadzwoń jeszcze do mnie, pogadamy na spokojnie.
Panowie uścisnęli sobie dłonie, Krzysiek skłonił się nam i truchtem wrócił na boisko, by dołączyć do kolegów przy bandach.
- To może ja też pójdę po jakiś autograf? - zastanowiła się głośno Ania, a ja byłam jej wdzięczna za ten pomysł.
- Jeśli chcesz. - odpowiedziałam.
Po chwili już jej nie było, a ja zostałam sama z Łukaszem.
- Nie spodziewałem się ciebie tu.
- To samo mogę powiedzieć o tobie. A właściwie to jestem bardzo zaskoczona. Myślałam, że jesteś w Włoszech.
- Wczoraj wróciłem do polski, gdy dzwoniłaś byłem jeszcze w samolocie. - wyjaśnił- A dzisiaj chciałem spotkać się z chłopakami.
Przez chwilę zastanawiałam się nad jego słowami.
- Kiedy znów wracasz do Włoch?
- Za tydzień. Mam pewne sprawy do załatwienia tu, a potem czeka mnie trochę pracy.
Z jednej strony ucieszył mnie ten tydzień, a z drugiej zasmucił.
- Rozmawiałeś z Igłą? - nie musiałam mówić wprost o co mi chodzi i tak wiedziałam, że zrozumie.
- Tak.
Nie powiedział nic więcej. Staliśmy tak w milczeniu, ja czekając na Anie, on w sumie nie wiem na co. Podpisał kilka zeszytów, których właścicielki ciekawie mnie obserwowały i przywitał się z kilkoma osobami, które pytały go o zdrowie.
Nie czułam się już w tej hali tak swobodnie jak przed meczem. Nie mogłam tu też porozmawiać z Łukaszem tak jakbym chciała. Wszędzie otaczały nas ciekawe spojrzenia oraz nadal pracujące kamery i aparaty. W końcu wróciła do mnie blondynka z uśmiechem na ustach i zeszytem pełnym podpisów.
- To co wracamy? - zapytała mnie spoglądając kątem oka na Łukasza.
- Tak. Jestem trochę zmęczona. - przejechałam dłonią po włosach mierzwiąc je.
- Miło było znowu cie zobaczyć. - blondynka niepewnie odezwała się do rozgrywającego.
- Was również. - i znów ten sztuczny uśmiech.
- Przyjechałeś sam? - zapytałam.
- Jestem ze znajomym. Muszę tylko na niego zaczekać.
- Dobrze, w takim razie my się już zbieramy. - spojrzałam w jego oczy.
- Na razie. - rzuciła Anka i nie czekając na odpowiedź ruszyła do wyjścia.
- Do zobaczenia. - powiedziałam i również miałam się już odwrócić, ale Łukasz przytrzymał mnie za nadgarstek.
- Znasz Alka Achrema? - uniósł lekko brwi.
- Nie, niechcący na niego wpadłam, a co?
- Nie nic... Spokojnej drogi, do zobaczenia. - puścił moją rękę, a swoje włożył do kieszeni.
Kiwnęłam tylko głową i odeszłam. Byłam zdezorientowana, całe to nasze spotkanie przebiegało dziwnie i miałam tylko nadzieję, że będę mogła porozmawiać z nim jeszcze tak jak dawniej.
środa, 22 stycznia 2014
I'm too afraid of my heart to let you go
- Nie płacz mała.- usłyszałam nad sobą.
Uniosłam głowę i zapuchniętymi oczami spojrzałam na Anie, która trzymała pudełko chusteczek. Wzięłam jedną i wydmuchałam nos.
- Chce zostać w domu.- chlipnęłam- Proszę.
- Werka, ale zgłoszenie tego jest ważne.- powiedziała twardo blondynka, ale spojrzała na mnie ciepło.
- Myślisz, że ktoś się tym zajmie? Nic mi nie zrobił, więc dla policji nie ma sprawy.- otarłam mokre policzki.
- Chodź, zobaczysz, że to nie prawda.
- Nie chce- skrzywiłam się- chce spać.
Anka spojrzała na mnie bezradnie i głośno westchnęła.
- Na siłę przecież cie nie zaciągnę, ale koniec włóczenia się po zmroku. Poza tym gdyby nie daj Boże zdarzyło się coś jeszcze to nie myśl sobie, że odpuszczę.- pogroziła mi palcem.
- Dobrze.- niezdarnie wstałam z podłogi- A teraz idę spać, muszę jak najszybciej przestać o tym myśleć. Dobranoc.
- Dobranoc.- odpowiedziała blondynka, a ja udałam się do łóżka.
Kolejne dni wyglądały zupełnie zwyczajnie. Chodziłam do pracy, a zaraz po niej wracałam do domu. Wieczory spędzałam w swoim pokoju bojąc się wyjść gdziekolwiek na miasto. Telefony i wiadomości od Dawida urwały się zupełnie co nie do końca mnie uspokoiło. Bałam się, że to tylko cisza przed burzą.
Dopiero w sobotę postanowiłam wyjść z domu. Coraz większymi krokami zbliżały się święta, więc trzeba było zabrać się za zakup prezentów. Wstałam więc wcześnie, ogarnęłam się szybko i po wspólnym śniadaniu z Anią postanowiłam ruszyć do marketów.
- Pójdziesz ze mną?- zagadnęłam blondynkę.
- Pewnie. Muszę cie mieć na oku.
- To teraz nie mogę wychodzić sama?- spojrzałam na nią.
- Możesz.- westchnęła- Ale zrozum, martwię się o ciebie.
Teraz to ja westchnęłam i pokiwałam głową. Ubrałyśmy się ciepło i poszłyśmy na miasto.
Całe to zakupowe szaleństwo trwało kilka godzin. Byłam już trochę zmęczona, ale zadowolona, bo większość rzeczy, które chciałam mieć niosłam właśnie w reklamówce. Wychodząc z Tesco przechodziłyśmy obok sklepu sportowego, Ania zatrzymała się na chwilę.
- Co jest?- zapytałam.
- Co ty na to żebyśmy pojechały na mecz? Trochę byś się rozerwała.- spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Mecz? Gdzie?- uniosłam brwi.
- Możemy pojechać do Bydgoszczy. Samochód jest, teraz potrzebne bilety.
- A wiesz chociaż kto gra?- zaśmiałam się.
- Sprawdzę na necie potem. Może być?- z napięciem czekała na moją odpowiedź.
- Jak najbardziej. - uśmiechnęłam się i poszłyśmy dalej.
- Weronika chodź tu szybko!- usłyszałam głos blondynki dobiegający z jej pokoju.
Do domu wróciłyśmy już kilka godzin wcześniej. Po obiedzie zamknęłam się w swoim pokoju z nowo zakupioną książka. Niechętnie odłożyłam swój nabytek, wstałam i wolnymi krokami udałam się do pokoju naprzeciwko. Weszłam przez uchylone drzwi i zobaczyłam Ankę siedzącą do mnie tyłem z laptopem na kolanach.
- To już wiesz na czyj mecz się wybieramy?- oparłam się o framugę drzwi i przetarłam zmęczone oczy długim czytaniem.
Dziewczyna odwróciła się do mnie z kamiennym wyrazem twarzy i prychnęła.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?- spytała z wyrzutem.
Spojrzałam na nią zaskoczona. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi.
- Co się stało?- wykrztusiłam.
- Zobacz.- odwróciła laptopa w moją stronę.
Podeszłam i kucnęłam przy łóżku. Spojrzałam na ekran i zamarłam. Jakiś serwis plotkarski opublikował post mówiący o rozwodzie Łukasza. Przebiegłam szybko wzrokiem po tekście. Większość opisu zgadzała się z rzeczywistością co wcale nie spowodowało, że poczułam się z tym lepiej.
- To twoja wina?- syknęła Anka, a ja uniosłam oczy na nią.
- Co?- krzyknęłam.
- Rozbiłaś ich małżeństwo?- blondynka również uniosła głos.
W jednej chwili wstałam i teraz patrzyłam na nią z góry.
- Nie! Co ci przyszło do głowy? Kiedy poznałam Łukasza miał już pozew prawie w rękach.- starałam się trochę opanować, ale zarzuty dziewczyny zaskoczyły mnie zupełnie i wytrąciły z równowagi- Poza tym w tym tekście brakuje najważniejszej informacji, a mianowicie takiej, że to Agnieszka zostawiła Łukasza dla kogoś innego, to ona go zdradziła.- dokończyłam już spokojniej.
Anka cały czas patrzyła na mnie uważnie, a z czasem jej twarz z zaciętej przemieniała się w skruszoną.
- Naprawdę?- zapytała cicho.
- Tak. Ja tylko starałam się wspierać Ziomka, nigdy nie mieszałabym w jego życiu.
Kiedy ochłonęłam usiadłam obok niej i wpatrywałam się w jakiś punkt na panelach.
- Przepraszam, że na ciebie naskoczyłam- blondynka położyła swoją dłoń na moim ramieniu- Moi rodzice się rozwiedli. Ojciec zdradzał matkę z jej przyjaciółką, nawet nie wiesz ile obie przez niego wycierpiałyśmy. Dlatego teraz nie potrafię przejść spokojnie obok takich spraw.
Popatrzyłam na nią i zrobiło mi się tej dziewczyny tak strasznie żal. Mimo, że nadal znałyśmy się mało, to w jakimś stopniu czułam się dla niej starszą siostrą.
- Nie masz za co przepraszać.- pogładziłam ją po ręce, którą nadal trzymała na moim ramieniu.
Chwilę siedziałyśmy w ciszy, uśmiechając się pokrzepiająco do siebie. Dopiero kiedy mój wzrok padł na laptopa postanowiłam wrócić do swojego pokoju.
- Kochana muszę coś teraz zrobić. To jak sprawdzisz ten mecz?- puściłam jej oczko.
- Pewnie. Jak są już bilety to zamówię.
- Dobra, potem podrzucę ci kasę, a teraz idę sprawdzić jak czuje się pewien siatkarz.
Anka uniosła tylko kciuk do góry i zabrała się za buszowanie po internecie, a ja wstałam i poszłam do siebie. Znalazłam telefon zakopany gdzieś pod poduszkami i z bijącym sercem wybrałam numer do rozgrywającego. Każdy kolejny sygnał powodował, że denerwowałam się coraz bardziej. Jednak musiałam się rozczarować, bo jedynym odzewem drugiej strony była poczta głosowa. Usiadłam zrezygnowana na łóżku i zapatrzyłam się w zdjęcie wiszące na ścianie. Żałowałam, że Łukasza nie ma przy mnie, ani nawet nie mogę usłyszeć jego głosu. Gdy był obok problemy same znikały, a tylko gdy wyjechał wszystko znowu zaczęło się psuć. Zdawałam sobie sprawę, że u niego pewnie nie jest lepiej. Westchnęłam głośno i runęłam plecami na łózko.
- Tęsknie- wyszeptałam i zamknęłam oczy.
Witam... Jak najbardziej macie mnie prawo znielubić za to co tu wyprawiam.
Krótko, nie na temat, brak składu i ładu.
Wiem i przepraszam. Zaliczyłam jakąś zniżkę weny tutaj i po prostu potrzebowałam
tego jednego rozdziału na odepchnięcie się. Coś się wyjaśniło, coś pojawiło się
by popchnąć opowiadanie do przodu.
Myślę, że kolejny post wynagrodzi Wam i tą przerwę i słaby poziom.
Także teraz tyle, czekajcie na więcej. Buziaki :*
Uniosłam głowę i zapuchniętymi oczami spojrzałam na Anie, która trzymała pudełko chusteczek. Wzięłam jedną i wydmuchałam nos.
- Chce zostać w domu.- chlipnęłam- Proszę.
- Werka, ale zgłoszenie tego jest ważne.- powiedziała twardo blondynka, ale spojrzała na mnie ciepło.
- Myślisz, że ktoś się tym zajmie? Nic mi nie zrobił, więc dla policji nie ma sprawy.- otarłam mokre policzki.
- Chodź, zobaczysz, że to nie prawda.
- Nie chce- skrzywiłam się- chce spać.
Anka spojrzała na mnie bezradnie i głośno westchnęła.
- Na siłę przecież cie nie zaciągnę, ale koniec włóczenia się po zmroku. Poza tym gdyby nie daj Boże zdarzyło się coś jeszcze to nie myśl sobie, że odpuszczę.- pogroziła mi palcem.
- Dobrze.- niezdarnie wstałam z podłogi- A teraz idę spać, muszę jak najszybciej przestać o tym myśleć. Dobranoc.
- Dobranoc.- odpowiedziała blondynka, a ja udałam się do łóżka.
Kolejne dni wyglądały zupełnie zwyczajnie. Chodziłam do pracy, a zaraz po niej wracałam do domu. Wieczory spędzałam w swoim pokoju bojąc się wyjść gdziekolwiek na miasto. Telefony i wiadomości od Dawida urwały się zupełnie co nie do końca mnie uspokoiło. Bałam się, że to tylko cisza przed burzą.
Dopiero w sobotę postanowiłam wyjść z domu. Coraz większymi krokami zbliżały się święta, więc trzeba było zabrać się za zakup prezentów. Wstałam więc wcześnie, ogarnęłam się szybko i po wspólnym śniadaniu z Anią postanowiłam ruszyć do marketów.
- Pójdziesz ze mną?- zagadnęłam blondynkę.
- Pewnie. Muszę cie mieć na oku.
- To teraz nie mogę wychodzić sama?- spojrzałam na nią.
- Możesz.- westchnęła- Ale zrozum, martwię się o ciebie.
Teraz to ja westchnęłam i pokiwałam głową. Ubrałyśmy się ciepło i poszłyśmy na miasto.
Całe to zakupowe szaleństwo trwało kilka godzin. Byłam już trochę zmęczona, ale zadowolona, bo większość rzeczy, które chciałam mieć niosłam właśnie w reklamówce. Wychodząc z Tesco przechodziłyśmy obok sklepu sportowego, Ania zatrzymała się na chwilę.
- Co jest?- zapytałam.
- Co ty na to żebyśmy pojechały na mecz? Trochę byś się rozerwała.- spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Mecz? Gdzie?- uniosłam brwi.
- Możemy pojechać do Bydgoszczy. Samochód jest, teraz potrzebne bilety.
- A wiesz chociaż kto gra?- zaśmiałam się.
- Sprawdzę na necie potem. Może być?- z napięciem czekała na moją odpowiedź.
- Jak najbardziej. - uśmiechnęłam się i poszłyśmy dalej.
- Weronika chodź tu szybko!- usłyszałam głos blondynki dobiegający z jej pokoju.
Do domu wróciłyśmy już kilka godzin wcześniej. Po obiedzie zamknęłam się w swoim pokoju z nowo zakupioną książka. Niechętnie odłożyłam swój nabytek, wstałam i wolnymi krokami udałam się do pokoju naprzeciwko. Weszłam przez uchylone drzwi i zobaczyłam Ankę siedzącą do mnie tyłem z laptopem na kolanach.
- To już wiesz na czyj mecz się wybieramy?- oparłam się o framugę drzwi i przetarłam zmęczone oczy długim czytaniem.
Dziewczyna odwróciła się do mnie z kamiennym wyrazem twarzy i prychnęła.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?- spytała z wyrzutem.
Spojrzałam na nią zaskoczona. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi.
- Co się stało?- wykrztusiłam.
- Zobacz.- odwróciła laptopa w moją stronę.
Podeszłam i kucnęłam przy łóżku. Spojrzałam na ekran i zamarłam. Jakiś serwis plotkarski opublikował post mówiący o rozwodzie Łukasza. Przebiegłam szybko wzrokiem po tekście. Większość opisu zgadzała się z rzeczywistością co wcale nie spowodowało, że poczułam się z tym lepiej.
- To twoja wina?- syknęła Anka, a ja uniosłam oczy na nią.
- Co?- krzyknęłam.
- Rozbiłaś ich małżeństwo?- blondynka również uniosła głos.
W jednej chwili wstałam i teraz patrzyłam na nią z góry.
- Nie! Co ci przyszło do głowy? Kiedy poznałam Łukasza miał już pozew prawie w rękach.- starałam się trochę opanować, ale zarzuty dziewczyny zaskoczyły mnie zupełnie i wytrąciły z równowagi- Poza tym w tym tekście brakuje najważniejszej informacji, a mianowicie takiej, że to Agnieszka zostawiła Łukasza dla kogoś innego, to ona go zdradziła.- dokończyłam już spokojniej.
Anka cały czas patrzyła na mnie uważnie, a z czasem jej twarz z zaciętej przemieniała się w skruszoną.
- Naprawdę?- zapytała cicho.
- Tak. Ja tylko starałam się wspierać Ziomka, nigdy nie mieszałabym w jego życiu.
Kiedy ochłonęłam usiadłam obok niej i wpatrywałam się w jakiś punkt na panelach.
- Przepraszam, że na ciebie naskoczyłam- blondynka położyła swoją dłoń na moim ramieniu- Moi rodzice się rozwiedli. Ojciec zdradzał matkę z jej przyjaciółką, nawet nie wiesz ile obie przez niego wycierpiałyśmy. Dlatego teraz nie potrafię przejść spokojnie obok takich spraw.
Popatrzyłam na nią i zrobiło mi się tej dziewczyny tak strasznie żal. Mimo, że nadal znałyśmy się mało, to w jakimś stopniu czułam się dla niej starszą siostrą.
- Nie masz za co przepraszać.- pogładziłam ją po ręce, którą nadal trzymała na moim ramieniu.
Chwilę siedziałyśmy w ciszy, uśmiechając się pokrzepiająco do siebie. Dopiero kiedy mój wzrok padł na laptopa postanowiłam wrócić do swojego pokoju.
- Kochana muszę coś teraz zrobić. To jak sprawdzisz ten mecz?- puściłam jej oczko.
- Pewnie. Jak są już bilety to zamówię.
- Dobra, potem podrzucę ci kasę, a teraz idę sprawdzić jak czuje się pewien siatkarz.
Anka uniosła tylko kciuk do góry i zabrała się za buszowanie po internecie, a ja wstałam i poszłam do siebie. Znalazłam telefon zakopany gdzieś pod poduszkami i z bijącym sercem wybrałam numer do rozgrywającego. Każdy kolejny sygnał powodował, że denerwowałam się coraz bardziej. Jednak musiałam się rozczarować, bo jedynym odzewem drugiej strony była poczta głosowa. Usiadłam zrezygnowana na łóżku i zapatrzyłam się w zdjęcie wiszące na ścianie. Żałowałam, że Łukasza nie ma przy mnie, ani nawet nie mogę usłyszeć jego głosu. Gdy był obok problemy same znikały, a tylko gdy wyjechał wszystko znowu zaczęło się psuć. Zdawałam sobie sprawę, że u niego pewnie nie jest lepiej. Westchnęłam głośno i runęłam plecami na łózko.
- Tęsknie- wyszeptałam i zamknęłam oczy.
Witam... Jak najbardziej macie mnie prawo znielubić za to co tu wyprawiam.
Krótko, nie na temat, brak składu i ładu.
Wiem i przepraszam. Zaliczyłam jakąś zniżkę weny tutaj i po prostu potrzebowałam
tego jednego rozdziału na odepchnięcie się. Coś się wyjaśniło, coś pojawiło się
by popchnąć opowiadanie do przodu.
Myślę, że kolejny post wynagrodzi Wam i tą przerwę i słaby poziom.
Także teraz tyle, czekajcie na więcej. Buziaki :*
niedziela, 22 grudnia 2013
If we could only turn back time
Czas biegł coraz szybciej. Nim się obejrzałam listopad zamienił się w
grudzień. Nadal śnieżny i coraz bardziej zimny. Mimo, że mój kontakt z
Łukaszem ograniczył się do kilku SMS-ów to ciągle wspominałam czas z nim
spędzony, dzięki czemu nie traciłam nadziei na ponowne spotkanie.
Częściej niż przedtem spędzałam czas serfując po internecie i zaglądając
na strony siatkarskie. Obserwowałam także fan page Łukasza czekając na
wiadomości od niego przeznaczone dla kibiców. Dzięki temu dowiedziałam
się, że u niego wszystko idzie do przodu w związku z rehabilitacją, za
to martwiłam się jak znosi sytuację związaną z rozwodem.
Moje życie zaczęło się toczyć przetartym szlakiem. Rano praca, wieczorami dobra książka do poduszki. Nawet z Anką rozmawiałyśmy coraz mniej. Czułam, że blondynka celowo trzyma mnie na dystans i cały czas zastanawiałam co jest tego przyczyną. Wydawało mi się, że ten stan zaczął się od naszej rozmowy kiedy pożyczałam od niej samochód, ale nie potrafiłam tego stwierdzić na pewno.
W dwa tygodnie po wyjeździe Łukasza kolejny sobotni wieczór spędzałam w salonie pod kocem oglądając film. Miałam ogromną ochotę na coś słodkiego, ale nawet bez ruszania się z wygodnej sofy wiedziałam, że nic takiego nie znajdę w żadnej z szafek. W końcu postanowiłam ruszyć do małego sklepiku, ale długo ociągałam się z tym wyjściem. Po jakiś 20 minutach wstałam, ubrałam się ciepło, do kieszeni wsunęłam portfel i wyszłam. Na zewnątrz od razu pomyślałam o powrocie do ciepłego mieszkania, ale wizja tego, że wrócę do niego nadal z pustymi rękoma skutecznie mnie zmotywowała. Szybkim marszem ruszyłam przez park. Mogłam pójść okrężną drogą, ale to równałoby się z dodatkowymi metrami, choć tamta trasa na pewno była o wiele bardziej bezpieczna. Po kilkunastu minutach byłam już po drugiej stronie parku i wchodziłam właśnie do sklepu. W szybkim tempie wybrałam dwie czekolady, ciastka i żelki. Zapłaciłam za wszystko, życzyłam ekspedientce miłego wieczoru i udałam się w powrotną drogę. Tym razem również wybrałam park na drogę powrotną. Jednak wcześniej nie czułam się tak niepewnie w tym miejscu. Gdy byłam już w połowie drogi usłyszałam za sobą kroki, więc przyspieszyłam, okazało się, że ten ktoś za mną zrobił to samo. W myślach powtarzałam sobie tylko żeby nie panikować. Jednak zdenerwowanie udzielało mi się coraz bardziej. W końcu nikogo nie było w pobliżu, gdybym nawet chciała wzywać pomocy nikt by tego nie usłyszał. Gdy do wyjścia zostało mi już naprawdę niewiele ten ktoś podbiegł do mnie, złapał za ramiona i odwrócił w swoją stronę. Teraz już nie potrafiłam ukryć swojego przerażenia. W pierwszej chwili chciałam krzyknąć, ale czułam jakbym miała zupełnie zaciśnięte gardło.
Mężczyzna spojrzał na mnie pewnie i uśmiechnął się ohydnie. Nadal trzymał mnie za ramiona co uniemożliwiało jakikolwiek ruch.
- Proszę, proszę kogo ja widzę!- usłyszałam drwiący głos Dawida.
Nadal nic nie potrafiłam z siebie wydusić. Przestraszył mnie nie nażarty a poza tym nadal nie wiedziałam jakie ma zamiary.
- O, nie chcesz ze mną rozmawiać? Jaka szkoda- wykrzywił w grymasie twarz.
- Czego chcesz?- syknęłam w końcu.
- Może tak grzeczniej?- teraz złapał mnie za nadgarstki i ścisnął mocno.
- To boli! Puść mnie!- spróbowałam się wyrwać, ale to tylko pogorszyło sprawę.
- Myślisz, że taka jesteś mądra? Myślałaś, że to już koniec? Przecież ty musisz być ze mną! Myślałaś, że ktoś inny będzie cie chciał? To ja ci powiem, nikt cie nie pokocha! Tylko ja cie kocham, a ty kochasz mnie i musimy być razem!- powiedział głośno.
W pierwszej chwili nie docierało do mnie to co powiedział, ale kiedy to już do mnie trafiło nie potrafiłam opanować furii jaka mną ogarnęła.
- Człowieku ty jesteś chory! Ja cie nie kocham i nie chce być z tobą!- krzyczałam już na cały głos i szarpałam się starając strącić jego ręce.
I wtedy poczułam piekący ból policzka. Dawid mnie uderzył. Szok, który mnie ogarnął spowodował, że przestałam się szamotać i spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami.
- Skarbie dlaczego tak kłamiesz? No powiedz prawdę.- uśmiechnął się, a mi na widok tego uśmiechu zrobiło się słabo.
- Dawid musisz się leczyć, to nie jest normalne! Nas już nic nie łączy! Zostaw mnie, proszę- powiedziałam cicho, byłam bliska płaczu.
Kolejne uderzenie. Mocne, bolesne, obłąkane. Łzy bólu zaszkliły w moich oczach.
- Dawid puść mnie, błagam!- krzyknęłam.
- Nie! Pójdziesz ze mną!- i zaczął mnie ciągnąć w przeciwnym kierunku niż szłam.
Teraz wiedziałam już, że to nie są żarty. Miałam do czynienia z osobą chorą i to stawało się coraz bardziej niebezpieczne i przerażające. Nigdy do tej pory nie widziałam byłego w tym stanie, ale nie chciałam nawet myśleć do czego potrafi być zdolny.
Kiedy chłopak mocno zacisnął rękę na mojej i pociągnął mnie za sobą, zebrałam się w sobie, zatarasowałam mu drogę i najmocniej jak potrafiłam kopnęłam w jego czułe miejsce. Zawył z bólu i momentalnie mnie puścił, nie czekałam na nic więcej tylko rzuciłam się do ucieczki. Biegłam najszybciej jak potrafiłam nie obracając się za siebie. Dawid chyba szybko się pozbierał, bo po chwili usłyszałam gdzieś za sobą jego krzyki.
- Wracaj tu ty mała zdziro! I tak cię dorwę! To jeszcze nie koniec!
Dziękowałam Bogu, że od domu dzielił mnie niewielki kawałek. Po chwili biegu, która wydawała mi się wiecznością dotarłam do drzwi i naparłam na nie z impetem. Wpadłam do przedpokoju ciesząc się, że Anka po moim wyjściu nie zamknęła się na klucz. Teraz szybko go przekręciłam, sprawdzając kilka razy czy aby na pewno drzwi są zamknięte. Gdy upewniłam się już zupełnie zdjęłam kurtkę i buty i usiadłam ciężko na podłodze opierając się plecami o ścianę. Z góry zeszła właśnie Anka i spojrzała na mnie badawczo.
- A tobie co? Ducha zobaczyłaś?- zakpiła.
- Nie, miałam bliskie spotkanie z wariatem!- warknęłam nadal zdenerwowana.
Blondynka od razu zrozumiała, że sprawa jest poważna. Uklękła obok mnie i zlustrowała dokładnie całą moją postać. Trochę dłużej zatrzymała wzrok na policzkach.
- Coś ci zrobił?- zapytała przestraszona.
Pokręciłam głową.
- Przecież widzę. Uderzył cie?
Opuszkami palców dotknęłam policzka. Nadal trochę piekło.
- To nic- szepnęłam.
- Chyba żartujesz? Kto to był?- uniosła brew i niecierpliwie czekała na odpowiedź.
- Dawid...
- Wstawaj, idziemy na policję. Musisz złożyć zeznania. Przecież on jest jakiś chory- mówiła szybko.
Nie miałam ochoty nigdzie się ruszać, najchętniej skryłabym się pod kocem i zasnęła.
- Przecież nic mi nie zrobił...to nie jest potrzebne- wydukałam.
- Masz dziesięć minut!- powiedziała głośniej- Idę się przebrać i zaraz wychodzimy!- pobiegła schodami na górę, a ja podciągnęłam kolana pod brodę i schowałam twarz w dłoniach.
Byłam przerażona tym wszystkim. Zachowaniem Dawida, tym, że muszę opowiedzieć wszystko na policji, a i tak zapewne nie przyniesie to żadnego rezultatu. Byłam przestraszona i bezradna. Po policzkach pociekły mi pierwsze łzy, a po chwili płakałam już jak małe dziecko.
Yes, yes, yes :D Udało mi się, oddaję drugi rozdział w tym tygodniu w Wasze ręce :)
Jestem zadowolona. I chociaż jest on krótki, to ja ciesze się, że jest, bo bardzo ciężko
było mi się zmobilizować do tego by go napisać. Ale jak obiecałam to przecież obiecałam!
Kolejny zapewne dopiero po świętach, więc tak na koniec krótko:
Świąt przede wszystkim zdrowych i wesołych :) Siatkarskich też, a co! :)
P.S. Zajrzyjcie do zakładki INFORMACJA :)
Moje życie zaczęło się toczyć przetartym szlakiem. Rano praca, wieczorami dobra książka do poduszki. Nawet z Anką rozmawiałyśmy coraz mniej. Czułam, że blondynka celowo trzyma mnie na dystans i cały czas zastanawiałam co jest tego przyczyną. Wydawało mi się, że ten stan zaczął się od naszej rozmowy kiedy pożyczałam od niej samochód, ale nie potrafiłam tego stwierdzić na pewno.
W dwa tygodnie po wyjeździe Łukasza kolejny sobotni wieczór spędzałam w salonie pod kocem oglądając film. Miałam ogromną ochotę na coś słodkiego, ale nawet bez ruszania się z wygodnej sofy wiedziałam, że nic takiego nie znajdę w żadnej z szafek. W końcu postanowiłam ruszyć do małego sklepiku, ale długo ociągałam się z tym wyjściem. Po jakiś 20 minutach wstałam, ubrałam się ciepło, do kieszeni wsunęłam portfel i wyszłam. Na zewnątrz od razu pomyślałam o powrocie do ciepłego mieszkania, ale wizja tego, że wrócę do niego nadal z pustymi rękoma skutecznie mnie zmotywowała. Szybkim marszem ruszyłam przez park. Mogłam pójść okrężną drogą, ale to równałoby się z dodatkowymi metrami, choć tamta trasa na pewno była o wiele bardziej bezpieczna. Po kilkunastu minutach byłam już po drugiej stronie parku i wchodziłam właśnie do sklepu. W szybkim tempie wybrałam dwie czekolady, ciastka i żelki. Zapłaciłam za wszystko, życzyłam ekspedientce miłego wieczoru i udałam się w powrotną drogę. Tym razem również wybrałam park na drogę powrotną. Jednak wcześniej nie czułam się tak niepewnie w tym miejscu. Gdy byłam już w połowie drogi usłyszałam za sobą kroki, więc przyspieszyłam, okazało się, że ten ktoś za mną zrobił to samo. W myślach powtarzałam sobie tylko żeby nie panikować. Jednak zdenerwowanie udzielało mi się coraz bardziej. W końcu nikogo nie było w pobliżu, gdybym nawet chciała wzywać pomocy nikt by tego nie usłyszał. Gdy do wyjścia zostało mi już naprawdę niewiele ten ktoś podbiegł do mnie, złapał za ramiona i odwrócił w swoją stronę. Teraz już nie potrafiłam ukryć swojego przerażenia. W pierwszej chwili chciałam krzyknąć, ale czułam jakbym miała zupełnie zaciśnięte gardło.
Mężczyzna spojrzał na mnie pewnie i uśmiechnął się ohydnie. Nadal trzymał mnie za ramiona co uniemożliwiało jakikolwiek ruch.
- Proszę, proszę kogo ja widzę!- usłyszałam drwiący głos Dawida.
Nadal nic nie potrafiłam z siebie wydusić. Przestraszył mnie nie nażarty a poza tym nadal nie wiedziałam jakie ma zamiary.
- O, nie chcesz ze mną rozmawiać? Jaka szkoda- wykrzywił w grymasie twarz.
- Czego chcesz?- syknęłam w końcu.
- Może tak grzeczniej?- teraz złapał mnie za nadgarstki i ścisnął mocno.
- To boli! Puść mnie!- spróbowałam się wyrwać, ale to tylko pogorszyło sprawę.
- Myślisz, że taka jesteś mądra? Myślałaś, że to już koniec? Przecież ty musisz być ze mną! Myślałaś, że ktoś inny będzie cie chciał? To ja ci powiem, nikt cie nie pokocha! Tylko ja cie kocham, a ty kochasz mnie i musimy być razem!- powiedział głośno.
W pierwszej chwili nie docierało do mnie to co powiedział, ale kiedy to już do mnie trafiło nie potrafiłam opanować furii jaka mną ogarnęła.
- Człowieku ty jesteś chory! Ja cie nie kocham i nie chce być z tobą!- krzyczałam już na cały głos i szarpałam się starając strącić jego ręce.
I wtedy poczułam piekący ból policzka. Dawid mnie uderzył. Szok, który mnie ogarnął spowodował, że przestałam się szamotać i spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami.
- Skarbie dlaczego tak kłamiesz? No powiedz prawdę.- uśmiechnął się, a mi na widok tego uśmiechu zrobiło się słabo.
- Dawid musisz się leczyć, to nie jest normalne! Nas już nic nie łączy! Zostaw mnie, proszę- powiedziałam cicho, byłam bliska płaczu.
Kolejne uderzenie. Mocne, bolesne, obłąkane. Łzy bólu zaszkliły w moich oczach.
- Dawid puść mnie, błagam!- krzyknęłam.
- Nie! Pójdziesz ze mną!- i zaczął mnie ciągnąć w przeciwnym kierunku niż szłam.
Teraz wiedziałam już, że to nie są żarty. Miałam do czynienia z osobą chorą i to stawało się coraz bardziej niebezpieczne i przerażające. Nigdy do tej pory nie widziałam byłego w tym stanie, ale nie chciałam nawet myśleć do czego potrafi być zdolny.
Kiedy chłopak mocno zacisnął rękę na mojej i pociągnął mnie za sobą, zebrałam się w sobie, zatarasowałam mu drogę i najmocniej jak potrafiłam kopnęłam w jego czułe miejsce. Zawył z bólu i momentalnie mnie puścił, nie czekałam na nic więcej tylko rzuciłam się do ucieczki. Biegłam najszybciej jak potrafiłam nie obracając się za siebie. Dawid chyba szybko się pozbierał, bo po chwili usłyszałam gdzieś za sobą jego krzyki.
- Wracaj tu ty mała zdziro! I tak cię dorwę! To jeszcze nie koniec!
Dziękowałam Bogu, że od domu dzielił mnie niewielki kawałek. Po chwili biegu, która wydawała mi się wiecznością dotarłam do drzwi i naparłam na nie z impetem. Wpadłam do przedpokoju ciesząc się, że Anka po moim wyjściu nie zamknęła się na klucz. Teraz szybko go przekręciłam, sprawdzając kilka razy czy aby na pewno drzwi są zamknięte. Gdy upewniłam się już zupełnie zdjęłam kurtkę i buty i usiadłam ciężko na podłodze opierając się plecami o ścianę. Z góry zeszła właśnie Anka i spojrzała na mnie badawczo.
- A tobie co? Ducha zobaczyłaś?- zakpiła.
- Nie, miałam bliskie spotkanie z wariatem!- warknęłam nadal zdenerwowana.
Blondynka od razu zrozumiała, że sprawa jest poważna. Uklękła obok mnie i zlustrowała dokładnie całą moją postać. Trochę dłużej zatrzymała wzrok na policzkach.
- Coś ci zrobił?- zapytała przestraszona.
Pokręciłam głową.
- Przecież widzę. Uderzył cie?
Opuszkami palców dotknęłam policzka. Nadal trochę piekło.
- To nic- szepnęłam.
- Chyba żartujesz? Kto to był?- uniosła brew i niecierpliwie czekała na odpowiedź.
- Dawid...
- Wstawaj, idziemy na policję. Musisz złożyć zeznania. Przecież on jest jakiś chory- mówiła szybko.
Nie miałam ochoty nigdzie się ruszać, najchętniej skryłabym się pod kocem i zasnęła.
- Przecież nic mi nie zrobił...to nie jest potrzebne- wydukałam.
- Masz dziesięć minut!- powiedziała głośniej- Idę się przebrać i zaraz wychodzimy!- pobiegła schodami na górę, a ja podciągnęłam kolana pod brodę i schowałam twarz w dłoniach.
Byłam przerażona tym wszystkim. Zachowaniem Dawida, tym, że muszę opowiedzieć wszystko na policji, a i tak zapewne nie przyniesie to żadnego rezultatu. Byłam przestraszona i bezradna. Po policzkach pociekły mi pierwsze łzy, a po chwili płakałam już jak małe dziecko.
Yes, yes, yes :D Udało mi się, oddaję drugi rozdział w tym tygodniu w Wasze ręce :)
Jestem zadowolona. I chociaż jest on krótki, to ja ciesze się, że jest, bo bardzo ciężko
było mi się zmobilizować do tego by go napisać. Ale jak obiecałam to przecież obiecałam!
Kolejny zapewne dopiero po świętach, więc tak na koniec krótko:
Świąt przede wszystkim zdrowych i wesołych :) Siatkarskich też, a co! :)
P.S. Zajrzyjcie do zakładki INFORMACJA :)
środa, 18 grudnia 2013
Before you leave me today
- Dziękuję ci- powstałą ciszę przerwał zachrypnięty głos rozgrywającego.
Byliśmy od kilku minut w drodze do Zielonej Góry. Oboje uśmiechaliśmy się lekko, oboje byliśmy zamyśleni i mocno skupieni. Zerkałam kilka razy na Łukasza i za każdym razem z radością stwierdzałam, że jest w równie znakomitym humorze co ja.
- Ale za co?- nie odwracałam wzroku od jezdni, choć tak bardzo chciałam teraz na niego spojrzeć.
- Za ten dzień- wyjaśnił krótko.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- Oj nie cała, zostaw coś dla mnie- zaśmiał się, a kiedy nic nie odpowiedziałam kontynuował-Jutro wylatuje do Włoch.
Powiedział to tak łatwo i swobodnie, że aż poczułam jakieś ukłucie w sercu.
- Jaki powód tym razem?- zapytałam beznamiętnym głosem, radość powoli ze mnie uchodziła.
- Od poniedziałku zaczynam rehabilitacje. Poza tym mam kilka spotkań z prawnikiem, który pomoże mi przy rozwodzie.
- Zdecydowałeś tam zostać?- to pytanie wypowiadałam z obawą, nie chciałam żeby potwierdził, ale wiedziałam, że tak zapewne się stanie.
Łukasz chwilę milczał. Jedn rzut oka na jego twarz przekonał mnie, że i on stracił swój dzisiejszy optymizm.
- Nie wiem. Uwielbiam Włochy, ale to miejsce źle mi się teraz kojarzy.
Nie powiedział nic więcej, ja nie pytałam. Dobrze wiedziałam, że na wiele pytań nie ma sprecyzowanej odpowiedzi. Tylko czas mógł się przyczynić do odpowiedzi na te znaki zapytania. Jedno było pewne, epizod jakim byłam w jego życiu dobiegał końca. Spędziliśmy ze sobą kilka miłych popołudni i to było by na tyle. Perspektywa ta sprawiała mi ból, bo zdążyłam się bardzo przywiązać do siatkarza. Poza tym dzisiejszy dzień w jego towarzystwie był tak cudowny, że nie chciałam tego tracić. Mimo, iż ze strony rozgrywającego nie mogłam i nie chciałam liczyłam na nic poza przyjaźnią to teraz czułam się po prostu źle z myślą, że następnym naszym spotkaniem może być kilka minut po meczu reprezentacji.
- Weronika?- kiedy znów się odezwał byliśmy już prawie pod domem.
- Tak?
- Chciałem cie zapytać...-odchrząknął i obrócił się w moją stronę- bo...yhym...
- No wyduś to z siebie- uśmiechnęłam się delikatnie by dodać jemu i sobie otuchy, miałam nadzieję, że to pytanie coś zmieni.
- No, bo chciałem cie zapytać... albo nie.. to głupie- westchnął.
Zajechałam pod garaż i zatrzymałam samochód. Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam głęboko w oczy.
- No co byś chciał wiedzieć? I tylko nie mów "nieważne" bo tego nie przeżyje.
- Myślisz, że ta rehabilitacja pomoże? Wrócę jeszcze do reprezentacji?- zapytał szybko, na jednym tchu. To nie o to mu chodziło i byłam tego pewna. Chciał zapytać o coś innego, ale widocznie zabrakło mu na to odwagi.
- Oczywiście, że tak. Jestem pewna, że specjaliści tak się tobą zajmą, że już za kilka tygodni wrócisz na parkiet.
- Pewnie masz rację. Mimo to sezon i tak mam z głowy. Teraz muszę zrobić wszystko by wrócić do kadry- powiedział twardo i wysiadł by otworzyć garaż. Po chwili wjechałam do środka, wyłączyłam silnik i wróciłam do Ziomka.
- To co, może jakaś popołudniowa herbatka?-zadarłam do góry głowę by spojrzeć w jego oczy.
- Powinienem się właśnie pakować, ale bardzooo mi się nie chce- zaśmiał się a ja mu zawtórowałam.
Skoro miało to być nasze ostatnie spotkanie na długi czas to chciałabym się nim napawać najdłużej jak się da. Poza tym zależało mi by powrócić do beztroskiego nastroju jaki towarzyszył nam rano.
- No to najpierw jakiś posiłek żebyś miał siły-uśmiechnęłam się i ruszyłam do drzwi.
Zadzwoniłam dzwonkiem gdyż nie chciało mi się szukać w torebce kluczy, ale Ania nie otwierała. Zadzwoniłam jeszcze raz i też nic.
- Anka gdzieś przepadła- powiedziałam do stojącego obok mnie Łukasza- a miała nigdzie nie wychodzić. Odnalazłam więc kluczyki i weszliśmy do środka. Zdjęliśmy kurtki oraz szaliki i czapki i skierowaliśmy się do kuchni. Dopiero teraz odczułam jaka jestem głodna. Rano nic nie zjadłam, na obiad zadowoliliśmy się zapiekankami, które kupiliśmy przed powrotem, a które w zupełności nie sprostały zadaniu nasycenia mnie. - Siadaj, zaraz będzie herbata- włączyłam właśnie czajnik- i jakieś kanapki- z lodówki zaczęłam wyjmować potrzebne mi produkty.
- Zaczekaj pomogę ci- zaoferował się rozgrywający i stanął obok mnie.
- Ale jesteś moim gościem.
- No to co? Lubie gotować, poza tym zróbmy tak, ja zrobię kanapki dla ciebie a ty dla mnie. Co ty na to?- uśmiechnął się do mnie tak ślicznie, że przecież nie byłabym w stanie mu odmówić.
- W porządku. Tu masz nóż- podałam mu go-tam jest chleb- wskazałam na chlebak- a masło i całą resztę zostawiam na stole.
Łukasz zajął się przygotowywaniem kanapek, ja w tym czasie zalałam nasze herbaty wrzątkiem i dołączyłam do rozgrywającego. Niby zwykłe przekąski a ile było śmiechu przy ich przygotowaniu. Ziomek starał się z żółtego sera, pomidorów i ogórka utworzyć na kromkach małe arcydzieła i muszę przyznać, że nawet mu to wyszło.
- To dobre dla małych niejadków. Gdybyś robił kanapki dla dzieci w przedszkolach to pewnie zjadałyby wszystko i prosiły o jeszcze-powiedziałam z uznaniem.
- Działa na wyobraźnię prawda?- uśmiechnął się z zadowoleniem.
Chociaż moje wyroby nie były tak bajeczne to jednak Łukaszowi posmakowały. Zjedliśmy wszystko do ostatniego okruszka uśmiechając się do siebie cały czas. Nigdy nie pomyślałabym, że tak błaha czynność może sprawiać tyle przyjemności. Jednak zdawałam sobie sprawę, że to wszystko dzięki mojemu towarzyszowi.
- Kiedyś zajmiemy się prawdziwym gotowaniem, chciałabyś?
- A co kryje się pod tym pojęciem?- uniosłam lekko brwi.
- Mogę przyrządzić coś włoskiego, a ty możesz mi pomóc. To jak?
Moje serce w tym momencie wykonało chyba podwójne salto. W końcu ta propozycja oznaczała, że może uda nam się utrzymać tą znajomość.
- Bardzo chętnie- odpowiedziałam starając się nie zdradzić za bardzo ze swoją radością.
- Świetnie! A teraz pomogę ci posprzątać i będę musiał się zbierać- iskierki, które jeszcze niedawno błyszczały w jego oczach gdzieś zniknęły.
- Dam sobie radę. Powinieneś wrócić już do rodziców i spędzić z nimi jeszcze trochę czasu- zebrałam nasze kubki i zaniosłam do zlewu.
- Może masz rację- potarł dłonią czoło i westchnął.
- Oczywiście, że mam. Łukasz, mogę ci coś powiedzieć?- oparłam się o kuchenną szafkę i spojrzałam na niego niepewnie.
- Jasne mała.
- To był świetny dzień. Dawno nie bawiłam się tak dobrze i... będę za tym tęsknić- wlepiłam swój wzrok w podłogę, bo nie byłam w stanie zmierzyć się z jego oczami.
Łukasz wstał i podszedł do mnie. Stanął na przeciwko i uniósł moją głowę tak bym musiała na niego patrzeć.
- Za tym dniem czy za mną?- zmrużył lekko oczy i uśmiechnął się delikatnie.
Poczułam jak moje policzki zaczynają płonąć, a serce niezdrowo przyspiesza. Zdążyłam jeszcze zarejestrować zbliżającą się do mojej twarz Łukasza. Nasze usta dzieliły już milimetry i wtedy do mieszkania weszła Ania. Mimo, że z przedpokoju nie było widać tego co dzieje się w kuchni to odskoczyliśmy od siebie z rozgrywającym jak oparzeni. W pierwszej chwili miałam ochotę strzelić sobie w czoło, tak żeby bardzo mocno zabolało. Gdybym zamknęła drzwi na klucz sytuacja wyglądałaby trochę inaczej. Nieśmiało spojrzałam na Łukasza, ale on tylko się leciuteńko uśmiechał. Po chwili do kuchni wkroczyła Anka i widząc nas zatrzymała się w progu.
- Witam- zwróciła się do Łukasza.
- Cześć- odpowiedział jej rozgrywający.
- Przeszkadzam?- to pytanie było do mnie, ale znów odpowiedział siatkarz.
- Ja już wychodzę.
Ania weszła do kuchni, niosąc ze sobą zakupy a my przenieśliśmy się do przedpokoju. Łukasz ubrał swoje rzeczy i spojrzał na mnie.
- Przepraszam.
- Może odwiozę cie. Zrobiło się już trochę ciemno.- starałam się zmienić temat.
- Poradzę sobie. Poza tym jeszcze ci nie mówiłem, ale moi rodzice mieszkają naprawdę niedaleko stąd. Mojej kostce przyda się trochę ruchu.
- Ale jak już będziesz w domu to odezwij się, inaczej nie będę mogła wieczorem spokojnie zasnąć.
- Nie ma sprawy- uśmiechnął się.
Otworzyłam drzwi a Łukasz wyszedł na zewnątrz, ja zatrzymałam się na progu.
- Więc po raz kolejny raz do zobaczenia?- zapytał.
- Mam nadzieję- starałam się uśmiechnąć, choć nie wiem czy wyszło to tak jakbym chciała.
Żygadło niespodziewanie mnie przytulił, więc przez chwilę przylgnęłam do niego mocniej. Potem odsunęliśmy się od siebie bez słowa i brunet ruszył na ulice. - Łukasz!- krzyknęłam za nim.
Odwrócił się i czekał na to co powiem.
- To za tobą będę tęsknić- powiedziałam już ciszej, ale wiedziałam, że usłyszy.
Na jego twarzy wykwitł piękny uśmiech, uniósł rękę, pomachał i odszedł. A ja zostałam. Zostałam z dziwną nadzieją w sercu, która nie pozwalała żadnym myślom zetrzeć uśmiechu z moich ust.
Byliśmy od kilku minut w drodze do Zielonej Góry. Oboje uśmiechaliśmy się lekko, oboje byliśmy zamyśleni i mocno skupieni. Zerkałam kilka razy na Łukasza i za każdym razem z radością stwierdzałam, że jest w równie znakomitym humorze co ja.
- Ale za co?- nie odwracałam wzroku od jezdni, choć tak bardzo chciałam teraz na niego spojrzeć.
- Za ten dzień- wyjaśnił krótko.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- Oj nie cała, zostaw coś dla mnie- zaśmiał się, a kiedy nic nie odpowiedziałam kontynuował-Jutro wylatuje do Włoch.
Powiedział to tak łatwo i swobodnie, że aż poczułam jakieś ukłucie w sercu.
- Jaki powód tym razem?- zapytałam beznamiętnym głosem, radość powoli ze mnie uchodziła.
- Od poniedziałku zaczynam rehabilitacje. Poza tym mam kilka spotkań z prawnikiem, który pomoże mi przy rozwodzie.
- Zdecydowałeś tam zostać?- to pytanie wypowiadałam z obawą, nie chciałam żeby potwierdził, ale wiedziałam, że tak zapewne się stanie.
Łukasz chwilę milczał. Jedn rzut oka na jego twarz przekonał mnie, że i on stracił swój dzisiejszy optymizm.
- Nie wiem. Uwielbiam Włochy, ale to miejsce źle mi się teraz kojarzy.
Nie powiedział nic więcej, ja nie pytałam. Dobrze wiedziałam, że na wiele pytań nie ma sprecyzowanej odpowiedzi. Tylko czas mógł się przyczynić do odpowiedzi na te znaki zapytania. Jedno było pewne, epizod jakim byłam w jego życiu dobiegał końca. Spędziliśmy ze sobą kilka miłych popołudni i to było by na tyle. Perspektywa ta sprawiała mi ból, bo zdążyłam się bardzo przywiązać do siatkarza. Poza tym dzisiejszy dzień w jego towarzystwie był tak cudowny, że nie chciałam tego tracić. Mimo, iż ze strony rozgrywającego nie mogłam i nie chciałam liczyłam na nic poza przyjaźnią to teraz czułam się po prostu źle z myślą, że następnym naszym spotkaniem może być kilka minut po meczu reprezentacji.
- Weronika?- kiedy znów się odezwał byliśmy już prawie pod domem.
- Tak?
- Chciałem cie zapytać...-odchrząknął i obrócił się w moją stronę- bo...yhym...
- No wyduś to z siebie- uśmiechnęłam się delikatnie by dodać jemu i sobie otuchy, miałam nadzieję, że to pytanie coś zmieni.
- No, bo chciałem cie zapytać... albo nie.. to głupie- westchnął.
Zajechałam pod garaż i zatrzymałam samochód. Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam głęboko w oczy.
- No co byś chciał wiedzieć? I tylko nie mów "nieważne" bo tego nie przeżyje.
- Myślisz, że ta rehabilitacja pomoże? Wrócę jeszcze do reprezentacji?- zapytał szybko, na jednym tchu. To nie o to mu chodziło i byłam tego pewna. Chciał zapytać o coś innego, ale widocznie zabrakło mu na to odwagi.
- Oczywiście, że tak. Jestem pewna, że specjaliści tak się tobą zajmą, że już za kilka tygodni wrócisz na parkiet.
- Pewnie masz rację. Mimo to sezon i tak mam z głowy. Teraz muszę zrobić wszystko by wrócić do kadry- powiedział twardo i wysiadł by otworzyć garaż. Po chwili wjechałam do środka, wyłączyłam silnik i wróciłam do Ziomka.
- To co, może jakaś popołudniowa herbatka?-zadarłam do góry głowę by spojrzeć w jego oczy.
- Powinienem się właśnie pakować, ale bardzooo mi się nie chce- zaśmiał się a ja mu zawtórowałam.
Skoro miało to być nasze ostatnie spotkanie na długi czas to chciałabym się nim napawać najdłużej jak się da. Poza tym zależało mi by powrócić do beztroskiego nastroju jaki towarzyszył nam rano.
- No to najpierw jakiś posiłek żebyś miał siły-uśmiechnęłam się i ruszyłam do drzwi.
Zadzwoniłam dzwonkiem gdyż nie chciało mi się szukać w torebce kluczy, ale Ania nie otwierała. Zadzwoniłam jeszcze raz i też nic.
- Anka gdzieś przepadła- powiedziałam do stojącego obok mnie Łukasza- a miała nigdzie nie wychodzić. Odnalazłam więc kluczyki i weszliśmy do środka. Zdjęliśmy kurtki oraz szaliki i czapki i skierowaliśmy się do kuchni. Dopiero teraz odczułam jaka jestem głodna. Rano nic nie zjadłam, na obiad zadowoliliśmy się zapiekankami, które kupiliśmy przed powrotem, a które w zupełności nie sprostały zadaniu nasycenia mnie. - Siadaj, zaraz będzie herbata- włączyłam właśnie czajnik- i jakieś kanapki- z lodówki zaczęłam wyjmować potrzebne mi produkty.
- Zaczekaj pomogę ci- zaoferował się rozgrywający i stanął obok mnie.
- Ale jesteś moim gościem.
- No to co? Lubie gotować, poza tym zróbmy tak, ja zrobię kanapki dla ciebie a ty dla mnie. Co ty na to?- uśmiechnął się do mnie tak ślicznie, że przecież nie byłabym w stanie mu odmówić.
- W porządku. Tu masz nóż- podałam mu go-tam jest chleb- wskazałam na chlebak- a masło i całą resztę zostawiam na stole.
Łukasz zajął się przygotowywaniem kanapek, ja w tym czasie zalałam nasze herbaty wrzątkiem i dołączyłam do rozgrywającego. Niby zwykłe przekąski a ile było śmiechu przy ich przygotowaniu. Ziomek starał się z żółtego sera, pomidorów i ogórka utworzyć na kromkach małe arcydzieła i muszę przyznać, że nawet mu to wyszło.
- To dobre dla małych niejadków. Gdybyś robił kanapki dla dzieci w przedszkolach to pewnie zjadałyby wszystko i prosiły o jeszcze-powiedziałam z uznaniem.
- Działa na wyobraźnię prawda?- uśmiechnął się z zadowoleniem.
Chociaż moje wyroby nie były tak bajeczne to jednak Łukaszowi posmakowały. Zjedliśmy wszystko do ostatniego okruszka uśmiechając się do siebie cały czas. Nigdy nie pomyślałabym, że tak błaha czynność może sprawiać tyle przyjemności. Jednak zdawałam sobie sprawę, że to wszystko dzięki mojemu towarzyszowi.
- Kiedyś zajmiemy się prawdziwym gotowaniem, chciałabyś?
- A co kryje się pod tym pojęciem?- uniosłam lekko brwi.
- Mogę przyrządzić coś włoskiego, a ty możesz mi pomóc. To jak?
Moje serce w tym momencie wykonało chyba podwójne salto. W końcu ta propozycja oznaczała, że może uda nam się utrzymać tą znajomość.
- Bardzo chętnie- odpowiedziałam starając się nie zdradzić za bardzo ze swoją radością.
- Świetnie! A teraz pomogę ci posprzątać i będę musiał się zbierać- iskierki, które jeszcze niedawno błyszczały w jego oczach gdzieś zniknęły.
- Dam sobie radę. Powinieneś wrócić już do rodziców i spędzić z nimi jeszcze trochę czasu- zebrałam nasze kubki i zaniosłam do zlewu.
- Może masz rację- potarł dłonią czoło i westchnął.
- Oczywiście, że mam. Łukasz, mogę ci coś powiedzieć?- oparłam się o kuchenną szafkę i spojrzałam na niego niepewnie.
- Jasne mała.
- To był świetny dzień. Dawno nie bawiłam się tak dobrze i... będę za tym tęsknić- wlepiłam swój wzrok w podłogę, bo nie byłam w stanie zmierzyć się z jego oczami.
Łukasz wstał i podszedł do mnie. Stanął na przeciwko i uniósł moją głowę tak bym musiała na niego patrzeć.
- Za tym dniem czy za mną?- zmrużył lekko oczy i uśmiechnął się delikatnie.
Poczułam jak moje policzki zaczynają płonąć, a serce niezdrowo przyspiesza. Zdążyłam jeszcze zarejestrować zbliżającą się do mojej twarz Łukasza. Nasze usta dzieliły już milimetry i wtedy do mieszkania weszła Ania. Mimo, że z przedpokoju nie było widać tego co dzieje się w kuchni to odskoczyliśmy od siebie z rozgrywającym jak oparzeni. W pierwszej chwili miałam ochotę strzelić sobie w czoło, tak żeby bardzo mocno zabolało. Gdybym zamknęła drzwi na klucz sytuacja wyglądałaby trochę inaczej. Nieśmiało spojrzałam na Łukasza, ale on tylko się leciuteńko uśmiechał. Po chwili do kuchni wkroczyła Anka i widząc nas zatrzymała się w progu.
- Witam- zwróciła się do Łukasza.
- Cześć- odpowiedział jej rozgrywający.
- Przeszkadzam?- to pytanie było do mnie, ale znów odpowiedział siatkarz.
- Ja już wychodzę.
Ania weszła do kuchni, niosąc ze sobą zakupy a my przenieśliśmy się do przedpokoju. Łukasz ubrał swoje rzeczy i spojrzał na mnie.
- Przepraszam.
- Może odwiozę cie. Zrobiło się już trochę ciemno.- starałam się zmienić temat.
- Poradzę sobie. Poza tym jeszcze ci nie mówiłem, ale moi rodzice mieszkają naprawdę niedaleko stąd. Mojej kostce przyda się trochę ruchu.
- Ale jak już będziesz w domu to odezwij się, inaczej nie będę mogła wieczorem spokojnie zasnąć.
- Nie ma sprawy- uśmiechnął się.
Otworzyłam drzwi a Łukasz wyszedł na zewnątrz, ja zatrzymałam się na progu.
- Więc po raz kolejny raz do zobaczenia?- zapytał.
- Mam nadzieję- starałam się uśmiechnąć, choć nie wiem czy wyszło to tak jakbym chciała.
Żygadło niespodziewanie mnie przytulił, więc przez chwilę przylgnęłam do niego mocniej. Potem odsunęliśmy się od siebie bez słowa i brunet ruszył na ulice. - Łukasz!- krzyknęłam za nim.
Odwrócił się i czekał na to co powiem.
- To za tobą będę tęsknić- powiedziałam już ciszej, ale wiedziałam, że usłyszy.
Na jego twarzy wykwitł piękny uśmiech, uniósł rękę, pomachał i odszedł. A ja zostałam. Zostałam z dziwną nadzieją w sercu, która nie pozwalała żadnym myślom zetrzeć uśmiechu z moich ust.
niedziela, 15 grudnia 2013
And let me kiss you
Po prawie 30 minutach jazdy byliśmy na miejscu. Zaparkowałam auto kilka
uliczek od rynku o czym poinformował mnie Łukasz. Przez całą drogę
rozmawialiśmy tylko na temat trasy, żadne z nas nie miało ochoty na
kolejne zwierzenia. Poza tym chciałam by ten dzień był radosny i
odprężający, więc nie było mi w głowie poruszanie jakichkolwiek
problemów.
Wyszliśmy z samochodu, który zamknęłam i rozejrzeliśmy się dookoła.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz tu byłem- powiedział siatkarz.
- Właściwie dlaczego twoi rodzice już tu nie mieszkają?- wsunęłam ręce w kieszenie kurtki i cieszyłam się, że dziś nie pada śnieg.
- Poznali się w Zielonej Górze. Oboje już pracowali, ale nie było ich stać na wspólne mieszkanie. Mama była stąd, w domu, w którym mieszkała było dość miejsca by pomieścić jeszcze jedną osobę, dlatego na początku zamieszkali tutaj i tak już zostało na wiele kolejnych lat. Dopiero kiedy ja i moja siostra opuściliśmy dom, mogli sobie pozwolić na zamieszkanie tam gdzie zawsze chcieli- wzruszył ramionami.
- Rozumiem, mi też podoba się Zielona Góra- uśmiechnęłam się- ale może i to miasto ma urok?- uniosłam brwi i spojrzałam na niego.
Muszę przyznać, że widok rozgrywającego zachwycał mnie z każdą chwilą bardziej. Stał tam, na pustej uliczce, wśród bieli. Wysoki, wspaniale zbudowany, pełen uroku. Jego czarne spodnie i granatowa kurtka mocno kontrastowały z obecną wszędzie jasnością, co sprawiało, że jeszcze trudniej oderwać było wzrok od tego mężczyzny.
- Jasne, chodź- powiedział spokojnie, przeszedł obok mnie i ruszył przed siebie.
Powolnym krokiem ruszyłam za nim. Szliśmy nigdzie się nie spiesząc. Poza tym nie chciałam żeby Łukasz przemęczał nogę. Po kilku minutach marszu dotarliśmy na rynek. Rozglądałam się ciekawie dookoła, chłonąc każdy element i wyobrażając sobie Łukasza kiedy był młody i spędzał tu swoje dziecięce lata. Ratusz i budynki go otaczające były ładne, ale nie wprawiały w jakiś wielki zachwyt.
- To nie wszystko- odezwał się rozgrywający i naciągnął na czapkę kaptur kurtki.
- To znaczy?
- W centrum nie znajdziemy nic nowego. Jest to taki sam rynek jakich w Polsce tysiące, dlatego musimy się wybrać kawałek dalej. Pozwolisz?- zbliżył się do mnie i podsunął mi swoje ramie.
Ujęłam go pod rękę i poszliśmy dalej.
- Lubisz zimę?- zapytał Łukasz pewnie po to by przerwać ciszę.
- Uwielbiam. Od dziecka zawsze czekam na śnieg i na święta. Narzekam tylko na temperaturę, ale wszystko ma i swoje plusy i minusy- uśmiechnęłam się.
- Rozumiem cie. To piękny okres, ale i zimny.
- Ty pewnie wolisz lato?
- Tak, bardziej lubię lato- kąciki jego ust uniosły się- Chociaż żadna zima mi nie straszna. W Rosji jest o wiele gorzej niż w Polsce czy Włoszech, a da się żyć.
- Brrr...- skrzywiłam się, co Łukasz skwitował śmiechem.
- Skąd u ciebie miłość do siatkówki?- spojrzał na mnie ciekawie.
- Siostra mnie w to wkręciła. Jest ode mnie starsza i kiedy ona chodziła do szkoły nauczyciele bardzo stawiali na ten sport. Kiedy ja zaczęłam się uczyć pojawili się inni wuefiści i muszę przyznać, że siatkówkę omijali jak tylko się dało. Dlatego i mnie do niej nie ciągnęło, ale że dzieliłam pokój z siostrą to i musiałam oglądać to co ona, a że ona ciągle oglądała mecze to w końcu i mnie to ruszyło.- tłumaczyłam- No bo jeśli kogoś nie rusza widok tysięcy ludzi w narodowych barwach, śpiewających hymn tak głośno, że aż się ma ciarki to nie wiem kim trzeba być.
- Wiem o czym mówisz- uśmiechnął się szeroko- Przeżyłem to już tyle razy i muszę ci powiedzieć, że za każdym razem odczuwa się to jeszcze bardziej, ale także inaczej.
Miałam nadzieję, że te wspomnienia nie zasmucą siatkarza. Po jego minie wnioskowałam, że nic takiego chyba nie ma miejsca, więc odetchnęłam z ulgą.
- Daleko jeszcze?- wkroczyliśmy właśnie w jakąś pustą uliczkę.
- Już jesteśmy prawie na miejscu.
I faktycznie po kilku metrach zatrzymaliśmy się przed jednym z budynków. Szyld nad drzwiami ogłaszał, że jest to kawiarenka.
- Zapraszam- Łukasz ruchem głowy wskazał drzwi.
Popatrzyłam najpierw na niego, a potem na kawiarnie, która wyglądała zupełnie niepozornie.
I to ma być to czarujące miejsce?- pomyślałam, jednak ruszyłam do wejścia. Ziomek poszedł za mną i kiedy byliśmy już w środku zaczął przeciskać się wśród stolików w nieznanym mi kierunku. Minęliśmy pierwszą salę i weszliśmy do drugiej. Kiedy tylko moje nogi dotknęły pięknego drewnianego parkietu zatrzymałam się jak wryta. Ta sala była troszeczkę mniejsza niż pierwsza, ale prezentowała się fantastycznie. Wnętrze wypełnione było jasnością, gdyż jedna ze ścian prawie w całości była wielkim oknem. Pomieszczenie to miało być chyba stylizowane na balkon albo coś w rodzaju werandy, tylko że oszklonej. Dokładnie zlustrowałam salę i zorientowałam się, że oprócz Łukasza i mnie nikogo tu nie ma. Rozgrywający zajął miejsce obok ogromnego okna i patrzył teraz na mnie z cwaniackim uśmiechem. Kiedy złowił moje spojrzenie, pokazał mi dłonią bym siadła naprzeciw niego. Przeszłam tych kilka kroków i opadłam lekko na krzesło.
- I co?- zapytał.
Milczałam zdejmując kurtkę, czapkę i szalik.
- Myślałaś, że zabieram cie do pierwszej lepszej kawiarni?- zaśmiał się, był chyba rozbawiony moją skonsternowaną miną.
- Ale jak to..?- nie wiedziałam co powiedzieć.
Stoliki i krzesła z ciemnego drewna kontrastowały z lekkim odcieniem koloru kremowego. Dodatkowo śnieg leżący na zewnątrz sprawiał, że wnętrze wyglądało na jeszcze jaśniejsze.
Nie mogłam oderwać oczu od tego widoku. Łukasz był chyba zadowolony, że wprowadził mnie w taki zachwyt. Kiedy dotknął mojej dłoni swoją, lekko się wzdrygnęłam, gdyż w ogóle się tego nie spodziewałam.
- Chyba jesteś tak pochłonięta wnętrzem, że nie zwróciłaś jeszcze uwagi na to co jest za oknem.
Jak na rozkaz spojrzałam w tamtym kierunku i westchnęłam cicho. Czułam na sobie zadowolone spojrzenie Łukasza, ale nie mogłam teraz oderwać wzroku od tego co widziałam. Okazało się, że za kawiarnią rozpościera się nieduży park. Był on utrzymany w staromodnym stylu, czyli wąskie alejki, gdzieniegdzie ławeczki a obok nich piękne latarnie. W oddali dało się też zauważyć mały mostek, pod którym musiał przepływać jakiś strumyk. Całość wyglądała po prostu jak ogródek jakiejś damy.
- Tam jest drugie wejście- powiedział Łukasz i wskazał mi kierunek w którym powinnam patrzeć.
- Do parku przychodzą mamy z dziećmi albo pary na randki, a potem najczęściej zahaczają o kawiarnie. Dlatego bardziej znane jest to wejście od strony parku niż to które widziałaś.
- Przejdziemy się tam później?- spojrzałam na Łukasza błagalnie.
- Jeśli chcesz- uśmiechnął się.
W końcu pojawił się ktoś z obsługi, ale wcale nie narzekałam na to, że musieliśmy tyle czekać. Był to miło spędzony czas. Zamówiliśmy po gorącej czekoladzie i rozkoszowaliśmy się widokiem dookoła.
Gdy wypiliśmy gorące napoje nie mogłam się już doczekać by wyjść na zewnątrz.
- Zapłacę tylko i możemy iść- powiedział Łukasz, wstał i poszedł do pierwszej sali, w ktorej znajdował się bar.
Zanim ubrałam się całkowicie siatkarz był już z powrotem. Poczekałam aż on się ubierze i wyszliśmy na dwór. Właśnie chciałam wsunąć dłonie w kieszenie, ale rozgrywający był szybszy i zanim to zrobiłam złapał mnie za rękę. Spojrzałam na nasze połączone dłonie i rozkoszowałam się widokiem gdy splatał nasze palce. Przypomniałam sobie słowa, które wypowiedział tak niedawno, że do tego parku przychodzą pary na randki. Czy my też byliśmy na randce? Nie zastanawiałam się długo, bo Łukasz pociągnął mnie za sobą i ruszyliśmy alejką.
- Piękne miejsce- westchnęłam.
- Jedno z moich ulubionych. Tu pierwszy raz się zakochałem.
Spojrzałam na niego i zachichotałam cicho.
- No co?- zapytał udając oburzenie.
- Nic, nic. Ja pierwszy raz zakochałam się w jednej z klas w podstawówce, więc to miejsce jest o wiele bardziej romantyczne- uśmiechnęłam się.
- Ah tak, no to faktycznie muszę się zgodzić- również się uśmiechnął, a w kącikach jego oczu ukazały się zmarszczki.
Zatrzymaliśmy się na chwilę na mostku i wpatrywaliśmy w płynący strumyk, który nie wiem jakim sposobem nie był zamarznięty. Nawet nie wiem kiedy Łukasz puścił moją dłoń i odszedł kawałek. Dopiero kiedy poczułam krótki ból ramienia zorientowałam się, że rozgrywający atakuje mnie śnieżkami. Nie zostałam mu dłużna i szybko ulepiłam kulkę, którą oberwał w plecy starając się schować za drzewem.
- Teraz się chowasz?- zawołałam- Wyjdź i walcz- zaśmiałam się.
-Oj dziewczyno nie prowokuj!- wychylił się lekko i wycelował we mnie kolejną śnieżkę.
Szybko dopadłam go i zaczęła się prawdziwa wojna. Niestety uciekając wpadłam w zaspę i musiałam się poddać inaczej rozgrywający natarłby mnie tak, że nie zostałaby na mnie sucha nitka.
- Błagam oszczędź!- wykrztusiłam z siebie. Nie mogłam przestać się śmiać, a o wstaniu nie było nawet mowy.
Siatkarz stanął nade mną, oparł ręce na biodrach, starał się opanować śmiech i wyglądać poważnie.
- I co ja mam z tobą zrobić?
Wyruszyłam ramionami dalej się śmiejąc i oddychając szybko.
- Dobrze, że nikt tego nie widział. To chyba nie jest normalne w naszym wieku- uśmiechnął się lekko.
- Co ty mówisz? W jakim wieku? Czuje się jakbym znowu miała 5 lat- opanowałam się trochę i spróbowałam podnieść.
- Pomogę ci- podał mi rękę i pociągnął do góry.
Kiedy trzymałam już pion otrzepałam się z śniegu i poprawiłam kurtkę.
- Nie ruszaj się na chwilę- powiedział Ziomek i stanął przede mną, zupełnie blisko. Uniosłam głowę by spojrzeć w jego oczy. Serce zaczęło mi bić szybciej.
Dotknął swoimi palcami mojej grzywki i strząsnął z niej śnieżynki, a ja nie potrafiłam nie poddać się temu. Zamknęłam oczy i napawałam się tą pieszczotą. Z przerażeniem stwierdziłam, że jego opuszki wędrują po moich policzkach aż po kąciki warg. Pragnęłam by posunął się dalej. Chciałam poczuć smak jego ust. Niestety wtedy zniknął ten dotyk, a siatkarz odsunął się chrząkając. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na niego zakłopotana.
- Przepraszam- powiedział cicho.
- Nie masz za co. Ten cholerny śnieg jest wszędzie- starałam się to wszystko obrócić w żart. Nie chciałam tworzyć między nami żadnych barier, nie chciałam by czuł się przy mnie nieswojo.
- Chyba powinniśmy już wracać, co za dużo to nie zdrowo. Jeszcze mi się rozchorujesz- uśmiechnął się niepewnie.
- Trzeba się hartować- powiedziałam wesoło.
- Nie chce cie mieć na sumieniu, dobrze?- popatrzył na mnie tak, że nie chciałam już protestować.
- Dobrze już dobrze. Chodźmy.
Całą drogę do samochodu martwiłam się, że tych kilka sekund bliskości coś zmieniło. Tym razem nie było to przytulenie by pocieszyć albo uścisk dłoni. Zastanawiałam się czy Łukasz również miał ochotę na pocałunek. I wtedy beształam się za moje myślenie. Mężczyzna, który szedł obok nadal był mężem pewnej kobiety. Przecież sama mówiłam Ani, że to nie jest tak. Moje pragnienia wobec niego nie miały prawa bytu. Miałam być jego wsparciem, a nie odskocznią na jakiś czas.
- I jak ci się podobało?- zagadnął rozgrywający, chyba nadal męczyła go cisza w moim towarzystwie.
- Zdaję sobie sprawę, że widziałam niewiele, ale nawet ta cząstka była wspaniała. To miasto zdecydowanie ma urok- puściłam mu oczko, a on obdarował mnie pięknym uśmiechem.
- Cieszę się, że nie zmarnowałem twojego czasu.
- Żartujesz?
- Nie- wyszczerzył się.
- Panie Żygadło niech pan lepiej uważa co mówi, bo następnym razem to pan będzie leżał w zaspie- pogroziłam mu palcem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Kochani wybaczcie, że rozdział dopiero teraz, ale cierpie na brak internetu. Ten rozdział z komórki dodaje, więc przymknijcie oko na błędy ;) Żeby to wszystko wam wynagrodzić w nowym tygodniu ukażą się 2 rozdziały. Cieszycie się? :) Pozdrawiam miśki :)
Wyszliśmy z samochodu, który zamknęłam i rozejrzeliśmy się dookoła.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz tu byłem- powiedział siatkarz.
- Właściwie dlaczego twoi rodzice już tu nie mieszkają?- wsunęłam ręce w kieszenie kurtki i cieszyłam się, że dziś nie pada śnieg.
- Poznali się w Zielonej Górze. Oboje już pracowali, ale nie było ich stać na wspólne mieszkanie. Mama była stąd, w domu, w którym mieszkała było dość miejsca by pomieścić jeszcze jedną osobę, dlatego na początku zamieszkali tutaj i tak już zostało na wiele kolejnych lat. Dopiero kiedy ja i moja siostra opuściliśmy dom, mogli sobie pozwolić na zamieszkanie tam gdzie zawsze chcieli- wzruszył ramionami.
- Rozumiem, mi też podoba się Zielona Góra- uśmiechnęłam się- ale może i to miasto ma urok?- uniosłam brwi i spojrzałam na niego.
Muszę przyznać, że widok rozgrywającego zachwycał mnie z każdą chwilą bardziej. Stał tam, na pustej uliczce, wśród bieli. Wysoki, wspaniale zbudowany, pełen uroku. Jego czarne spodnie i granatowa kurtka mocno kontrastowały z obecną wszędzie jasnością, co sprawiało, że jeszcze trudniej oderwać było wzrok od tego mężczyzny.
- Jasne, chodź- powiedział spokojnie, przeszedł obok mnie i ruszył przed siebie.
Powolnym krokiem ruszyłam za nim. Szliśmy nigdzie się nie spiesząc. Poza tym nie chciałam żeby Łukasz przemęczał nogę. Po kilku minutach marszu dotarliśmy na rynek. Rozglądałam się ciekawie dookoła, chłonąc każdy element i wyobrażając sobie Łukasza kiedy był młody i spędzał tu swoje dziecięce lata. Ratusz i budynki go otaczające były ładne, ale nie wprawiały w jakiś wielki zachwyt.
- To nie wszystko- odezwał się rozgrywający i naciągnął na czapkę kaptur kurtki.
- To znaczy?
- W centrum nie znajdziemy nic nowego. Jest to taki sam rynek jakich w Polsce tysiące, dlatego musimy się wybrać kawałek dalej. Pozwolisz?- zbliżył się do mnie i podsunął mi swoje ramie.
Ujęłam go pod rękę i poszliśmy dalej.
- Lubisz zimę?- zapytał Łukasz pewnie po to by przerwać ciszę.
- Uwielbiam. Od dziecka zawsze czekam na śnieg i na święta. Narzekam tylko na temperaturę, ale wszystko ma i swoje plusy i minusy- uśmiechnęłam się.
- Rozumiem cie. To piękny okres, ale i zimny.
- Ty pewnie wolisz lato?
- Tak, bardziej lubię lato- kąciki jego ust uniosły się- Chociaż żadna zima mi nie straszna. W Rosji jest o wiele gorzej niż w Polsce czy Włoszech, a da się żyć.
- Brrr...- skrzywiłam się, co Łukasz skwitował śmiechem.
- Skąd u ciebie miłość do siatkówki?- spojrzał na mnie ciekawie.
- Siostra mnie w to wkręciła. Jest ode mnie starsza i kiedy ona chodziła do szkoły nauczyciele bardzo stawiali na ten sport. Kiedy ja zaczęłam się uczyć pojawili się inni wuefiści i muszę przyznać, że siatkówkę omijali jak tylko się dało. Dlatego i mnie do niej nie ciągnęło, ale że dzieliłam pokój z siostrą to i musiałam oglądać to co ona, a że ona ciągle oglądała mecze to w końcu i mnie to ruszyło.- tłumaczyłam- No bo jeśli kogoś nie rusza widok tysięcy ludzi w narodowych barwach, śpiewających hymn tak głośno, że aż się ma ciarki to nie wiem kim trzeba być.
- Wiem o czym mówisz- uśmiechnął się szeroko- Przeżyłem to już tyle razy i muszę ci powiedzieć, że za każdym razem odczuwa się to jeszcze bardziej, ale także inaczej.
Miałam nadzieję, że te wspomnienia nie zasmucą siatkarza. Po jego minie wnioskowałam, że nic takiego chyba nie ma miejsca, więc odetchnęłam z ulgą.
- Daleko jeszcze?- wkroczyliśmy właśnie w jakąś pustą uliczkę.
- Już jesteśmy prawie na miejscu.
I faktycznie po kilku metrach zatrzymaliśmy się przed jednym z budynków. Szyld nad drzwiami ogłaszał, że jest to kawiarenka.
- Zapraszam- Łukasz ruchem głowy wskazał drzwi.
Popatrzyłam najpierw na niego, a potem na kawiarnie, która wyglądała zupełnie niepozornie.
I to ma być to czarujące miejsce?- pomyślałam, jednak ruszyłam do wejścia. Ziomek poszedł za mną i kiedy byliśmy już w środku zaczął przeciskać się wśród stolików w nieznanym mi kierunku. Minęliśmy pierwszą salę i weszliśmy do drugiej. Kiedy tylko moje nogi dotknęły pięknego drewnianego parkietu zatrzymałam się jak wryta. Ta sala była troszeczkę mniejsza niż pierwsza, ale prezentowała się fantastycznie. Wnętrze wypełnione było jasnością, gdyż jedna ze ścian prawie w całości była wielkim oknem. Pomieszczenie to miało być chyba stylizowane na balkon albo coś w rodzaju werandy, tylko że oszklonej. Dokładnie zlustrowałam salę i zorientowałam się, że oprócz Łukasza i mnie nikogo tu nie ma. Rozgrywający zajął miejsce obok ogromnego okna i patrzył teraz na mnie z cwaniackim uśmiechem. Kiedy złowił moje spojrzenie, pokazał mi dłonią bym siadła naprzeciw niego. Przeszłam tych kilka kroków i opadłam lekko na krzesło.
- I co?- zapytał.
Milczałam zdejmując kurtkę, czapkę i szalik.
- Myślałaś, że zabieram cie do pierwszej lepszej kawiarni?- zaśmiał się, był chyba rozbawiony moją skonsternowaną miną.
- Ale jak to..?- nie wiedziałam co powiedzieć.
Stoliki i krzesła z ciemnego drewna kontrastowały z lekkim odcieniem koloru kremowego. Dodatkowo śnieg leżący na zewnątrz sprawiał, że wnętrze wyglądało na jeszcze jaśniejsze.
Nie mogłam oderwać oczu od tego widoku. Łukasz był chyba zadowolony, że wprowadził mnie w taki zachwyt. Kiedy dotknął mojej dłoni swoją, lekko się wzdrygnęłam, gdyż w ogóle się tego nie spodziewałam.
- Chyba jesteś tak pochłonięta wnętrzem, że nie zwróciłaś jeszcze uwagi na to co jest za oknem.
Jak na rozkaz spojrzałam w tamtym kierunku i westchnęłam cicho. Czułam na sobie zadowolone spojrzenie Łukasza, ale nie mogłam teraz oderwać wzroku od tego co widziałam. Okazało się, że za kawiarnią rozpościera się nieduży park. Był on utrzymany w staromodnym stylu, czyli wąskie alejki, gdzieniegdzie ławeczki a obok nich piękne latarnie. W oddali dało się też zauważyć mały mostek, pod którym musiał przepływać jakiś strumyk. Całość wyglądała po prostu jak ogródek jakiejś damy.
- Tam jest drugie wejście- powiedział Łukasz i wskazał mi kierunek w którym powinnam patrzeć.
- Do parku przychodzą mamy z dziećmi albo pary na randki, a potem najczęściej zahaczają o kawiarnie. Dlatego bardziej znane jest to wejście od strony parku niż to które widziałaś.
- Przejdziemy się tam później?- spojrzałam na Łukasza błagalnie.
- Jeśli chcesz- uśmiechnął się.
W końcu pojawił się ktoś z obsługi, ale wcale nie narzekałam na to, że musieliśmy tyle czekać. Był to miło spędzony czas. Zamówiliśmy po gorącej czekoladzie i rozkoszowaliśmy się widokiem dookoła.
Gdy wypiliśmy gorące napoje nie mogłam się już doczekać by wyjść na zewnątrz.
- Zapłacę tylko i możemy iść- powiedział Łukasz, wstał i poszedł do pierwszej sali, w ktorej znajdował się bar.
Zanim ubrałam się całkowicie siatkarz był już z powrotem. Poczekałam aż on się ubierze i wyszliśmy na dwór. Właśnie chciałam wsunąć dłonie w kieszenie, ale rozgrywający był szybszy i zanim to zrobiłam złapał mnie za rękę. Spojrzałam na nasze połączone dłonie i rozkoszowałam się widokiem gdy splatał nasze palce. Przypomniałam sobie słowa, które wypowiedział tak niedawno, że do tego parku przychodzą pary na randki. Czy my też byliśmy na randce? Nie zastanawiałam się długo, bo Łukasz pociągnął mnie za sobą i ruszyliśmy alejką.
- Piękne miejsce- westchnęłam.
- Jedno z moich ulubionych. Tu pierwszy raz się zakochałem.
Spojrzałam na niego i zachichotałam cicho.
- No co?- zapytał udając oburzenie.
- Nic, nic. Ja pierwszy raz zakochałam się w jednej z klas w podstawówce, więc to miejsce jest o wiele bardziej romantyczne- uśmiechnęłam się.
- Ah tak, no to faktycznie muszę się zgodzić- również się uśmiechnął, a w kącikach jego oczu ukazały się zmarszczki.
Zatrzymaliśmy się na chwilę na mostku i wpatrywaliśmy w płynący strumyk, który nie wiem jakim sposobem nie był zamarznięty. Nawet nie wiem kiedy Łukasz puścił moją dłoń i odszedł kawałek. Dopiero kiedy poczułam krótki ból ramienia zorientowałam się, że rozgrywający atakuje mnie śnieżkami. Nie zostałam mu dłużna i szybko ulepiłam kulkę, którą oberwał w plecy starając się schować za drzewem.
- Teraz się chowasz?- zawołałam- Wyjdź i walcz- zaśmiałam się.
-Oj dziewczyno nie prowokuj!- wychylił się lekko i wycelował we mnie kolejną śnieżkę.
Szybko dopadłam go i zaczęła się prawdziwa wojna. Niestety uciekając wpadłam w zaspę i musiałam się poddać inaczej rozgrywający natarłby mnie tak, że nie zostałaby na mnie sucha nitka.
- Błagam oszczędź!- wykrztusiłam z siebie. Nie mogłam przestać się śmiać, a o wstaniu nie było nawet mowy.
Siatkarz stanął nade mną, oparł ręce na biodrach, starał się opanować śmiech i wyglądać poważnie.
- I co ja mam z tobą zrobić?
Wyruszyłam ramionami dalej się śmiejąc i oddychając szybko.
- Dobrze, że nikt tego nie widział. To chyba nie jest normalne w naszym wieku- uśmiechnął się lekko.
- Co ty mówisz? W jakim wieku? Czuje się jakbym znowu miała 5 lat- opanowałam się trochę i spróbowałam podnieść.
- Pomogę ci- podał mi rękę i pociągnął do góry.
Kiedy trzymałam już pion otrzepałam się z śniegu i poprawiłam kurtkę.
- Nie ruszaj się na chwilę- powiedział Ziomek i stanął przede mną, zupełnie blisko. Uniosłam głowę by spojrzeć w jego oczy. Serce zaczęło mi bić szybciej.
Dotknął swoimi palcami mojej grzywki i strząsnął z niej śnieżynki, a ja nie potrafiłam nie poddać się temu. Zamknęłam oczy i napawałam się tą pieszczotą. Z przerażeniem stwierdziłam, że jego opuszki wędrują po moich policzkach aż po kąciki warg. Pragnęłam by posunął się dalej. Chciałam poczuć smak jego ust. Niestety wtedy zniknął ten dotyk, a siatkarz odsunął się chrząkając. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na niego zakłopotana.
- Przepraszam- powiedział cicho.
- Nie masz za co. Ten cholerny śnieg jest wszędzie- starałam się to wszystko obrócić w żart. Nie chciałam tworzyć między nami żadnych barier, nie chciałam by czuł się przy mnie nieswojo.
- Chyba powinniśmy już wracać, co za dużo to nie zdrowo. Jeszcze mi się rozchorujesz- uśmiechnął się niepewnie.
- Trzeba się hartować- powiedziałam wesoło.
- Nie chce cie mieć na sumieniu, dobrze?- popatrzył na mnie tak, że nie chciałam już protestować.
- Dobrze już dobrze. Chodźmy.
Całą drogę do samochodu martwiłam się, że tych kilka sekund bliskości coś zmieniło. Tym razem nie było to przytulenie by pocieszyć albo uścisk dłoni. Zastanawiałam się czy Łukasz również miał ochotę na pocałunek. I wtedy beształam się za moje myślenie. Mężczyzna, który szedł obok nadal był mężem pewnej kobiety. Przecież sama mówiłam Ani, że to nie jest tak. Moje pragnienia wobec niego nie miały prawa bytu. Miałam być jego wsparciem, a nie odskocznią na jakiś czas.
- I jak ci się podobało?- zagadnął rozgrywający, chyba nadal męczyła go cisza w moim towarzystwie.
- Zdaję sobie sprawę, że widziałam niewiele, ale nawet ta cząstka była wspaniała. To miasto zdecydowanie ma urok- puściłam mu oczko, a on obdarował mnie pięknym uśmiechem.
- Cieszę się, że nie zmarnowałem twojego czasu.
- Żartujesz?
- Nie- wyszczerzył się.
- Panie Żygadło niech pan lepiej uważa co mówi, bo następnym razem to pan będzie leżał w zaspie- pogroziłam mu palcem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Kochani wybaczcie, że rozdział dopiero teraz, ale cierpie na brak internetu. Ten rozdział z komórki dodaje, więc przymknijcie oko na błędy ;) Żeby to wszystko wam wynagrodzić w nowym tygodniu ukażą się 2 rozdziały. Cieszycie się? :) Pozdrawiam miśki :)
sobota, 7 grudnia 2013
I’m broken, do you hear me?
Przez długą chwilę nie potrafiłam nic powiedzieć. Usiadłam znów obok
Łukasza i położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Dzisiaj zadzwoniła do mnie i powiedziała, że złożyła właśnie papiery rozwodowe. Dlatego nie potrafiłem już dalej trzymać tego w sobie. Musiałem komuś powiedzieć- spojrzał na mnie przelotnie.
- Rozumiem. Czy...czy mogę ci jakoś pomóc?- zapytałam ze ściśniętym gardłem.
Siatkarz pokręcił głową.
- Nic nie można już zrobić. Nie będę stawał jej na drodze- westchnął.
- Jesteś pewny, że już nic tego nie zmieni?
- Widziałem ich... Weronika ja ich widziałem!- wstał gwałtownie i podszedł do okna- Jeszcze kilka lat temu ona patrzyła tak na mnie, ale to minęło bezpowrotnie. Właściwie to już nie ma znaczenia, bo ja też nie patrzę na nią w ten sposób. Ale boli mnie to, że..- urwał i oparł się dłońmi o parapet.
- Powiesz mi?- szepnęłam.
- Ja mam 35 lat, kawał życia za mogą. W tym wieku powinienem mieć dzieci, żone, która czeka na mnie w domu, a nagle nie mam nic. Obecnie straciłem nawet piłkę. Wtedy przed treningiem zadzwoniłem do Agnieszki, chciałem pochwalić się jej, że kolejny weekend będę mieć wolny i wtedy odebrał on. Na trening poszedłem roztargniony, zdenerwowany i skończyło się tak jak się skończyło. Jak jeszcze pomyślę, że kiedy media się dowiedzą zacznie się piekło... na które nie mam sił.
Siedziałam kompletnie zszokowana. Chyba jednak to wszystko co powiedział przerosło mnie. Nie znałam słów, które sprawiłyby mu ukojenie i byłam za to na siebie zła. Wstałam i podeszłam do niego, odwrócił się w moją stronę więc wtuliłam się w jego ramiona.
- Wszystko będzie dobrze- powiedziałam to z mocnym przekonaniem, a Łukasz przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej i oparł brodę o moją głowę.
- Wiem, że nic nie mogę zrobić, ale jeśli chcesz będę przy tobie. Nie pozwolę ci upaść- wyszeptałam.
- Nie dlatego powiedziałem ci to wszystko.
- Wiem, ale jeśli sądzisz, że zostawię cie z tym teraz samego to się mylisz.
- Muszę powiedzieć rodzinie, chłopakom. Nie chce już tego ukrywać, stało się- delikatnie odsunął mnie od siebie i spojrzał mi w oczy.
- Pamiętaj możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję, za tą rozmowę i za wszystko. Pewne fakty dopiero teraz do mnie dotarły.
- Wiesz, że wszystko będziesz musiał zacząć od nowa?- zapytałam nieśmiało.
- Wiem.. Przeraża mnie to, ale to nie jest koniec świata. Po prostu potrzebuje czasu.
Uśmiechnęłam się minimalnie.
- Co robisz jutro?
- Nie wiem.. Porozmawiam z rodzicami, zapewne zastanowimy się razem co dalej. Oni zawsze mnie wspierali, więc chyba i teraz nie zostawią mnie samego. Dlaczego pytasz?- popatrzył na mnie zmęczonym spojrzeniem.
- Pomyślałam, że może byśmy się gdzieś wybrali. Wzięłabym samochód od Anki, pojechalibyśmy w jakieś miłe miejsce. Chciałabym, żebyś trochę odetchnął, nie myślał przez jakiś czas o tym.
- Nie jestem pewny czy mam na to ochotę.
- Więc zróbmy tak, weźmiesz mój numer i jeśli będziesz chciał pogadać, spotkać się czy coś to po prostu zadzwonisz, dobrze?
Łukasz powoli pokiwał głową, więc podeszłam do biurka i na małej karteczce zapisałam rząd cyfr po czym podałam mu ją.
- Dziękuję i przepraszam, że zająłem ci tyle czasu. Pójdę już- wsunął papier do kieszeni spodni i ruszył do wyjścia.
- Łukasz...
- Tak?- zatrzymał się i popatrzył mi w oczy.
Ciągle jeszcze ten głos i ten wzrok powodowały, że zapominałam o wszystkim.
- Ehm...- odchrząknęłam- Będzie dobrze.
- Jasne- grymas, który pojawił się na jego ustach miał być chyba imitacją uśmiechu.
Odprowadziłam rozgrywającego do drzwi, a kiedy wyszedł w ciemność ulicy stałam jeszcze przez chwilę na progu i wpatrywałam się w ślady jego butów pozostawione na świeżej warstwie śniegu.
***
Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Najpierw musiałam wytłumaczyć Ani skąd znam Łukasza. Koleżanka nie chciała mi początkowo uwierzyć, ale obserwując przez dłuższy czas moją twarz stwierdziła, że nie żartuje i nie mogła się nadziwić jak to się stało. Krótko po 21 zostawiłam ją samą w kuchni i poszłam wziąć długi prysznic i chociaż moje ciało trochę się rozluźniło i odstresowało to z głowy nie mogły mi wyjść słowa siatkarza. Nigdy nie pomyślałabym, że w jego życiu może wydarzyć się coś takiego. Wydawało mi się, że to zdarza się przeciętnym ludziom, ale chyba zapomiałam, że Łukasz jest taki sam jak inni. To, że jest sportowcem i jest popularny niczego nie zmienia jeśli chodzi o uczucia. Dopiero około 3 w nocy udało mi się zasnąć, jednak i w śnie męczyłam się z problemami, z których nie potrafiłam znaleźć wyjścia. Budzik zadzwonił zdecydowanie za szybko. Na wpół przytomna udałam się do łazienki i jak najszybciej potrafiłam ogarnęłam się i pomalowałam, tak by zakryć choć trochę sińce pod oczami. W kuchni wypiłam mocną kawę, za którą wcale nie przepadałam, ale dziś była mi potrzebna by funkcjonować. W drodze do pracy przeklinałam gęsto padający śnieg, którego miałam już dość od samego rana. Dzisiaj nic nie było już piękne i mające urok, dzisiaj świat stał się szary i zły.
Gdy skończyłam pracę sięgnęłam po telefon, ale nie znalazłam na nim ani jednego połączenia ani żadnej wiadomości. Westchnęłam z rezygnacją i ruszyłam do domu.
Kolejne dni wyglądały tak samo. Każda godzina wypełniona była rutyną, co powoli zaczynało mnie przerażać. Nie chciałam by moje życie tak wyglądało. Dodatkowo nie potrafiłam nie myśleć o Łukaszu. Ciągle był w mojej głowie, a to, że nie odezwał się od naszego ostatniego spotkania potęgowało tylko mój zły nastrój. Więc kiedy w sobotni poranek obudził mnie dźwięk połączenia na mojej twarzy wykwitł niezupełnie przytomny uśmiech.
- Słucham- powiedziałam odbierając i tłumiąc przy tym ziewnięcie.
- Dzień dobry.. Obudziłem cie, prawda?- zapytał nieśmiało rozgrywający, a mi zrobiło się w środku jakoś tak ciepło.
- Nie, właśnie niedawno się obudziłam- skłamałam szybko, właściwie chyba za szybko.
- Jakąś minutę temu?- przejrzał mnie od razu.
- Niee...- podciągnęłam się lekko na łokciach i oparłam plecami o poduszkę- Chciałeś pogadać?
- Chciałem zapytać czy twoje zaproszenie na małą przejażdżkę jest nadal aktualne.
- Oczywiście. Powiedź tylko kiedy.
- Dzisiaj?- bardziej zapytał niż odpowiedział.
- Pewnie, będę gotowa za godzinę.
- Świetnie. Do zobaczenia.
- Na razie- rozłączyłam się i wyskoczyłam z łóżka jak oparzona.
Najpierw pobiegłam do Ani zapytać czy pożyczy mi ten samochód. W końcu wcześniej nie skonsultowałam z nią swojego pomysłu i dopiero teraz przyszło mi do głowy, że może moja współlokatorka ma jakieś plany na dziś.
- Nie, ja się nigdzie nie wybieram- oświadczyła mi, gdy znalazłam ją w kuchni- Możesz wziąć auto, kluczyki i dokumenty są u mnie na biurku.
- Dzięki ci- odetchnęłam z ulgą i zanim znów wbiegłam na schody blondynka zatrzymała mnie.
- Werka czekaj! Masz mi coś do powiedzenia?- zmierzyła mnie z góry na dół i wróciła do smażenia jajecznicy.
- Nie, a co?- zapytałam zaskoczona.
- No, bo znowu spotykasz się z Łukaszem, tak?
- Yhym- potwierdziłam dalej nie wiedząc do czego dąży.
- Z tego co wiem to on ma żonę, tak? I ci to nie przeszkadza?
- Tak ma żonę, ale to nie jest tak jak myślisz.
- Oświecisz mnie?- skończyła przygotowywać jedzenie i spojrzała na mnie.
- Mogę potem? Teraz się spieszę- popatrzyłam na nią błagalnie.
- Wera! To niby ty jesteś starsza, a to ja mam cie uczyć, że w takie rzeczy się nie pcha? Masz zamiar robić to samo co Dawid?
Zacisnęłam usta w wąska linię i przez chwilę patrzyłam jej prosto w oczy.
- To nie tak jak myślisz- wycedziłam zdenerwowana.
- Dobra, to twoje życie. Rób to co uważasz za słuszne- odwróciła się ode mnie i zajęła nakładaniem jajecznicy na talerz.
Ruszyłam biegiem do łazienki, starając się zignorować słowa dziewczyny, które dźwięczały mi w uszach.
Ona nie rozumie- powtarzałam sobie w myślach.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam czarne rurki i gruby bawełniany sweter po czym zabrałam się za malowanie i układanie włosów. Poszło mi dość szybko, więc nie musiałam się denerwować, że Łukasz będzie musiał czekać. Spryskałam się jeszcze perfumami, wzięłam kluczyki i dokumenty, które wrzuciłam do torebki i zeszłam na dół. Właśnie ubierałam kozaki, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Dopięłam but do końca i otworzyłam. Muszę przyznać, że widok rozgrywającego nadal wprowadzał mnie w zachwyt, a jego lekki uśmiech w szybsze bicie serca.
- Witam- powiedział swoim seksownym głosem.
- Wejdziesz?- zapytałam uśmiechając się szeroko.
- A muszę?
Posłałam mu kolejny uśmiech, ubrałam kurtkę, szalik i rękawiczki i wzięłam torebkę.
- Już nie.
Wyszłam na zewnątrz i ruszyłam do garażu. Łukasz bez słowa poszedł za mną i kiedy wyjechałam samochodem on zamknął garaż po czym usiadł na miejscu pasażera.
- Bmw? Naprawdę?- zapytał z uśmiechem spoglądając na mnie i zapinając pas.
- Ania uwielbia bmki- zaśmiałam się, także zapięłam pas i popatrzyłam na mojego towarzysza- Dokąd jedziemy?
- Do Sulechowa, pokaże ci kilka fajnych miejsc.
- Oo- pokiwałam głową- Świetny pomysł, tylko jedna rzecz- musisz mnie nawigować.
- Nie ma problemu- puścił mi oczko i ruszyliśmy.
Już na wstępie spieszę z przeprosinami.
Wybaczcie, że tyle trzeba było czekać i że jest tak krótko.
Tego rozdziału w ogóle nie miało tu dzisiaj być, bo miałam nad nim
dalej pracować, ale pomyślałam, że coś na Mikołajki się Wam należy :)
Ostatnio mam problemy zdrowotne, także nie byłam wstanie zająć się blogiem,
ale mam nadzieję, że będzie już w porządku i następny rozdział będzie lepszy :)
Pozdrawiam Was cieplutko :)
- Dzisiaj zadzwoniła do mnie i powiedziała, że złożyła właśnie papiery rozwodowe. Dlatego nie potrafiłem już dalej trzymać tego w sobie. Musiałem komuś powiedzieć- spojrzał na mnie przelotnie.
- Rozumiem. Czy...czy mogę ci jakoś pomóc?- zapytałam ze ściśniętym gardłem.
Siatkarz pokręcił głową.
- Nic nie można już zrobić. Nie będę stawał jej na drodze- westchnął.
- Jesteś pewny, że już nic tego nie zmieni?
- Widziałem ich... Weronika ja ich widziałem!- wstał gwałtownie i podszedł do okna- Jeszcze kilka lat temu ona patrzyła tak na mnie, ale to minęło bezpowrotnie. Właściwie to już nie ma znaczenia, bo ja też nie patrzę na nią w ten sposób. Ale boli mnie to, że..- urwał i oparł się dłońmi o parapet.
- Powiesz mi?- szepnęłam.
- Ja mam 35 lat, kawał życia za mogą. W tym wieku powinienem mieć dzieci, żone, która czeka na mnie w domu, a nagle nie mam nic. Obecnie straciłem nawet piłkę. Wtedy przed treningiem zadzwoniłem do Agnieszki, chciałem pochwalić się jej, że kolejny weekend będę mieć wolny i wtedy odebrał on. Na trening poszedłem roztargniony, zdenerwowany i skończyło się tak jak się skończyło. Jak jeszcze pomyślę, że kiedy media się dowiedzą zacznie się piekło... na które nie mam sił.
Siedziałam kompletnie zszokowana. Chyba jednak to wszystko co powiedział przerosło mnie. Nie znałam słów, które sprawiłyby mu ukojenie i byłam za to na siebie zła. Wstałam i podeszłam do niego, odwrócił się w moją stronę więc wtuliłam się w jego ramiona.
- Wszystko będzie dobrze- powiedziałam to z mocnym przekonaniem, a Łukasz przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej i oparł brodę o moją głowę.
- Wiem, że nic nie mogę zrobić, ale jeśli chcesz będę przy tobie. Nie pozwolę ci upaść- wyszeptałam.
- Nie dlatego powiedziałem ci to wszystko.
- Wiem, ale jeśli sądzisz, że zostawię cie z tym teraz samego to się mylisz.
- Muszę powiedzieć rodzinie, chłopakom. Nie chce już tego ukrywać, stało się- delikatnie odsunął mnie od siebie i spojrzał mi w oczy.
- Pamiętaj możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję, za tą rozmowę i za wszystko. Pewne fakty dopiero teraz do mnie dotarły.
- Wiesz, że wszystko będziesz musiał zacząć od nowa?- zapytałam nieśmiało.
- Wiem.. Przeraża mnie to, ale to nie jest koniec świata. Po prostu potrzebuje czasu.
Uśmiechnęłam się minimalnie.
- Co robisz jutro?
- Nie wiem.. Porozmawiam z rodzicami, zapewne zastanowimy się razem co dalej. Oni zawsze mnie wspierali, więc chyba i teraz nie zostawią mnie samego. Dlaczego pytasz?- popatrzył na mnie zmęczonym spojrzeniem.
- Pomyślałam, że może byśmy się gdzieś wybrali. Wzięłabym samochód od Anki, pojechalibyśmy w jakieś miłe miejsce. Chciałabym, żebyś trochę odetchnął, nie myślał przez jakiś czas o tym.
- Nie jestem pewny czy mam na to ochotę.
- Więc zróbmy tak, weźmiesz mój numer i jeśli będziesz chciał pogadać, spotkać się czy coś to po prostu zadzwonisz, dobrze?
Łukasz powoli pokiwał głową, więc podeszłam do biurka i na małej karteczce zapisałam rząd cyfr po czym podałam mu ją.
- Dziękuję i przepraszam, że zająłem ci tyle czasu. Pójdę już- wsunął papier do kieszeni spodni i ruszył do wyjścia.
- Łukasz...
- Tak?- zatrzymał się i popatrzył mi w oczy.
Ciągle jeszcze ten głos i ten wzrok powodowały, że zapominałam o wszystkim.
- Ehm...- odchrząknęłam- Będzie dobrze.
- Jasne- grymas, który pojawił się na jego ustach miał być chyba imitacją uśmiechu.
Odprowadziłam rozgrywającego do drzwi, a kiedy wyszedł w ciemność ulicy stałam jeszcze przez chwilę na progu i wpatrywałam się w ślady jego butów pozostawione na świeżej warstwie śniegu.
***
Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Najpierw musiałam wytłumaczyć Ani skąd znam Łukasza. Koleżanka nie chciała mi początkowo uwierzyć, ale obserwując przez dłuższy czas moją twarz stwierdziła, że nie żartuje i nie mogła się nadziwić jak to się stało. Krótko po 21 zostawiłam ją samą w kuchni i poszłam wziąć długi prysznic i chociaż moje ciało trochę się rozluźniło i odstresowało to z głowy nie mogły mi wyjść słowa siatkarza. Nigdy nie pomyślałabym, że w jego życiu może wydarzyć się coś takiego. Wydawało mi się, że to zdarza się przeciętnym ludziom, ale chyba zapomiałam, że Łukasz jest taki sam jak inni. To, że jest sportowcem i jest popularny niczego nie zmienia jeśli chodzi o uczucia. Dopiero około 3 w nocy udało mi się zasnąć, jednak i w śnie męczyłam się z problemami, z których nie potrafiłam znaleźć wyjścia. Budzik zadzwonił zdecydowanie za szybko. Na wpół przytomna udałam się do łazienki i jak najszybciej potrafiłam ogarnęłam się i pomalowałam, tak by zakryć choć trochę sińce pod oczami. W kuchni wypiłam mocną kawę, za którą wcale nie przepadałam, ale dziś była mi potrzebna by funkcjonować. W drodze do pracy przeklinałam gęsto padający śnieg, którego miałam już dość od samego rana. Dzisiaj nic nie było już piękne i mające urok, dzisiaj świat stał się szary i zły.
Gdy skończyłam pracę sięgnęłam po telefon, ale nie znalazłam na nim ani jednego połączenia ani żadnej wiadomości. Westchnęłam z rezygnacją i ruszyłam do domu.
Kolejne dni wyglądały tak samo. Każda godzina wypełniona była rutyną, co powoli zaczynało mnie przerażać. Nie chciałam by moje życie tak wyglądało. Dodatkowo nie potrafiłam nie myśleć o Łukaszu. Ciągle był w mojej głowie, a to, że nie odezwał się od naszego ostatniego spotkania potęgowało tylko mój zły nastrój. Więc kiedy w sobotni poranek obudził mnie dźwięk połączenia na mojej twarzy wykwitł niezupełnie przytomny uśmiech.
- Słucham- powiedziałam odbierając i tłumiąc przy tym ziewnięcie.
- Dzień dobry.. Obudziłem cie, prawda?- zapytał nieśmiało rozgrywający, a mi zrobiło się w środku jakoś tak ciepło.
- Nie, właśnie niedawno się obudziłam- skłamałam szybko, właściwie chyba za szybko.
- Jakąś minutę temu?- przejrzał mnie od razu.
- Niee...- podciągnęłam się lekko na łokciach i oparłam plecami o poduszkę- Chciałeś pogadać?
- Chciałem zapytać czy twoje zaproszenie na małą przejażdżkę jest nadal aktualne.
- Oczywiście. Powiedź tylko kiedy.
- Dzisiaj?- bardziej zapytał niż odpowiedział.
- Pewnie, będę gotowa za godzinę.
- Świetnie. Do zobaczenia.
- Na razie- rozłączyłam się i wyskoczyłam z łóżka jak oparzona.
Najpierw pobiegłam do Ani zapytać czy pożyczy mi ten samochód. W końcu wcześniej nie skonsultowałam z nią swojego pomysłu i dopiero teraz przyszło mi do głowy, że może moja współlokatorka ma jakieś plany na dziś.
- Nie, ja się nigdzie nie wybieram- oświadczyła mi, gdy znalazłam ją w kuchni- Możesz wziąć auto, kluczyki i dokumenty są u mnie na biurku.
- Dzięki ci- odetchnęłam z ulgą i zanim znów wbiegłam na schody blondynka zatrzymała mnie.
- Werka czekaj! Masz mi coś do powiedzenia?- zmierzyła mnie z góry na dół i wróciła do smażenia jajecznicy.
- Nie, a co?- zapytałam zaskoczona.
- No, bo znowu spotykasz się z Łukaszem, tak?
- Yhym- potwierdziłam dalej nie wiedząc do czego dąży.
- Z tego co wiem to on ma żonę, tak? I ci to nie przeszkadza?
- Tak ma żonę, ale to nie jest tak jak myślisz.
- Oświecisz mnie?- skończyła przygotowywać jedzenie i spojrzała na mnie.
- Mogę potem? Teraz się spieszę- popatrzyłam na nią błagalnie.
- Wera! To niby ty jesteś starsza, a to ja mam cie uczyć, że w takie rzeczy się nie pcha? Masz zamiar robić to samo co Dawid?
Zacisnęłam usta w wąska linię i przez chwilę patrzyłam jej prosto w oczy.
- To nie tak jak myślisz- wycedziłam zdenerwowana.
- Dobra, to twoje życie. Rób to co uważasz za słuszne- odwróciła się ode mnie i zajęła nakładaniem jajecznicy na talerz.
Ruszyłam biegiem do łazienki, starając się zignorować słowa dziewczyny, które dźwięczały mi w uszach.
Ona nie rozumie- powtarzałam sobie w myślach.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam czarne rurki i gruby bawełniany sweter po czym zabrałam się za malowanie i układanie włosów. Poszło mi dość szybko, więc nie musiałam się denerwować, że Łukasz będzie musiał czekać. Spryskałam się jeszcze perfumami, wzięłam kluczyki i dokumenty, które wrzuciłam do torebki i zeszłam na dół. Właśnie ubierałam kozaki, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Dopięłam but do końca i otworzyłam. Muszę przyznać, że widok rozgrywającego nadal wprowadzał mnie w zachwyt, a jego lekki uśmiech w szybsze bicie serca.
- Witam- powiedział swoim seksownym głosem.
- Wejdziesz?- zapytałam uśmiechając się szeroko.
- A muszę?
Posłałam mu kolejny uśmiech, ubrałam kurtkę, szalik i rękawiczki i wzięłam torebkę.
- Już nie.
Wyszłam na zewnątrz i ruszyłam do garażu. Łukasz bez słowa poszedł za mną i kiedy wyjechałam samochodem on zamknął garaż po czym usiadł na miejscu pasażera.
- Bmw? Naprawdę?- zapytał z uśmiechem spoglądając na mnie i zapinając pas.
- Ania uwielbia bmki- zaśmiałam się, także zapięłam pas i popatrzyłam na mojego towarzysza- Dokąd jedziemy?
- Do Sulechowa, pokaże ci kilka fajnych miejsc.
- Oo- pokiwałam głową- Świetny pomysł, tylko jedna rzecz- musisz mnie nawigować.
- Nie ma problemu- puścił mi oczko i ruszyliśmy.
Już na wstępie spieszę z przeprosinami.
Wybaczcie, że tyle trzeba było czekać i że jest tak krótko.
Tego rozdziału w ogóle nie miało tu dzisiaj być, bo miałam nad nim
dalej pracować, ale pomyślałam, że coś na Mikołajki się Wam należy :)
Ostatnio mam problemy zdrowotne, także nie byłam wstanie zająć się blogiem,
ale mam nadzieję, że będzie już w porządku i następny rozdział będzie lepszy :)
Pozdrawiam Was cieplutko :)
poniedziałek, 25 listopada 2013
"Nic nie może przecież wiecznie trwać, za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić" 2
Przekręciłam klucz i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka, a Łukasz za
mną. Zdjęliśmy kurtki, czapki i szaliki, które odwiesiłam na wieszaki i
zaprosiłam siatkarza do kuchni.
- Zrobię herbatę, a ty usiądź sobie wygodnie.
- Ładne mieszkanie- Łukasz rozglądał się chwilę po wnętrzu i dopiero usiadł przy stole.
Po kilku minutach postawiłam przed nim kubek z gorącą herbatą i ze swoim usiadłam naprzeciw niego.
- Dziękuję- uśmiechnął się do mnie leciutko, a w kącikach jego oczu pojawiły się zmarszczki, które sprawiały, że wyglądał jeszcze bardziej cząrująco.
Wzruszyłam lekko ramionami, dając mu do zrozumienia, że nie ma o czym mówić. Upiłam łyk i czekałam aż się odezwie. Jednak Łukasz znów był myślami gdzie indziej. Uśmiech znikł, jednak zmarszczki, które pojawiły się na jego czole wskazywały na to, że myślał o czymś co wcale nie sprawiało mu przyjemności. Nie chciałam pytać, jeśli miał mi coś powiedzieć musiał być pewny, że tego chce. Może nagle zrozumiał, że pomysł rozmowy ze mną nie jest dobry.
- Łukasz..
Po kilku sekundach spojrzał na mnie.
- Pamiętaj, że wszystko co mi mówisz zawsze pozostanie tylko pomiędzy nami. Nigdy nie byłabym w stanie powtórzyć chociaż jednego słowa komuś innemu.
Rozgrywający napił się, rozejrzał po kuchni i zatrzymał swój wzrok na mnie.
- Myślisz, że ci nie ufam?- zapytał z rezygnacją.
Kiwnęłam głową.
- Myślałem, że jeśli ci powiem poczuje się lepiej. Miałem nadzieję, że nie będziesz mnie osądzać, ale teraz myślę, że nie mam prawa zarzucać cie moimi problemami. I tu nie chodzi o kwestię zaufania. Mimo, że prawie cie nie znam czuję, że mogę powiedzieć ci więcej niż innym, ale nie powinienem. To moje życie i sam muszę sobie radzić- westchnął.
- Ale ja chce ci pomóc, pozwól mi...- usłyszeliśmy szczęk otwieranych drzwi.
Siatkarz spojrzał na mnie niepewnie, trochę jakby z wyrzutem.
- Nie mówiłaś, że mieszkasz z kimś.
Już chciałam mu wyjaśnić kto jest tym kimś, ale moja współlokatorka mnie ubiegła.
- Werka! Zrobiłaś coś na obiad?- krzyknęła z przedpokoju, a ja obserwowałam jak zmienia się twarz Łukasza. Jeszcze przed chwilą miał zaciętą miną, a teraz kąciki jego ust uniosły się do góry.
- Ania mamy gościa- powiedziałam rozbawiona.
Blondynka po chwili pojawiła się w wejściu do kuchni i już miała coś odpowiedzieć, ale kiedy zauważyła Ziomka stanęła jak wryta z otwartą buzią. Szybko się jednak zreflektowała, przeczesała nerwowo krótkie włosy i uśmiechnęła zawstydzona.
- Dobry wieczór- pierwszy odezwał się Łukasz, uśmiechając szeroko.
- Dobry wieczór- odpowiedziała cicho blondynka.
- Aniu to jest Łukasz- wskazałam na siatkarza- Łukasz to Ania, moja współlokatorka- pokazałam na dziewczynę.
Ziomek wstał i uścisnął jej dłoń a Anka wydusiła krótkie ''miło mi''.
Ledwie powstrzymywałam śmiech patrząc na tą scenę, bo do tej pory jeszcze nigdy nie widziałam blondynki tak zawstydzonej i cichej. Zazwyczaj był to wulkan energii, bardzo głośny i wszechobecny, a przy rozgrywającym zmieniła się w szarą myszkę.
- To ja wam nie będę przeszkadzać, skoczę na miasto coś zjeść- spojrzała na mnie trochę zdezorientowana.
- Nie musisz, ja będę się już zbierać- odpowiedział szybko Łukasz.
- Nie musi pan... to znaczy nie musisz- zaopanowała szybko.
Popatrzyłam na Łukasza, który z kolei patrzył na mnie, zastanawiając się pewnie co zrobić dalej.
- To ja lecę, może uda mi się wyciągnąć na ploty jakąś koleżankę. Na razie- rzuciła Anka, puściła mi oczko i ubrawszy się szybko wyszła.
- Jeszcze herbaty?- zapytałam.
Łukasz roześmiał się, a ja mu zawtórowałam.
- Miła dziewczyna. Nie wiedziałem, że z kimś mieszkasz, inaczej nie zwalałbym ci się na głowę.
- Przestań tak mówić. Bardzo cieszę się, że przyszedłeś- zamilkłam by nie powiedzieć o kilka słów za dużo.
Łukasz też się nie odzywał. Wpatrywał się w moje splecione ręce, które trzymałam na stole.
- Przepraszam, że o to zapytam, ale masz kogoś?- wciąż wpatrywał się w jeden punkt.
- Już nie...- westchnęłam- a dlaczego pytasz?
- Długo z nim byłaś?
- Trzy lata.
- Co się stało?- drążył temat.
Postanowiłam, że odpowiem na wszystkie jego pytania. Sama oczekiwałam, że on otworzy się przede mną, dlatego musiałam coś dać od siebie.
- Zdradził mnie albo zdradzał, nie jestem w stanie powiedzieć ile to trwało. Wydaje mi się też, że wcale go nie znałam. Dopiero po rozstaniu przejrzałam na oczy i zobaczyłam jaki naprawdę jest- westchnęłam.
- Rozumiem.. Przepraszam.
Miałam nadzieję, że teraz i on mi powie co działo się w jego życiu, ale on milczał.
- Chcesz zobaczyć mój pokój?- zagadnęłam.
Łukasz popatrzył mi w oczy lekko skonsternowany.
- Wtedy dowiesz się o mnie kilku rzeczy- uśmiechnęłam się zachęcająco.
Siatkarz nie odwzajemnił tego gestu, ale lekko pokiwał głową. Wstałam i ruszyłam w stronę schodów a Łukasz poszedł za mną.
- Uważaj, są trochę strome- wskazałam na stopnie.
Znów kiwnął tylko głową i zaczął wchodzić na górę. Zatrzymałam się dopiero przed moimi drzwiami i powoli je otworzyłam wpuszczając rozgrywającego przed sobą. Zapaliłam tylko światło, bo obecnie w moim pokoju panował mrok. Łukasz wszedł i zatrzymał się na środku pomieszczenia rozglądając dookoła. Pod oknem stało łóżko, na które rzuciłam okiem i skrzywiłam się lekko. Rano gdy zaspałam, zapomniałam je pościelić.
- Wybacz za bałagan, ale rano się spieszyłam- starałam się wytłumaczyć, ale Łukasz machnął tylko ręką i podszedł do ściany na której powieszonych było kilka zdjęć. Wszystkie przedstawiały moją osobę z poszczególnymi siatkarzami lub samych siatkarzy, z którymi nie miałam jeszcze zdjęcia. Podeszłam bliżej i od razu rozpoznałam na które zdjęcie Łukasz wpatruje się z taką uwagą.
Kilka lat temu, gdy byłam jeszcze nastolatką na jednym z meczy Ligi świtowej udało mi się złapać Ziomka. Byłam bardzo szczęśliwa, mając w swojej kolekcji zdjęcie z nim.
- Nic mi nie mówiłaś, że już się spotkaliśmy- powiedział nie spuszczając wzroku z fotografii.
- Nie sądziłam, że te kilka sekund spędzonych w moim towarzystwie wtedy, mogłoby cie w ogóle zainteresować.
- Ładnie wyglądamy- popatrzył na mnie i uśmiechnął się ciepło a mi zrobiło się gorąco.
- Czy ja wiem- zmrużyłam oczy i zbliżyłam swoją twarz do zdjęcia- ty mimo kilku godzin gry wygladasz wspaniale- wyszczerzyłam się- ale ja.. Szkoda gadać.
Ze zdjęcia spoglądała na mnie uśmiechnięta szatynka nie zrażona tymi słowami. Niepewnie obejmowała swojego idola, trochę zawstydzona, ale szczęśliwa.
- Kiedy wtedy na przystanku spojrzałaś na mnie pierwszy raz wiedziałem, że widziałem już gdzieś te czekoladowe oczy, nie pomyliłem się- powiedział spokojnie a na moich policzkach pojawił się rumieniec. Odeszłam od ściany i usiadłam na niezaścielonym łóżku. Łukasz odwrócił się i jeszcze raz rozejrzał po pokoju. Myśle, że nie spodziewał się więcej siatkarskich gadżetów, dlatego znów go zaskoczyłam. Podszedł do szafki nocnej na której stała Mikasa, podniósł ją i okręcił na palcu.
- Brakuje mi jej- wychrypiał.
Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, zapewnienie, że wiem co on czuje nie wchodziło w grę. Nie miałam pojęcia co czuje, gdy coś czym żyje na co dzień jest obecnie tylko marzeniem.
- Grasz?- z myśli wyrwał mnie jego głos.
- Nie- uśmiechnęłam się blado- Nie wyszło, ale nie żałuję. W roli kibica też mi dobrze.
Rozgrywający odłożył piłkę i usiadł obok mnie. Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy. Moja ciekawość rosła z każdą sekundą, ale cierpliwie czekałam aż Łukasz się przełamie.
Powiedz mi, pomogę ci- pomyślałam i zaraz tego pożałowałam, bo Łukasz się odezwał.
- Nie wiem co będzie dalej..- szepnął.
- Jak to?- nie wiedziałam do czego pije.
- Być może ta kontuzja przekreśli resztę mojej kariery. Tęsknię do treningów, ale zdaje sobie sprawę, że to wszystko będzie cholernie trudne- westchnął.
- Dasz sobie radę, przecież wiem, że dasz- zapewniłam go.
- Może i tak.. to teraz w sumie najmniejszy problem.
W ciszy czekałam aż zacznie mówić dalej. To co powiedział przed chwilą przestraszyło mnie.
- Moje małżeństwo...to chyba koniec.
- Co?!- nie potrafiłam już usiedzieć spokojnie, gwałtownie wstałam i spojrzałam w jego smutne oczy, które przedstawiały kompletną pustkę.
- Cały czas powtarzałem, że kilometry i czas które nas dzielą umacniają tylko naszą więź, ale to kłamstwo. Może przez kilka pierwszych lat tak było, ale to minęło już dawno. Kiedyś cieszyliśmy się każdą sekundą, ale od dawna spędzając razem czas męczymy się swoim towarzystwem. Ona nie chce słuchać o siatkówce, mnie nudzą opowieści o wybiegach mody i sesjach zdjęciowych. Każdy pozostały temat kończy się po kilku słowach. Jedyne co nas łączy to sprawy urzędowe- ukrył twarz w dłoniach, a ja starałam się znaleźć w głowie słowa, które były by w tej chwili odpowiednie. W końcu mialam mu pomóc, a czułam się zupełnie bezużyteczna.
- Ale jeśli chcecie ratować ten związek, możecie poprosić o pomoc specjalistę. Są ludzie, którzy znają się na tym by pomóc parom odnaleźć dawne uczucia, które zgubili gdzieś w codzienności.
Łukasz zaśmiał się nerwowo.
- Problem w tym, że my tej wspólnej codzienności mieliśmy niewiele. Ale to i tak nie ważne, bo Agnieszka nie chce ratować tego związku.
-Dlaczego?- uniosłam trochę głos zaskoczona.
- Bo... chce zbudować nowy.
No to tyle robaczki :) Przepraszam, że nie oddałam rozdziału na weekend, ale nie znalazłam niestety na to czasu.
Chyba wszystko jest już jasne, dlatego lecimy teraz do przodu :)
Zapraszam Was do czytania i komentowania ;)
- Zrobię herbatę, a ty usiądź sobie wygodnie.
- Ładne mieszkanie- Łukasz rozglądał się chwilę po wnętrzu i dopiero usiadł przy stole.
Po kilku minutach postawiłam przed nim kubek z gorącą herbatą i ze swoim usiadłam naprzeciw niego.
- Dziękuję- uśmiechnął się do mnie leciutko, a w kącikach jego oczu pojawiły się zmarszczki, które sprawiały, że wyglądał jeszcze bardziej cząrująco.
Wzruszyłam lekko ramionami, dając mu do zrozumienia, że nie ma o czym mówić. Upiłam łyk i czekałam aż się odezwie. Jednak Łukasz znów był myślami gdzie indziej. Uśmiech znikł, jednak zmarszczki, które pojawiły się na jego czole wskazywały na to, że myślał o czymś co wcale nie sprawiało mu przyjemności. Nie chciałam pytać, jeśli miał mi coś powiedzieć musiał być pewny, że tego chce. Może nagle zrozumiał, że pomysł rozmowy ze mną nie jest dobry.
- Łukasz..
Po kilku sekundach spojrzał na mnie.
- Pamiętaj, że wszystko co mi mówisz zawsze pozostanie tylko pomiędzy nami. Nigdy nie byłabym w stanie powtórzyć chociaż jednego słowa komuś innemu.
Rozgrywający napił się, rozejrzał po kuchni i zatrzymał swój wzrok na mnie.
- Myślisz, że ci nie ufam?- zapytał z rezygnacją.
Kiwnęłam głową.
- Myślałem, że jeśli ci powiem poczuje się lepiej. Miałem nadzieję, że nie będziesz mnie osądzać, ale teraz myślę, że nie mam prawa zarzucać cie moimi problemami. I tu nie chodzi o kwestię zaufania. Mimo, że prawie cie nie znam czuję, że mogę powiedzieć ci więcej niż innym, ale nie powinienem. To moje życie i sam muszę sobie radzić- westchnął.
- Ale ja chce ci pomóc, pozwól mi...- usłyszeliśmy szczęk otwieranych drzwi.
Siatkarz spojrzał na mnie niepewnie, trochę jakby z wyrzutem.
- Nie mówiłaś, że mieszkasz z kimś.
Już chciałam mu wyjaśnić kto jest tym kimś, ale moja współlokatorka mnie ubiegła.
- Werka! Zrobiłaś coś na obiad?- krzyknęła z przedpokoju, a ja obserwowałam jak zmienia się twarz Łukasza. Jeszcze przed chwilą miał zaciętą miną, a teraz kąciki jego ust uniosły się do góry.
- Ania mamy gościa- powiedziałam rozbawiona.
Blondynka po chwili pojawiła się w wejściu do kuchni i już miała coś odpowiedzieć, ale kiedy zauważyła Ziomka stanęła jak wryta z otwartą buzią. Szybko się jednak zreflektowała, przeczesała nerwowo krótkie włosy i uśmiechnęła zawstydzona.
- Dobry wieczór- pierwszy odezwał się Łukasz, uśmiechając szeroko.
- Dobry wieczór- odpowiedziała cicho blondynka.
- Aniu to jest Łukasz- wskazałam na siatkarza- Łukasz to Ania, moja współlokatorka- pokazałam na dziewczynę.
Ziomek wstał i uścisnął jej dłoń a Anka wydusiła krótkie ''miło mi''.
Ledwie powstrzymywałam śmiech patrząc na tą scenę, bo do tej pory jeszcze nigdy nie widziałam blondynki tak zawstydzonej i cichej. Zazwyczaj był to wulkan energii, bardzo głośny i wszechobecny, a przy rozgrywającym zmieniła się w szarą myszkę.
- To ja wam nie będę przeszkadzać, skoczę na miasto coś zjeść- spojrzała na mnie trochę zdezorientowana.
- Nie musisz, ja będę się już zbierać- odpowiedział szybko Łukasz.
- Nie musi pan... to znaczy nie musisz- zaopanowała szybko.
Popatrzyłam na Łukasza, który z kolei patrzył na mnie, zastanawiając się pewnie co zrobić dalej.
- To ja lecę, może uda mi się wyciągnąć na ploty jakąś koleżankę. Na razie- rzuciła Anka, puściła mi oczko i ubrawszy się szybko wyszła.
- Jeszcze herbaty?- zapytałam.
Łukasz roześmiał się, a ja mu zawtórowałam.
- Miła dziewczyna. Nie wiedziałem, że z kimś mieszkasz, inaczej nie zwalałbym ci się na głowę.
- Przestań tak mówić. Bardzo cieszę się, że przyszedłeś- zamilkłam by nie powiedzieć o kilka słów za dużo.
Łukasz też się nie odzywał. Wpatrywał się w moje splecione ręce, które trzymałam na stole.
- Przepraszam, że o to zapytam, ale masz kogoś?- wciąż wpatrywał się w jeden punkt.
- Już nie...- westchnęłam- a dlaczego pytasz?
- Długo z nim byłaś?
- Trzy lata.
- Co się stało?- drążył temat.
Postanowiłam, że odpowiem na wszystkie jego pytania. Sama oczekiwałam, że on otworzy się przede mną, dlatego musiałam coś dać od siebie.
- Zdradził mnie albo zdradzał, nie jestem w stanie powiedzieć ile to trwało. Wydaje mi się też, że wcale go nie znałam. Dopiero po rozstaniu przejrzałam na oczy i zobaczyłam jaki naprawdę jest- westchnęłam.
- Rozumiem.. Przepraszam.
Miałam nadzieję, że teraz i on mi powie co działo się w jego życiu, ale on milczał.
- Chcesz zobaczyć mój pokój?- zagadnęłam.
Łukasz popatrzył mi w oczy lekko skonsternowany.
- Wtedy dowiesz się o mnie kilku rzeczy- uśmiechnęłam się zachęcająco.
Siatkarz nie odwzajemnił tego gestu, ale lekko pokiwał głową. Wstałam i ruszyłam w stronę schodów a Łukasz poszedł za mną.
- Uważaj, są trochę strome- wskazałam na stopnie.
Znów kiwnął tylko głową i zaczął wchodzić na górę. Zatrzymałam się dopiero przed moimi drzwiami i powoli je otworzyłam wpuszczając rozgrywającego przed sobą. Zapaliłam tylko światło, bo obecnie w moim pokoju panował mrok. Łukasz wszedł i zatrzymał się na środku pomieszczenia rozglądając dookoła. Pod oknem stało łóżko, na które rzuciłam okiem i skrzywiłam się lekko. Rano gdy zaspałam, zapomniałam je pościelić.
- Wybacz za bałagan, ale rano się spieszyłam- starałam się wytłumaczyć, ale Łukasz machnął tylko ręką i podszedł do ściany na której powieszonych było kilka zdjęć. Wszystkie przedstawiały moją osobę z poszczególnymi siatkarzami lub samych siatkarzy, z którymi nie miałam jeszcze zdjęcia. Podeszłam bliżej i od razu rozpoznałam na które zdjęcie Łukasz wpatruje się z taką uwagą.
Kilka lat temu, gdy byłam jeszcze nastolatką na jednym z meczy Ligi świtowej udało mi się złapać Ziomka. Byłam bardzo szczęśliwa, mając w swojej kolekcji zdjęcie z nim.
- Nic mi nie mówiłaś, że już się spotkaliśmy- powiedział nie spuszczając wzroku z fotografii.
- Nie sądziłam, że te kilka sekund spędzonych w moim towarzystwie wtedy, mogłoby cie w ogóle zainteresować.
- Ładnie wyglądamy- popatrzył na mnie i uśmiechnął się ciepło a mi zrobiło się gorąco.
- Czy ja wiem- zmrużyłam oczy i zbliżyłam swoją twarz do zdjęcia- ty mimo kilku godzin gry wygladasz wspaniale- wyszczerzyłam się- ale ja.. Szkoda gadać.
Ze zdjęcia spoglądała na mnie uśmiechnięta szatynka nie zrażona tymi słowami. Niepewnie obejmowała swojego idola, trochę zawstydzona, ale szczęśliwa.
- Kiedy wtedy na przystanku spojrzałaś na mnie pierwszy raz wiedziałem, że widziałem już gdzieś te czekoladowe oczy, nie pomyliłem się- powiedział spokojnie a na moich policzkach pojawił się rumieniec. Odeszłam od ściany i usiadłam na niezaścielonym łóżku. Łukasz odwrócił się i jeszcze raz rozejrzał po pokoju. Myśle, że nie spodziewał się więcej siatkarskich gadżetów, dlatego znów go zaskoczyłam. Podszedł do szafki nocnej na której stała Mikasa, podniósł ją i okręcił na palcu.
- Brakuje mi jej- wychrypiał.
Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, zapewnienie, że wiem co on czuje nie wchodziło w grę. Nie miałam pojęcia co czuje, gdy coś czym żyje na co dzień jest obecnie tylko marzeniem.
- Grasz?- z myśli wyrwał mnie jego głos.
- Nie- uśmiechnęłam się blado- Nie wyszło, ale nie żałuję. W roli kibica też mi dobrze.
Rozgrywający odłożył piłkę i usiadł obok mnie. Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy. Moja ciekawość rosła z każdą sekundą, ale cierpliwie czekałam aż Łukasz się przełamie.
Powiedz mi, pomogę ci- pomyślałam i zaraz tego pożałowałam, bo Łukasz się odezwał.
- Nie wiem co będzie dalej..- szepnął.
- Jak to?- nie wiedziałam do czego pije.
- Być może ta kontuzja przekreśli resztę mojej kariery. Tęsknię do treningów, ale zdaje sobie sprawę, że to wszystko będzie cholernie trudne- westchnął.
- Dasz sobie radę, przecież wiem, że dasz- zapewniłam go.
- Może i tak.. to teraz w sumie najmniejszy problem.
W ciszy czekałam aż zacznie mówić dalej. To co powiedział przed chwilą przestraszyło mnie.
- Moje małżeństwo...to chyba koniec.
- Co?!- nie potrafiłam już usiedzieć spokojnie, gwałtownie wstałam i spojrzałam w jego smutne oczy, które przedstawiały kompletną pustkę.
- Cały czas powtarzałem, że kilometry i czas które nas dzielą umacniają tylko naszą więź, ale to kłamstwo. Może przez kilka pierwszych lat tak było, ale to minęło już dawno. Kiedyś cieszyliśmy się każdą sekundą, ale od dawna spędzając razem czas męczymy się swoim towarzystwem. Ona nie chce słuchać o siatkówce, mnie nudzą opowieści o wybiegach mody i sesjach zdjęciowych. Każdy pozostały temat kończy się po kilku słowach. Jedyne co nas łączy to sprawy urzędowe- ukrył twarz w dłoniach, a ja starałam się znaleźć w głowie słowa, które były by w tej chwili odpowiednie. W końcu mialam mu pomóc, a czułam się zupełnie bezużyteczna.
- Ale jeśli chcecie ratować ten związek, możecie poprosić o pomoc specjalistę. Są ludzie, którzy znają się na tym by pomóc parom odnaleźć dawne uczucia, które zgubili gdzieś w codzienności.
Łukasz zaśmiał się nerwowo.
- Problem w tym, że my tej wspólnej codzienności mieliśmy niewiele. Ale to i tak nie ważne, bo Agnieszka nie chce ratować tego związku.
-Dlaczego?- uniosłam trochę głos zaskoczona.
- Bo... chce zbudować nowy.
No to tyle robaczki :) Przepraszam, że nie oddałam rozdziału na weekend, ale nie znalazłam niestety na to czasu.
Chyba wszystko jest już jasne, dlatego lecimy teraz do przodu :)
Zapraszam Was do czytania i komentowania ;)
piątek, 15 listopada 2013
"Nic nie może przecież wiecznie trwać, za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić" 1
Minął tydzień od kiedy spotkałam Łukasza na rynku. Bardzo nerwowy
tydzień. W pracy urwanie głowy, w domu unikanie kolejnych telefonów i
wiadomości od Dawida. Miałam nadzieję, że to się wreszcie skończy,
jednak chyba nie znałam chłopaka tak dobrze jak mi się wydawało. Kilka
dni po naszym rozstaniu zjawił się pod moimi drzwiami z ogromnym
bukietem róż i błagał mnie o przebaczenie. Niestety jego skrucha szybko
przemieniła się we wściekłość, kiedy nie dawałam za wygraną. Nie mógł znieść tego, że nie jestem mu w
stanie przebaczyć, więc zaczął krzyczeć i odgrażać się. Tylko dzięki
pomocy Ani udało mi się go szybko pozbyć.
- Spadaj stąd dupku, albo wezwiemy policję!- odcięła się mu, gdy puścił kolejną wiązankę w moją stronę. Anka nie miała pojęcia, że Dawid miał w przeszłości zatargi z prawem za co dostał nawiasy. Być może tylko dzięki temu ta groźba na niego zadziałała.
- Idę, ale to jeszcze nie koniec!- powiedział lodowato i z nienawiścią spojrzał na mnie.
Odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w swoją stronę zahaczając jeszcze o śmietnik, do którego upchał bukiet.
Anka zamknęła drzwi i spojrzała na mnie współczująco.
- Ty naprawdę byłaś z tym debilem trzy lata?
Wyruszyłam ramionami i poczłapałam z rezygnacją do kuchni, a blondynka poszła za mną. Usiadłam na krześle, kolana podciągnęłam pod brodę i oparłam na nich głowę.
- Kiedyś taki nie był- powiedziałam cicho- Właściwie to był drugi raz, kiedy widziałam jaki jest naprawdę.
- Powiedział, że to jeszcze nie koniec...- urwała i usiadła na blat obok zlewu, naprzeciw mnie.
- Nie bardzo wiem czego się mogę spodziewać- spojrzałam na nią smutno- Właściwie mogę teraz powiedzieć, że te trzy lata były jednym wielkim kłamstwem. Przynajmniej tak się czuję.
- Ciekawa jestem co tak szybko uciekł jak wspomniałam o glinach- blondynka zastanowiła się.
- Ma zawiasy- powiedziałam spokojnie.
Anka popatrzyła na mnie jakbym właśnie oznajmiła, że zabiłam jej chomika.
- To znaczy?
- Niewiele wiem, nigdy nie chciał mi o tym mówić. Powiedział tylko, że jakiś koleś go napadł, a on się bronił. Podobno ten koleś miał wtyki i kiedy sprawa trafiła do sądu wywinął się, za to Dawidowi niesłusznie się oberwało- wzruszyłam ramionami.
- I ty myślisz, że to prawda?- spytała zaskoczona dziewczyna.
- Może to kolejne kłamstwo, skąd mogę wiedzieć- westchnęłam- Chyba pójdę się położyć, głowa rozbolała mnie od tego wszystkiego- wstałam i skierowałam się w stronę schodów, a Anka zeskoczyła z blatu.
- Może zrobię ci herbatę i przyniosę tabletkę?
Zatrzymałam się i odwróciłam w jej stronę.
- Nie trzeba- powiedziałam cicho- ale dziękuję, że pytasz, dziękuję, że jesteś ze mną.
Ania zrobiła kilka kroków, stanęła przede mną i przytuliła lekko.
- Bardzo chciałabym ci pomóc.
- Fajnie, że jesteś, wiesz?- szepnęłam tuląc się do niej a moje wargi zaczęły niebezpiecznie drżeć.
- Teraz już wiem- zaśmiała się krótko i uwolniła mnie z uścisku.
Spojrzałam na nią ciepło, powstrzymując łzy i ruszyłam schodami do pokoju.
***
Ze snu wyrwał mnie ostry dźwięk budzika. Nie otwierając nawet oczu namacałam telefon leżący na szafce obok łóżka, wcisnęłam jakiś przycisk i odwróciłam się na drugi bok. Już prawie ponownie zasypiałam, gdy budzik odezwał się po raz kolejny. Tym razem otworzyłam jedno oko, spojrzałam na wyświetlacz i przez chwilę starałam się zrozumieć o co chodzi. Dopiero gdy zupełnie oprzytomniałam dotarło do mnie, że pozwoliłam sobie na pozostanie w łóżku o 10 minut dłużej niż powinnam. Natychmiast wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam pod prysznic. Po szybkim odświeżeniu ubrałam się w to co pierwsze wpadło mi pod rękę i upiełam włosy w koka co pozwalało zaoszczędzić kilka minut, które pozwoliłam sobie wykorzystać na lekki makijaż. Gdy doprowadziłam się już do porządku szybko znalazłam się w kuchni. Wypiłam szklankę soku pomarańczowego i zjadłam dwa tosty. Spojrzałam jeszcze na zegarek, wskazywał 7.45 więc odetchnęłam z ulgą. W przedpokoju ubrałam kozaki, owinęłam się szczelnie szalem, ubrałam kurtkę i zarzuciłam torebkę na ramię. Wyszłam z mieszkania, zamknęłam drzwi na klucz i zachwyciłam się po raz kolejny widokiem dookoła. Wszędzie było biało, tylko gdzieniegdzie widać było brązową ziemię, nie pokrytą jeszcze zimnym puchem. Szybkim krokiem ruszyłam do biura delektując się otaczającym pięknem. Dopiero gdy przechodziłam obok śmietnika przypomniałam sobie wizytę wczorajszego gościa. Przed zaśnięciem nie myślałam o tym, gdyż Morfeusz przywitał mnie niemal natychmiast, gdy położyłam się w łóżku. Teraz wszystkie myśli skumulowały się się wokół osoby Dawida. Czy można nie znać osoby, którą się kocha? A może ja znałam jego gorszą stronę i przymykałam na nią oko? Przypominałam sobie wiele chwil spędzonych razem. Nigdy nie był agresywny wobec mnie. Owszem zdarzało mu się czasem za dużo wypić i wtedy nie do końca panował nad sobą, mówił rzeczy, które mnie bolały, ale zawsze przepraszał, a ja zawsze wybaczałam.
Właśnie przechodziłam obok przystanku. Mimowolnie spojrzałam na ławkę na której siedziałam z Łukaszem. Dziś siedział na niej starszy pan i dwie dziewczyny. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie słabo, ale tak jakby wiedział co dzieje się teraz w moim wnętrzu i chciał mi dodać otuchy. Odwzajemniłam jego uśmiech i poszłam dalej. Ten przystanek jest chyba magiczny- pomyślałam. W końcu tam spotkałam kogoś tak fantastycznego jak Ziomek. Chciałam znów go zobaczyć, w jego towarzystwie zapominałam o problemach. Właściwie powiedzieliśmy sobie 'do zobaczenia' ale tak naprawdę nie mogłam na nic liczyć. Dotarłam pod budynek firmy, w której pracowałam. Niespiesznie weszłam do środka i zajęłam się swoimi obowiązkami.
***
Mimo, że odpracowałam swoje ustalone 8 godzin to okazało się, że muszę zostać dłużej. To dłużej wyniosło dokładnie 2 godziny i zamiast wracać do domu o 15 wracałam o 17. Na drogach ruch o tej porze prawie zanikał. Każdy wolał spędzać czas w ciepłym domu niż wybrać się na miasto. Moje kroki wystukiwały bliżej nieokreślony rytm po odśnieżonym chodniku. Dookoła panowała cisza zakłócana od czasu do czasu odgłosem silnika przejeżdżającego samochodu. Kilkanaście metrów dzieliło mnie już od szczęśliwego przystanku, który mijałam za każdym razem gdy szłam i wracałam z pracy.
Zauważyłam, że na przystanku siedzi jakaś postać. Znowu ktoś roztrząsa swoje życie- pomyślałam, gdy przypomniałam sobie, że o tej porze nie ma tu żadnego kursu. Pokonałam kolejne kroki, które dzieliły mnie od przystanku i kiedy zobaczyłam kto tam siedzi zatrzymałam się jak na zawołanie.
- Łukasz co ty tu robisz?- zaskoczenie w moim głosie bardzo łatwo dało się usłyszeć.
Stałam tak wpatrując się w niego i czekałam kiedy wreszcie coś powie. Jego czerwone policzki i dłonie wskazywały, że musi tu siedzieć już od dawna. Usta zacisnął w wąską linię i patrzył tempo w przestrzeń po czym przeniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się wymuszenie.
- Czekałem na ciebie.
Przez chwilę wydawało mi się, że on powiedział coś zupełnie innego a ja usłyszałam coś jeszcze innego. Przez kilka sekund zastanawiałam się nad tym co powiedział.
- Dlaczego?- żadne inne pytanie nie przychodziło mi do głowy. Usiadłam obok siatkarza i nie spuszczałam go z oczu czekając na odpowiedź.
- Źle się czuje..- nie dokończył, bo weszłam mu w słowo.
- Boli cie noga? Może trzeba pojechać do lekarza? Zawiozę cie, pożyczę samochód i cie zawiozę. Musisz tylko chwilę zaczekać- już miałam wstawać by pobiec do domu i pożyczyć auto od Ani ale Łukasz powstrzymał mnie ruchem ręki, nakazując bym nigdzie się nie ruszała.
- Fizycznie wszystko ze mną dobrze, no prawie dobrze- spojrzał na swoją nogę- czuje się źle psychicznie.
Nie wiedziałam co mam mu na to powiedzieć. Rozbroił mnie kompletnie tym wyznaniem. Nie tego się spodziewałam.
- Nie miałem do kogo pójść- kontynuował- rodziców nie chce martwić moimi problemami, znajomi nie wchodzą w grę, zostałaś mi tylko ty- spojrzał w moje oczy, a mnie przeszedł dreszcz.
To nie dzieje się naprawdę- pomyślałam- kiedy zadzwoni ten cholerny budzik. Ale budzik nie zadzwonił. Łukasz widocznie czekał na jakąś reakcję z mojej strony, a kiedy jej nie otrzymał zgarbił się i odchrząknął.
- Przepraszam cie bardzo, zapomnij o tym dobrze? Pójdę już...
Tym razem to ja go zatrzymałam. Położyłam swoją dłoń na jego i przytrzymałam by nie odszedł. Po całym moim ciele rozlało się ciepło, a policzki zaróżowiły lekko. Nie potrafiłam tego kontrolować, tak na mnie działał i nic na to nie mogłam poradzić.
- Zostań proszę. Możesz być pewny, że ci pomogę jeśli tylko będę w stanie- powiedziałam cicho patrząc wprost w jego oczy.
Pierwszy raz tego wieczoru Łukasz uśmiechnął się szczerze. Odwzajemniłam ten gest i mocniej ścisnęłam jego dłoń.
Świadomość, że ktoś taki szuka pomocy czy wsparcia u mnie sprawiała, że miałam ochotę skakać ze szczęścia, a musiałam przecież siedzieć spokojnie.
- Dlaczego czekałeś tu? Pokazywałam ci przecież gdzie mieszkam.- patrzyłam na jego zmarznięte policzki.
- Głupio było by mi stanąć przed twoimi drzwiami. Co miałbym ci powiedzieć? Pomyślałem, że jeśli będę mieć szczęście to mnie tu znajdziesz a jeśli nie to zostanę sam ze sobą i swoimi myślami.
- Przeznaczenie?- zaśmiałam się.
- Kto wie- zawtórował mi.
- No dobrze, to idziemy- wstałam i pociągnęłam go za rękę ale ani drgnął.
- Gdzie?
- No, do mnie. Ktoś kiedyś wspominał o gorącej herbacie- uśmiechnęłam się- przyda ci się teraz bardzo, musiałeś nieźle zmarznąć. Długo tu siedziałeś?- popatrzyłam na niego z góry.
- Nie długo..- powiedział niewyraźnie i widocznie unikał mojego wzroku.
- Już ci wierzę- pokręciłam rozbawiona głową- No wstawaj, idziemy.
Siatkarz popatrzył na mnie niepewnie, ale wstał i ramie w ramie, powoli udaliśmy się do mojego mieszkania.
No więc tak.. Tak, być może rozpieprzam małżeństwo Łukasza, ale to tylko fikcja.
Tak to wymyśliłam i tak to będę pisać. Co wyniknie dalej to się okaże.
Nie miejcie mi tego za złe ;)
Po drugie od dziś blog będzie się prezentował właśnie w ten sposób.
Jeśli coś staje się przez to nieczytelne proszę to zgłosić.
Jakoś bardzo kreatywna w tym zakresie nie byłam, wybaczcie, ale jak dla mnie jest ok
i nie chcę bardziej kombinować.
Dodatkowo powstały nowe karty, do których odsyłam, wszystko teraz ma swoje miejsce :)
Po trzecie prosicie aby powiadamiać Was na Waszych blogach.
Powiem tak, jeśli kogoś naprawdę interesuje ten blog może go dodać do obserwowanych
i wtedy na pewno będzie Nam prościej to wszystko ogarnąć.
Jeśli jednak z jakiś przyczyn nie jest to dla Was komfortowe to proszę jeszcze raz o
poinformowanie mnie komu powiadomienia mam wysyłać na blogi.
To chyba tyle :) Jeśli są jeszcze jakieś uwagi to chętnie je wysłucham i postaram się
dostosować do wszelkich próśb.
PS. Weryfikacja obrazkowa także została wyłączona ;)
Pozdrawiam
- Spadaj stąd dupku, albo wezwiemy policję!- odcięła się mu, gdy puścił kolejną wiązankę w moją stronę. Anka nie miała pojęcia, że Dawid miał w przeszłości zatargi z prawem za co dostał nawiasy. Być może tylko dzięki temu ta groźba na niego zadziałała.
- Idę, ale to jeszcze nie koniec!- powiedział lodowato i z nienawiścią spojrzał na mnie.
Odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w swoją stronę zahaczając jeszcze o śmietnik, do którego upchał bukiet.
Anka zamknęła drzwi i spojrzała na mnie współczująco.
- Ty naprawdę byłaś z tym debilem trzy lata?
Wyruszyłam ramionami i poczłapałam z rezygnacją do kuchni, a blondynka poszła za mną. Usiadłam na krześle, kolana podciągnęłam pod brodę i oparłam na nich głowę.
- Kiedyś taki nie był- powiedziałam cicho- Właściwie to był drugi raz, kiedy widziałam jaki jest naprawdę.
- Powiedział, że to jeszcze nie koniec...- urwała i usiadła na blat obok zlewu, naprzeciw mnie.
- Nie bardzo wiem czego się mogę spodziewać- spojrzałam na nią smutno- Właściwie mogę teraz powiedzieć, że te trzy lata były jednym wielkim kłamstwem. Przynajmniej tak się czuję.
- Ciekawa jestem co tak szybko uciekł jak wspomniałam o glinach- blondynka zastanowiła się.
- Ma zawiasy- powiedziałam spokojnie.
Anka popatrzyła na mnie jakbym właśnie oznajmiła, że zabiłam jej chomika.
- To znaczy?
- Niewiele wiem, nigdy nie chciał mi o tym mówić. Powiedział tylko, że jakiś koleś go napadł, a on się bronił. Podobno ten koleś miał wtyki i kiedy sprawa trafiła do sądu wywinął się, za to Dawidowi niesłusznie się oberwało- wzruszyłam ramionami.
- I ty myślisz, że to prawda?- spytała zaskoczona dziewczyna.
- Może to kolejne kłamstwo, skąd mogę wiedzieć- westchnęłam- Chyba pójdę się położyć, głowa rozbolała mnie od tego wszystkiego- wstałam i skierowałam się w stronę schodów, a Anka zeskoczyła z blatu.
- Może zrobię ci herbatę i przyniosę tabletkę?
Zatrzymałam się i odwróciłam w jej stronę.
- Nie trzeba- powiedziałam cicho- ale dziękuję, że pytasz, dziękuję, że jesteś ze mną.
Ania zrobiła kilka kroków, stanęła przede mną i przytuliła lekko.
- Bardzo chciałabym ci pomóc.
- Fajnie, że jesteś, wiesz?- szepnęłam tuląc się do niej a moje wargi zaczęły niebezpiecznie drżeć.
- Teraz już wiem- zaśmiała się krótko i uwolniła mnie z uścisku.
Spojrzałam na nią ciepło, powstrzymując łzy i ruszyłam schodami do pokoju.
***
Ze snu wyrwał mnie ostry dźwięk budzika. Nie otwierając nawet oczu namacałam telefon leżący na szafce obok łóżka, wcisnęłam jakiś przycisk i odwróciłam się na drugi bok. Już prawie ponownie zasypiałam, gdy budzik odezwał się po raz kolejny. Tym razem otworzyłam jedno oko, spojrzałam na wyświetlacz i przez chwilę starałam się zrozumieć o co chodzi. Dopiero gdy zupełnie oprzytomniałam dotarło do mnie, że pozwoliłam sobie na pozostanie w łóżku o 10 minut dłużej niż powinnam. Natychmiast wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam pod prysznic. Po szybkim odświeżeniu ubrałam się w to co pierwsze wpadło mi pod rękę i upiełam włosy w koka co pozwalało zaoszczędzić kilka minut, które pozwoliłam sobie wykorzystać na lekki makijaż. Gdy doprowadziłam się już do porządku szybko znalazłam się w kuchni. Wypiłam szklankę soku pomarańczowego i zjadłam dwa tosty. Spojrzałam jeszcze na zegarek, wskazywał 7.45 więc odetchnęłam z ulgą. W przedpokoju ubrałam kozaki, owinęłam się szczelnie szalem, ubrałam kurtkę i zarzuciłam torebkę na ramię. Wyszłam z mieszkania, zamknęłam drzwi na klucz i zachwyciłam się po raz kolejny widokiem dookoła. Wszędzie było biało, tylko gdzieniegdzie widać było brązową ziemię, nie pokrytą jeszcze zimnym puchem. Szybkim krokiem ruszyłam do biura delektując się otaczającym pięknem. Dopiero gdy przechodziłam obok śmietnika przypomniałam sobie wizytę wczorajszego gościa. Przed zaśnięciem nie myślałam o tym, gdyż Morfeusz przywitał mnie niemal natychmiast, gdy położyłam się w łóżku. Teraz wszystkie myśli skumulowały się się wokół osoby Dawida. Czy można nie znać osoby, którą się kocha? A może ja znałam jego gorszą stronę i przymykałam na nią oko? Przypominałam sobie wiele chwil spędzonych razem. Nigdy nie był agresywny wobec mnie. Owszem zdarzało mu się czasem za dużo wypić i wtedy nie do końca panował nad sobą, mówił rzeczy, które mnie bolały, ale zawsze przepraszał, a ja zawsze wybaczałam.
Właśnie przechodziłam obok przystanku. Mimowolnie spojrzałam na ławkę na której siedziałam z Łukaszem. Dziś siedział na niej starszy pan i dwie dziewczyny. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie słabo, ale tak jakby wiedział co dzieje się teraz w moim wnętrzu i chciał mi dodać otuchy. Odwzajemniłam jego uśmiech i poszłam dalej. Ten przystanek jest chyba magiczny- pomyślałam. W końcu tam spotkałam kogoś tak fantastycznego jak Ziomek. Chciałam znów go zobaczyć, w jego towarzystwie zapominałam o problemach. Właściwie powiedzieliśmy sobie 'do zobaczenia' ale tak naprawdę nie mogłam na nic liczyć. Dotarłam pod budynek firmy, w której pracowałam. Niespiesznie weszłam do środka i zajęłam się swoimi obowiązkami.
***
Mimo, że odpracowałam swoje ustalone 8 godzin to okazało się, że muszę zostać dłużej. To dłużej wyniosło dokładnie 2 godziny i zamiast wracać do domu o 15 wracałam o 17. Na drogach ruch o tej porze prawie zanikał. Każdy wolał spędzać czas w ciepłym domu niż wybrać się na miasto. Moje kroki wystukiwały bliżej nieokreślony rytm po odśnieżonym chodniku. Dookoła panowała cisza zakłócana od czasu do czasu odgłosem silnika przejeżdżającego samochodu. Kilkanaście metrów dzieliło mnie już od szczęśliwego przystanku, który mijałam za każdym razem gdy szłam i wracałam z pracy.
Zauważyłam, że na przystanku siedzi jakaś postać. Znowu ktoś roztrząsa swoje życie- pomyślałam, gdy przypomniałam sobie, że o tej porze nie ma tu żadnego kursu. Pokonałam kolejne kroki, które dzieliły mnie od przystanku i kiedy zobaczyłam kto tam siedzi zatrzymałam się jak na zawołanie.
- Łukasz co ty tu robisz?- zaskoczenie w moim głosie bardzo łatwo dało się usłyszeć.
Stałam tak wpatrując się w niego i czekałam kiedy wreszcie coś powie. Jego czerwone policzki i dłonie wskazywały, że musi tu siedzieć już od dawna. Usta zacisnął w wąską linię i patrzył tempo w przestrzeń po czym przeniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się wymuszenie.
- Czekałem na ciebie.
Przez chwilę wydawało mi się, że on powiedział coś zupełnie innego a ja usłyszałam coś jeszcze innego. Przez kilka sekund zastanawiałam się nad tym co powiedział.
- Dlaczego?- żadne inne pytanie nie przychodziło mi do głowy. Usiadłam obok siatkarza i nie spuszczałam go z oczu czekając na odpowiedź.
- Źle się czuje..- nie dokończył, bo weszłam mu w słowo.
- Boli cie noga? Może trzeba pojechać do lekarza? Zawiozę cie, pożyczę samochód i cie zawiozę. Musisz tylko chwilę zaczekać- już miałam wstawać by pobiec do domu i pożyczyć auto od Ani ale Łukasz powstrzymał mnie ruchem ręki, nakazując bym nigdzie się nie ruszała.
- Fizycznie wszystko ze mną dobrze, no prawie dobrze- spojrzał na swoją nogę- czuje się źle psychicznie.
Nie wiedziałam co mam mu na to powiedzieć. Rozbroił mnie kompletnie tym wyznaniem. Nie tego się spodziewałam.
- Nie miałem do kogo pójść- kontynuował- rodziców nie chce martwić moimi problemami, znajomi nie wchodzą w grę, zostałaś mi tylko ty- spojrzał w moje oczy, a mnie przeszedł dreszcz.
To nie dzieje się naprawdę- pomyślałam- kiedy zadzwoni ten cholerny budzik. Ale budzik nie zadzwonił. Łukasz widocznie czekał na jakąś reakcję z mojej strony, a kiedy jej nie otrzymał zgarbił się i odchrząknął.
- Przepraszam cie bardzo, zapomnij o tym dobrze? Pójdę już...
Tym razem to ja go zatrzymałam. Położyłam swoją dłoń na jego i przytrzymałam by nie odszedł. Po całym moim ciele rozlało się ciepło, a policzki zaróżowiły lekko. Nie potrafiłam tego kontrolować, tak na mnie działał i nic na to nie mogłam poradzić.
- Zostań proszę. Możesz być pewny, że ci pomogę jeśli tylko będę w stanie- powiedziałam cicho patrząc wprost w jego oczy.
Pierwszy raz tego wieczoru Łukasz uśmiechnął się szczerze. Odwzajemniłam ten gest i mocniej ścisnęłam jego dłoń.
Świadomość, że ktoś taki szuka pomocy czy wsparcia u mnie sprawiała, że miałam ochotę skakać ze szczęścia, a musiałam przecież siedzieć spokojnie.
- Dlaczego czekałeś tu? Pokazywałam ci przecież gdzie mieszkam.- patrzyłam na jego zmarznięte policzki.
- Głupio było by mi stanąć przed twoimi drzwiami. Co miałbym ci powiedzieć? Pomyślałem, że jeśli będę mieć szczęście to mnie tu znajdziesz a jeśli nie to zostanę sam ze sobą i swoimi myślami.
- Przeznaczenie?- zaśmiałam się.
- Kto wie- zawtórował mi.
- No dobrze, to idziemy- wstałam i pociągnęłam go za rękę ale ani drgnął.
- Gdzie?
- No, do mnie. Ktoś kiedyś wspominał o gorącej herbacie- uśmiechnęłam się- przyda ci się teraz bardzo, musiałeś nieźle zmarznąć. Długo tu siedziałeś?- popatrzyłam na niego z góry.
- Nie długo..- powiedział niewyraźnie i widocznie unikał mojego wzroku.
- Już ci wierzę- pokręciłam rozbawiona głową- No wstawaj, idziemy.
Siatkarz popatrzył na mnie niepewnie, ale wstał i ramie w ramie, powoli udaliśmy się do mojego mieszkania.
No więc tak.. Tak, być może rozpieprzam małżeństwo Łukasza, ale to tylko fikcja.
Tak to wymyśliłam i tak to będę pisać. Co wyniknie dalej to się okaże.
Nie miejcie mi tego za złe ;)
Po drugie od dziś blog będzie się prezentował właśnie w ten sposób.
Jeśli coś staje się przez to nieczytelne proszę to zgłosić.
Jakoś bardzo kreatywna w tym zakresie nie byłam, wybaczcie, ale jak dla mnie jest ok
i nie chcę bardziej kombinować.
Dodatkowo powstały nowe karty, do których odsyłam, wszystko teraz ma swoje miejsce :)
Po trzecie prosicie aby powiadamiać Was na Waszych blogach.
Powiem tak, jeśli kogoś naprawdę interesuje ten blog może go dodać do obserwowanych
i wtedy na pewno będzie Nam prościej to wszystko ogarnąć.
Jeśli jednak z jakiś przyczyn nie jest to dla Was komfortowe to proszę jeszcze raz o
poinformowanie mnie komu powiadomienia mam wysyłać na blogi.
To chyba tyle :) Jeśli są jeszcze jakieś uwagi to chętnie je wysłucham i postaram się
dostosować do wszelkich próśb.
PS. Weryfikacja obrazkowa także została wyłączona ;)
Pozdrawiam
piątek, 8 listopada 2013
Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi.
Pierwszy wolny dzień w pracy i od razu nie wiem co z nim zrobić. Leże w łóżku i
wpatruje się w sufit, swoją drogą bardzo ładny sufit koloru brzoskwini.
Zegarek wskazuje 9.30. Ania zapewne od ponad godziny jest w pracy, więc
mieszkanie mam dla siebie. Postanawiam trochę posprzątać, zrobić zakupy i
ogólnie zająć się pracami domowymi. Wstaje więc niespiesznie i idę do
łazienki, kiedy z niej wychodzę zegarek oznajmia, że jest już 10.
Wolnym krokiem schodzę na dół do kuchni, wypijam herbatę i zjadam bułkę.
Po czym nasuwam na siebie kurtkę, ubieram kozaki, biorę torebkę i
otwieram drzwi. Przez chwilę nie mogę oderwać wzroku od tego co widzę.
Stoję jak zahipnotyzowana. W nocy musiał wreszcie spaść śnieg, który
spoczywa teraz wszędzie. Od dziecka kocham zimę i śnieg, mimo, że temperatura jest cholernie niska, to ta pora roku kojarzy mi się z pięknymi wspomnieniami.
Po chwili reflektuje się, zamykam drzwi na klucz i ruszam w stronę
miasta. Świeży śnieg skrzypi pod moimi butami, co przynosi ukojenie dla
zszarpanych nerwów. Wydarzenia ostatnich dni zaczynają gdzieś się
zacierać, a wszelkie odczucia nie bolą już tak bardzo. To dopiero kilka
dni- myślę- ale nawet kilka dni szkoda marnować na smutek i rozpacz za
tym dupkiem. Właściwie nie jestem w stanie określić co napawa mnie takim
optymizmem i lekkim podejściem bądź co bądź do trzyletniego związku.
Czy to na pewno aura panująca dookoła czy może spotkanie sprzed kilku
dni.
Już kilka metrów dzieli mnie od rynku kiedy słyszę za sobą:
- Przepraszam! Halo! Zgubiła coś pani!
Momentalnie odwracam się do tyłu pod wpływem tego głosu. Nie wiem przecież czy nie mówi do kogoś innego, ale nie jestem w stanie się oprzeć, dlatego zatrzymuje się. Patrzę na jego wysoką sylwetkę, na jego kroki, które pokonuje by znaleźć się naprzeciw mnie i na oczy, nadal cudownie ciepłe i głębokie, ale smutne. Zatrzymuje się jakiś metr ode mnie i uśmiecha delikatnie. Dziś znów jest nieogolony co dodaje mu bardzo uroku, a męskie perfumy, których używa są tak fantastyczne, że najchętniej wtuliłabym się w jego kurtkę.
- Już myślałem, że cię nie dogonię- uśmiecha się- trochę odpuszczonych treningów i już są efekty- przez jego twarz przebiega grymas.
- Nie powinieneś oszczędzać nogi?
Przez chwilę patrzy na mnie bez słowa, lustruje moją twarz i w końcu się odzywa:
- Interesujesz się siatkówką- to nie jest pytanie, on stwierdza fakt.
- Tak- kiwam głową.
Nie pyta o nic więcej, wie, że ja wiem co mu się przydarzyło.
- A więc gdzie jest moja zguba?- patrzę na jego ręce, które trzyma w kieszeniach kurtki.
- To był tylko pretekst- śmieje się- Inaczej byś mi uciekła.
Czuje jak moje policzki oblewają się rumieńcem, wiem, że on też to zauważa.
- Ale skoro mi się udało to może napijesz się ze mną kawy? Zawsze milej napić się gorącej filiżanki w towarzystwie niż samemu- znów uśmiecha się ciepło, a ja nawet gdybym chciała nie potrafiłabym odmówić temu uśmiechowi, poza tym zakupy mogą zaczekać.
- Bardzo chętnie- odpowiadam.
Wchodzimy do najbliższej kawiarni i siadamy naprzeciw siebie obok okna. Łukasz zamawia dla siebie kawę, a ja proszę o gorącą czekoladę.
- Świetnie wyglądasz- mówi cicho i nim zdarzę kolejny raz się zarumienić dodaje- Chyba poradziłaś sobie z problemami?
Teraz to ja się uśmiecham, bardzo szeroko. W końcu powód mojego dobrego samopoczucia siedzi naprzeciw mnie.
- Już jest dobrze, może nie idealnie, ale po prostu dobrze. Jeszcze raz chciałam ci podziękować za to, że wtedy na przystanku byłeś przy mnie. To dużo mi dało- nie jestem w stanie spojrzeć w jego oczy, wiem, że on rozumie, że nie myśli o mnie źle, ale po prostu nie mam odwagi. Peszy mnie, a może właściwie nie on tylko jego sława. Kiedy z nim przebywam zapominam, że jest tak bardzo znany, że setki ludzi proszą go o głupi podpis na kartce, a wiem, że nie powinnam zapominać. Co ważniejsze nie powinnam zapomnieć, że ma żonę.
- Cieszę się, że mogłem pomóc.
Kelnerka przynosi nasze zamówienia, więc na chwilę odrywamy się od rozmowy. Upijam łyk gorącego napoju i patrzę na widok za oknem.
- Pięknie prawda?- pyta Łukasz.
- Tak- odpowiadam wpatrując się w maleńkie płatki, które sypią się z nieba. Gdy po chwili przenoszę wzrok na niego zauważam, że przygląda mi się uważnie. Szybko spuszczam wzrok, nie potrafię wytrzymać jego spojrzenia.
- Co chciałabyś wiedzieć?- zaskakuje mnie tym pytaniem. Zbieram się w sobie i znów na niego spoglądam. - Na pewno jesteś ciekawa...- urywa.
- Po prostu zastanawiam się co robisz w Zielonej Górze... Nie przypuszczałabym, że zamienisz ciepłą Italię na zimną Polskę- wzruszam ramionami, mając nadzieję, że nie pomyśli sobie, że chce wchodzić w jego życie z butami.
- Widzisz, to jest tak, że też potrzebowałem znaleźć dla siebie miejsce, gdzie mógłbym zapomnieć na chwilę o kłopotach. Rodzice tu mieszkają, a że przez kontuzję mam dużo za dużo czasu, to w końcu stać mnie na ten komfort spędzenia z nimi straconego czasu. Dlatego, gdy tylko dostałem trochę wolnego od rehabilitacji pojawiłem się w Polsce.
- Rozumiem, to miło, że spędzisz czas z rodziną. Na pewno bardzo cie wspiera. A tak w ogóle, trzymasz się jakoś?
- Nie jest źle- uśmiecha się nikle- Pierwszy miesiąc był najgorszy, prawie nic co wymagałoby trochę sprawności nie mogłem robić. Teraz kiedy mogę już małymi kroczkami wchodzić w trening to i psychicznie lepiej się czuje. Sportowiec bez treningu może oszaleć- śmieje się a ja mu wtóruje.
Dopijam swoją czekoladę a Łukasz spogląda na zegarek.
- I znów muszę już iść- uśmiech znika z jego twarzy- A jeszcze nie dowiedziałem się niczego o tobie.
- Więc jest to okazja na drugą kawę- mówię, a dopiero po chwili dociera do mnie sens wypowiedzianych słów. Czy ja właśnie zaprosiłam go na randkę?
- Może tym razem herbatę, skoro za kawą nie przepadasz?- unosi lekko brwi.
- Bardzo chętnie- uśmiecham się.
Siatkarz wstaje, podchodzi do baru by zapłacić a ja ubieram kurtkę. Po chwili wraca do mnie, również ubiera się cieplej i wychodzimy.
- Więc tym razem znów do zobaczenia?- pyta wesoło.
- No mam nadzieję.
Łukasz kiwa mi na pożegnanie głową i powoli rusza w stronę osiedli. Przez chwilę patrzę za nim i staram się ogarnąć to wszystko. Jedyne co przychodzi mi na myśl to to, że to fantastyczny człowiek i bardzo przystojny mężczyzna. I wtedy zdaję sobie sprawę, że coś tu jest nie tak. Jeszcze raz analizuje to co mi powiedział. Chciał uciec od problemów, ale wątpię by mówił o kontuzji, od tego uciec nie mógł. Nasuwa mi się pytanie, gdzie jest jego żona i dlaczego to nie z nią spędził czas w tej kawiarni? Dlaczego to nie ona słucha jak opowiada o swoich problemach i dlaczego nie próbuje mu w nich pomóc? Ten smutek w jego oczach. Czy jest to ten sam rodzaj smutku, który widniał jeszcze kilka dni temu w moich tęczówkach?
Witam Was :) Hmmm cóż mogę powiedzieć... Ten rozdział był dla mnie czymś zupełnie nowym, nie przypominam sobie
bym pisała już w czasie teraźniejszym dlatego ciężko mi go ocenić. Czy zostanę przy pisaniu w ten sposób? Jeszcze
się zastanawiam, ale to dość prawdopodobne.
Zdaje sobie sprawę, że blog wymaga małej kosmetyki, ale nigdy nie ukrywałam, że nie jestem za pan brat z tymi
wszystkimi ustawieniami. Gdyby znalazł się ktoś kto chciałby mi pomóc byłabym wdzięczna, ale zdaje sobie sprawę,
że mało kto ma na to czas dlatego obiecuje podszkolić się w tym wszystkim ;) Dlatego proszę o odrobinkę cierpliwości :)
A tak poza tym to życzę miłego czytania i udanego długiego weekendu :)
Już kilka metrów dzieli mnie od rynku kiedy słyszę za sobą:
- Przepraszam! Halo! Zgubiła coś pani!
Momentalnie odwracam się do tyłu pod wpływem tego głosu. Nie wiem przecież czy nie mówi do kogoś innego, ale nie jestem w stanie się oprzeć, dlatego zatrzymuje się. Patrzę na jego wysoką sylwetkę, na jego kroki, które pokonuje by znaleźć się naprzeciw mnie i na oczy, nadal cudownie ciepłe i głębokie, ale smutne. Zatrzymuje się jakiś metr ode mnie i uśmiecha delikatnie. Dziś znów jest nieogolony co dodaje mu bardzo uroku, a męskie perfumy, których używa są tak fantastyczne, że najchętniej wtuliłabym się w jego kurtkę.
- Już myślałem, że cię nie dogonię- uśmiecha się- trochę odpuszczonych treningów i już są efekty- przez jego twarz przebiega grymas.
- Nie powinieneś oszczędzać nogi?
Przez chwilę patrzy na mnie bez słowa, lustruje moją twarz i w końcu się odzywa:
- Interesujesz się siatkówką- to nie jest pytanie, on stwierdza fakt.
- Tak- kiwam głową.
Nie pyta o nic więcej, wie, że ja wiem co mu się przydarzyło.
- A więc gdzie jest moja zguba?- patrzę na jego ręce, które trzyma w kieszeniach kurtki.
- To był tylko pretekst- śmieje się- Inaczej byś mi uciekła.
Czuje jak moje policzki oblewają się rumieńcem, wiem, że on też to zauważa.
- Ale skoro mi się udało to może napijesz się ze mną kawy? Zawsze milej napić się gorącej filiżanki w towarzystwie niż samemu- znów uśmiecha się ciepło, a ja nawet gdybym chciała nie potrafiłabym odmówić temu uśmiechowi, poza tym zakupy mogą zaczekać.
- Bardzo chętnie- odpowiadam.
Wchodzimy do najbliższej kawiarni i siadamy naprzeciw siebie obok okna. Łukasz zamawia dla siebie kawę, a ja proszę o gorącą czekoladę.
- Świetnie wyglądasz- mówi cicho i nim zdarzę kolejny raz się zarumienić dodaje- Chyba poradziłaś sobie z problemami?
Teraz to ja się uśmiecham, bardzo szeroko. W końcu powód mojego dobrego samopoczucia siedzi naprzeciw mnie.
- Już jest dobrze, może nie idealnie, ale po prostu dobrze. Jeszcze raz chciałam ci podziękować za to, że wtedy na przystanku byłeś przy mnie. To dużo mi dało- nie jestem w stanie spojrzeć w jego oczy, wiem, że on rozumie, że nie myśli o mnie źle, ale po prostu nie mam odwagi. Peszy mnie, a może właściwie nie on tylko jego sława. Kiedy z nim przebywam zapominam, że jest tak bardzo znany, że setki ludzi proszą go o głupi podpis na kartce, a wiem, że nie powinnam zapominać. Co ważniejsze nie powinnam zapomnieć, że ma żonę.
- Cieszę się, że mogłem pomóc.
Kelnerka przynosi nasze zamówienia, więc na chwilę odrywamy się od rozmowy. Upijam łyk gorącego napoju i patrzę na widok za oknem.
- Pięknie prawda?- pyta Łukasz.
- Tak- odpowiadam wpatrując się w maleńkie płatki, które sypią się z nieba. Gdy po chwili przenoszę wzrok na niego zauważam, że przygląda mi się uważnie. Szybko spuszczam wzrok, nie potrafię wytrzymać jego spojrzenia.
- Co chciałabyś wiedzieć?- zaskakuje mnie tym pytaniem. Zbieram się w sobie i znów na niego spoglądam. - Na pewno jesteś ciekawa...- urywa.
- Po prostu zastanawiam się co robisz w Zielonej Górze... Nie przypuszczałabym, że zamienisz ciepłą Italię na zimną Polskę- wzruszam ramionami, mając nadzieję, że nie pomyśli sobie, że chce wchodzić w jego życie z butami.
- Widzisz, to jest tak, że też potrzebowałem znaleźć dla siebie miejsce, gdzie mógłbym zapomnieć na chwilę o kłopotach. Rodzice tu mieszkają, a że przez kontuzję mam dużo za dużo czasu, to w końcu stać mnie na ten komfort spędzenia z nimi straconego czasu. Dlatego, gdy tylko dostałem trochę wolnego od rehabilitacji pojawiłem się w Polsce.
- Rozumiem, to miło, że spędzisz czas z rodziną. Na pewno bardzo cie wspiera. A tak w ogóle, trzymasz się jakoś?
- Nie jest źle- uśmiecha się nikle- Pierwszy miesiąc był najgorszy, prawie nic co wymagałoby trochę sprawności nie mogłem robić. Teraz kiedy mogę już małymi kroczkami wchodzić w trening to i psychicznie lepiej się czuje. Sportowiec bez treningu może oszaleć- śmieje się a ja mu wtóruje.
Dopijam swoją czekoladę a Łukasz spogląda na zegarek.
- I znów muszę już iść- uśmiech znika z jego twarzy- A jeszcze nie dowiedziałem się niczego o tobie.
- Więc jest to okazja na drugą kawę- mówię, a dopiero po chwili dociera do mnie sens wypowiedzianych słów. Czy ja właśnie zaprosiłam go na randkę?
- Może tym razem herbatę, skoro za kawą nie przepadasz?- unosi lekko brwi.
- Bardzo chętnie- uśmiecham się.
Siatkarz wstaje, podchodzi do baru by zapłacić a ja ubieram kurtkę. Po chwili wraca do mnie, również ubiera się cieplej i wychodzimy.
- Więc tym razem znów do zobaczenia?- pyta wesoło.
- No mam nadzieję.
Łukasz kiwa mi na pożegnanie głową i powoli rusza w stronę osiedli. Przez chwilę patrzę za nim i staram się ogarnąć to wszystko. Jedyne co przychodzi mi na myśl to to, że to fantastyczny człowiek i bardzo przystojny mężczyzna. I wtedy zdaję sobie sprawę, że coś tu jest nie tak. Jeszcze raz analizuje to co mi powiedział. Chciał uciec od problemów, ale wątpię by mówił o kontuzji, od tego uciec nie mógł. Nasuwa mi się pytanie, gdzie jest jego żona i dlaczego to nie z nią spędził czas w tej kawiarni? Dlaczego to nie ona słucha jak opowiada o swoich problemach i dlaczego nie próbuje mu w nich pomóc? Ten smutek w jego oczach. Czy jest to ten sam rodzaj smutku, który widniał jeszcze kilka dni temu w moich tęczówkach?
Witam Was :) Hmmm cóż mogę powiedzieć... Ten rozdział był dla mnie czymś zupełnie nowym, nie przypominam sobie
bym pisała już w czasie teraźniejszym dlatego ciężko mi go ocenić. Czy zostanę przy pisaniu w ten sposób? Jeszcze
się zastanawiam, ale to dość prawdopodobne.
Zdaje sobie sprawę, że blog wymaga małej kosmetyki, ale nigdy nie ukrywałam, że nie jestem za pan brat z tymi
wszystkimi ustawieniami. Gdyby znalazł się ktoś kto chciałby mi pomóc byłabym wdzięczna, ale zdaje sobie sprawę,
że mało kto ma na to czas dlatego obiecuje podszkolić się w tym wszystkim ;) Dlatego proszę o odrobinkę cierpliwości :)
A tak poza tym to życzę miłego czytania i udanego długiego weekendu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)